Gabriel Stróżyński
Z Gabrysiem był taki problem, że z angielskiego był noga. Bądź tu mądry i pisz wiersze, skoro nie rozumiesz co się do ciebie mówi. W Polsce komunizm, a oni każą mu się uczyć transmutacji po angielsku, jak on dzień dobry powiedzieć nie umie. No i przez to zawalił... pierwszy rok Hogwartu. Status w Hogwarcie: Nikt szczególny .
Kartoteka Podstawowa
Dom:
Rok:
Data urodzenia:
Miejsce Urodzenia:
Status Krwi:
Różdżka:
Bogin:
Patronus:
| Hufflepuff Szósty 17 czerwca 1958 Poznań, Polska Mugolak 14 cali, sosna, kieł widłowęża Kobieta w kajdanach Orzeł |
Na zdjęciu Garrett Helund, bo nie mamy dobrych aktorów młodego pokolenia...
Polak, bo tak! Cudze chwalicie, swego nie znacie.
Cytat w tytule to M. L. Kossakowska,
w Pełnej Kartotece Sapkowski.
Angole, powodzenia z czytaniem nazwiska!
Wątki, powiązania, wsio!
[Komunizm skończył się w Polsce w '89 roku :)]
OdpowiedzUsuń[Mój błąd, już poprawiam. Małe zaćmienie mózgu. ]
Usuń[Czy ty nie prowadziłaś kiedyś jakiegoś blogasa jako Jasne Słoneczko? Tak poza tym, witam]
OdpowiedzUsuń[Imię. Zdjęcie. Mniam :D I w 1976 komunizm się jeszcze nie skończył :) Ale chcę wątek. Chodź, chodź.]
OdpowiedzUsuńCleo
[Status krwi to raczej mugolak, nie mugol. Takie czepialstwo estetyczne. :D]
OdpowiedzUsuńImogen
[Tak, hogwart-wolf, w takim razie cię kojarzę ^^. Wątek z nową? Jakby na to nie patrzeć, oboje są w obcym dla siebie miejscu... Jessie wciąż przeżywa szok kulturowy xD]
OdpowiedzUsuń[No, to jest dobre ^^. Jakoś mam słabość do wątków z innymi odmieńcami, choć zazwyczaj unikam obyczajówek jak ognia, lubię jakieś mocne wątki. No, ale Gabryś na tyle mnie zaciekawił, że się odezwałam ;).
OdpowiedzUsuńZaczniesz? Jessie zazwyczaj szwenda się po szkole, ciągle gubi i znajduje sobie niezbyt chwalebnr rozrywki w postaci przerabiania elementów wystroju ;). Gabryś może np. pomóc jej ukryć się przed Filchem, kiedy ta przedekoruje jakiś korytarz ^^]
[Jeśli chodzi o długości, ja nie jestem wymagająca, możemy pisać średnie (sama też odpisuję średnimi, bo studiuję, więc nie mam tyle czasu, żeby pisać strasznie długie wątki).
OdpowiedzUsuńAkcję jak najbardziej można dorobić. Jestem popaprana, lubię, jak się dużo dzieje i to niekoniecznie dobrego. Dlatego tworzę sobie postacie, które budzą niechęć, wtedy łatwiej o jakiś negatywny wątek.]
[Pasuje mi! Ale tak bardzo nie chce mi się zaczynać... :(]
OdpowiedzUsuńCleo
[Hej :) Na gifie jest James Franco. Wątek chętnie, może znajdziesz jakiś pomysł, a ja zacznę? Chyba, że wolisz na odwrót ;)]
OdpowiedzUsuńJames
[Mam w zwyczaju dostosowywać się do innych, ale nie lubię tych przesadnie krótkich :) I dziękuję!]
OdpowiedzUsuńCleo
[Ojej, cóż za nastrojowa karta. <3 ]
OdpowiedzUsuń[No tak całościowo. Zdjęcie, muzyka i tekst. Podoba mi się bardzo wszystko razem. Ale ale... pomyślmy o jakimś wątku!
OdpowiedzUsuńA Mor miała być bardzo, bardzo ślizgońska, więc fajnie, że zdjęcie pasuje.]
[Jest dobrze ;). Co prawda troszkę wyszłam z wprawy w wąceniu, bo dawno tego nie robiłam, ale mam nadzieję, że i mój odpis wyjdzie dobrze]
OdpowiedzUsuńHogwart był dla Jessie takim dziwnym, innym światem.
Całe swoje życie spędziła w Nowym Jorku, opuszczając go tylko na czas edukacji w Instytucie Magii w Salem, który słynął z tego, że był najbardziej promugolską szkołą magii na świecie. Młodzi czarodzieje mieli tam nawet elektryczność i telewizję, a przedmioty były zupełnie inne niż w Hogwarcie, i nastawione na zdobycie praktycznej wiedzy umożliwiającej życie wśród mugoli. Nastolatka bardzo tęskniła zwłaszcza za zajęciami z rysunku, których w Hogwarcie nie było, dlatego też musiała znaleźć inne sposoby, żeby wyżywać się artystycznie.
Zazwyczaj w wolnych chwilach snuła się po szkole, ku wielkiej zgrozie Filcha testując rozmaite zaklęcia dekoratorskie na gargulcach czy innych elementach wystroju. Nie zrażały ją żadne szlabany, ba, Jessie wręcz czekała na dzień, kiedy wreszcie ją z Hogwartu wyrzucą i odeślą do Ameryki, ale jak na złość kończyło się co najwyżej na stracie punktów czy nieprzyjemnych zadaniach, takich jak polerowanie sreber.
Przemieszczała się korytarzem w podskokach. Szatę miała rozchełstaną, tak, żeby każdy mógł zobaczyć jej t-shirt z Myszką Miki, dżinsy pochlapane farbami oraz czerwone conversy. Do tej pory nie mogła się nadziwić, że brytyjskie konserwy nadal tkwiły do tego stopnia w ciemnogrodzie i nosiły coś tak niepraktycznego jak szaty. Jak dla niej był to chory, zupełnie nietrafiony przepis.
Była w trakcie poprawiania nosa pobliskiego posągu, kiedy nagle usłyszała czyjeś kroki.
Odwróciła się i uniosła brwi, dostrzegając nieznanego jej, ale na pierwszy rzut oka starszego chłopaka.
- Yyy... Cześć - przywitała się nieco niepewnie, nie wiedząc, jak chłopak zareaguje na jej radosną twórczość.
W Hogwarcie nie brakowało bowiem ludzi uprzedzonych, którym jej działalność ani trochę się nie podobała.
Jessie
Jessie też nie wiązała przyszłości ani z magią, ani z Hogwartem. Była czystej krwi (w co jednak nikt w Hogwarcie nie wierzył; wielu uważało, że jest szlamą, ale Wells i tak miała to gdzieś), ale wychowana w Nowym Jorku, wielkim i nowoczesnym mieście, była tak doskonale obyta ze światem mugoli, że czuła się bardziej mugolką niż czarownicą. I pomstowała na swoją matkę Brytyjkę, która, po którejś z ostrzejszych kłótni z ojcem zdecydowała o powrocie do dawnej ojczyzny i zabrała ją ze sobą wbrew jej woli.
OdpowiedzUsuńJessie marzyła o tym, żeby opuścić Hogwart i wrócić do Ameryki. To tam był jej dom.
- Nie powinnam? - zdziwiła się Jessie, spoglądając na swoje dzieło. Jej zdaniem korytarz wyglądał teraz zdecydowanie dużo lepiej. - Uważam, że temu miejscu przydałaby się porządna przeróbka.
Odnotowała jednak, że chłopak wysławiał się dość dziwnie, zupełnie jakby nie do końca czuł się pewnie w angielskim, i miał dość specyficzny akcent. Przez moment przyglądała mu się uważnie, jednak zanim zdążyła go spytać, ten pociągnął ją za rękę i kazał biec za sobą.
Jessie nie znała specyficznego układu hogwarckich korytarzy. Nie miała jednak ochoty na kolejne spotkanie z kapciowatym woźnym, który znowu kazałby jej czyścić srebra tą cuchnącą pastą lub dałby jej inne niefajne zadanie. Już nawet wolała iść z tym nieznajomym o dziwnym akcencie.
- Gdzie mnie zabierasz? - spytała tylko.
Mijali różne obrazy i inne staroświeckie dekoracje, ale Jessie nie miała nawet pojęcia, na którym są piętrze ani dokąd chłopak ją ciągnie. Może powinna się bardziej zaniepokoić, ale póki co była raczej zaciekawiona tym nietypowym osobnikiem i możliwością zobaczenia jakiegoś nowego miejsca.
Zastanawiało ją też, czemu właściwie jej pomógł. Do tej pory spotykała się ze strony Hogwartczyków raczej z negatywnym przyjęciem. Nie każdemu odpowiadał jej dość amerykański sposób bycia.
[A na wątek jakiś się skusisz? Gabryś pewnie byłby pierwszym Polakiem, którego Imogen w życiu widziała, więc by ją fascynował w jakiś tam sposób. W sensie, jako zjawisko, które mówi kaleczoną angielszczyzną, bo przecież ona Szkotką jest, akcent swój specyficzny ma, no i do tego takie dziwne nazwisko, połamałaby sobie język, próbując go właśnie po nazwisku wołać. :D]
OdpowiedzUsuńImogen
Pokój, który nagle się zmaterializował, zaskoczył Jessie na tyle, że przez dłuższą chwilę milczała, lustrując go czujnym spojrzeniem zielonych oczu.
OdpowiedzUsuń- Całkiem tu ładnie - przyznała szczerze. - Jestem Jessie. No, Jessica, ale chyba nikt tak do mnie nie mówi.
Nauczyciele w Hogwarcie zwracali się do niej bardzo archaicznie: "panno Wells". Po Salem, gdzie nauczyciele mieli z uczniami dość luźne relacje i mówili do nich po imieniu, ta "panna" ją nieco deprymowała, czasem nawet irytowała. Uczniowie natomiast mówili różnie. Ci nieliczni, którzy ją lubili, mówili normalnie, Jessie, ale byli i tacy, którzy zwracali się do niej po nazwisku, lub wynajdywali sobie rozmaite obelgi, takie jak "zdrajczyni krwi" czy "amerykańska idiotka". Amerykańscy i brytyjscy czarodzieje nie lubili się z zasady. Możnaby to porównać do zwyczajowych niechęci między Gryfonami a Ślizgonami, ale o tym Jessie jeszcze nie wiedziała, skoro była w Hogwarcie ledwie dwa tygodnie.
- Masz oryginalne imię, skąd jesteś? - spytała po chwili.
Przechadzała się po pokoju. Nawet jej się tu podobało. Z ulgą zdjęła okropną, hogwarcką szatę i schowała ją do torby, zostając w stroju mugolskim. Od razu poczuła się bardziej swojsko.
- Pokój życzeń? - uniosła brwi, kiedy chłopak wymienił nazwę tego nietypowego miejsca.
Usiadła na kanapie i splotła dłonie na kolanach. Przez moment wodziła wzrokiem po ścianach, by po chwili znowu spojrzeć na nieznajomego. Mimo nietypowości sytuacji zaintrygował ją, i była ciekawa, co miał do powiedzenia.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń[Nie wiem, na razie wymyśliłam tylko, że mogą się znać, w miarę lubić i takie tam. Nie zdziwiłabym się też, gdyby Kyllen potrafił się z nim porozumiewać po polsku, albo by się przy nim tego uczył i by była łamana ta jego polszczyzna (bo to takie urocze). Nie mam tylko pomysłu na spotkanie... Gabrych by namówił Kyllena na olanie ostatniej lekcji i pójście z nim gdzieś?]
OdpowiedzUsuńKyllen
~ Elena Higgs
OdpowiedzUsuń[No dziękuje ślicznie za powitanie, bo już się bałam, że w całej tej atmosferze wzburzenia pod poprzednią kartą, moja przejdzie bez większego echa. Zacna postać z Gabrysia, nie mogłam się powstrzymać, by Ci tu tego nie napisać. W każdym razie: pokusiłabym się o wątek i już nawet myśleć zaczęłam nad ogólnikami, ale uznałam, że wcześniej wypadałoby zapytać, jak się na tę opcję zapatrujesz i czy nie masz przypadkiem jakiś wizji na ewentualne powiązanie/okoliczności tudzież inne udziwnienia?]
Transmutacja była jednym z najlepszych przedmiotów nauczanych w Hogwarcie, zdecydowanie. Uważał tak głównie dlatego, że wtedy jakoś wszystko zaczynało mu wychodzić, co było nie do pomyślenia na takiej nauce latania na miotle, która wprawdzie odbywała się głównie w klasie pierwszej, ale od tamtego czasu miał traumę i dotyczyła ona latania. Wolał już transmutować, wtedy przynajmniej trzymał stopy blisko podłoża i nie było możliwości, że stanie mu się krzywda w stylu złamanej ręki, nogi albo wszystkiego na raz.
OdpowiedzUsuńPonadto, miał transmutację z Puchonami. Było to wprawdzie dość niefortunne połączenie, ale niezbyt go to obchodziło, skoro bez specjalnego szykanowania mógł dzięki temu spędzić lekcję ze swoim chyba najlepszym znajomym. Było mu więc dobrze tak, jak było i był wstanie nawet ryzykować, że Gabrielowi się coś nie uda i on na tym ucierpi, jeśli zajmą miejsca obok siebie.
W sumie nawet nie wiedział jak doszło do tego, że zaczął zadawać się z mugolakiem. Jego rodzice nie wybierali mu znajomych i nie mieli jakiejś manii na punkcie czystości krwi, bo sami byli mieszańcami, a jeszcze do tego żyli wśród zwykłych, niemagicznych ludzi. Wiedział jednak, że jako uczeń należący do Slytherinu powinien dobierać sobie znajomych, którzy byli bardziej… odpowiedni.
- Chyba cię pogięło, Gabrielu – odpowiedział chłopakowi, marszcząc przy tym lekko brwi i poprawiając szatę, która nijak nie chciała się układać tak, jak on by tego chciał. – Uciekanie z lekcji to szczyt nieodpowiedzialności, o którą cię nie podejrzewałem – oznajmił, unosząc dumnie podbródek.
On nie uciekał z lekcji, zawsze stawiał się na zajęciach i starał się być przygotowany. Nie miał prawa pozwolić sobie na jakieś niedociągnięcia, a przynajmniej tak twierdził.
Tym razem jednak wzruszył lekko ramionami, jakby chciał przekazać niewerbalnie „a co mi zależy”. Z resztą… do opuszczenia jednej, jedynej lekcji namawiał go Gabriel.
- To chodź – wypowiedział, zaczynając iść korytarzem i wymijając kolejnych uczniów, niektórzy byli nawet z jego domu. Później się od nich nasłucha, wiedział to, ale w chwili obecnej priorytetem było dostanie się na siódme piętro, do Pokoju Życzeń, który tak gwoli ścisłości poznał dzięki Gabrielowi.
Już-niedługo-Wasz-Kyllen
~ Elena
OdpowiedzUsuń[Aaa, to z tym świtaniem to delikatna aluzja (zbyt delikatna :D) miała być, że z myśleniem o takich wstępnych sprawach to u mnie czasem dość kiepsko. Ale się postaram i już na coś wpadam. Nie ma tego złego, podobno, nie? Gdyby coś, zawsze można wspólnie poprawić, dociągnąć itp. Do rzeczy jednak. Tak sobie przejrzałam pełną kartotekę. Gabryś lubi sobie filozofować, a Elena niekoniecznie lubi słuchać ludzi (jeśli się nad tym zastanowić, w ogóle ich nie lubi), których nie zna, więc jeśli uznamy np. że wcześniej nie mieli tam ze sobą jakieś szczególnej styczności, możemy natknąć ich na siebie w bibliotece, gdzie ona próbowałaby się skupić nad jakąś wybitnie ważną dla niej rzeczą, właśnie wtedy, kiedy on poczułby odgórną potrzebę podzielenia się z kimkolwiek swoimi rozważaniami.
No dobra, wiem, że słabe, ale daj mi się rozkręcić... Nie zabijaj :D]
- Tak, Jessie - potwierdziła, uśmiechając się nieznacznie, gdy usłyszała jego specyficzną wymowę.
OdpowiedzUsuńPrzez chwilę podskakiwała na kanapie. Jak zwykle ją roznosiło.
- Jesteś z Polski? - zdziwiła się. - Och, czyli nie jestem jedynym dziwadłem z innego kraju?
Tak, to tłumaczyło jego akcent. Wiedziała jednak o tym kraju tylko tyle, że leżał gdzieś w Europie. Do czasu wywiezienia do Anglii, nigdy nie opuściła Ameryki, i jak większość nowojorskich nastolatek była raczej ignorantką, skupioną na błahych, codziennych rozrywkach. Oglądała telewizję, włóczyła się po mieście lub siedziała w Central Parku, rysując i rozmyślając. W ciągu roku szkolnego wyjeżdżała do szkoły. Nigdy jednak nie interesowała się ani polityką, ani wydarzeniami dziejącymi się w odległych częściach świata. Nawet o toczącej się w Anglii wojnie czarodziejów nadal nie miała pojęcia. Była po prostu zwykłym dzieciakiem, mającym swój własny, kolorowy świat i swoje własne, kolorowe kredki. A to, że nosiła dżinsy, kolorowe t-shirty czy conversy także było dla niej naturalne. Zarówno w Nowym Jorku, jak i w Salem mnóstwo młodzieży ubierało się w taki sposób. Natomiast w Hogwarcie dominowały raczej grzeczne spódniczki, sweterki i wszechobecne szaty. Jessie nienawidziła tak sztywnego stroju.
Jednak na wieść o tym, że Pokój Życzeń zapewnia to, o czym się akurat pomyśli, ożywiła się jeszcze bardziej. Natychmiast zerwała się z kanapy.
- Więc jeśli zachcę, na przykład, płótna i zestawu farb, to mi się pojawi? - spytała.
Zanim jeszcze chłopak zdążył odpowiedzieć, pod ścianą zmaterializowała się sztaluga z płótnem oraz pokaźnych rozmiarów paleta. Oczy Jessie rozbłysły.
- O jaaaaa! Ale super!
Była zachwycona tym pokojem i wiedziała, że musi go zapamiętać. Musi kiedyś tutaj wrócić, po prostu musi. Nawet w poprzedniej szkole nie miała równie zajebistego zakątka. Nawet jej dawna kryjówka na strychu nie mogła się z tym równać.
- Nie jestem bardziej magiczny – odpowiedział Kyllen spokojnie, po czym wzruszył ramionami. Nie wierzył w te całe podziały, aczkolwiek uważał, że niektóre z nich były przydatne. Tacy mugole i czarodzieje, nie powinni się mieszać i to twierdziła znaczna większość Ślizgonów, ale twierdzili również przy tym, że ludzi niemagicznych należy po prostu wybić, bo tylko czarodzieje mają prawo do życia, a więc nie powinni się ukrywać, panować nad wszystkim.
OdpowiedzUsuńNie miał jednak zamiaru spierać się o wszystkie te hierarchie oraz inne rzeczy, które raczej ich obu nie obchodziły. Zaczął więc już bez sprzeciwów maszerować wzdłuż ściany i przeszedł tak dokładnie trzy razy, myśląc o miejscu, które byłoby odpowiednie do spokojnej rozmowy i przesiedzenia do chwili aż nie skończy się lekcja. Pomyślał też o książkach, bo te lubił Gabriel, więc w razie znudzenia będzie miał się czym zająć.
W ścianie pokazały się proste, drewniane drzwi. Wyglądały niepozornie, ale Kyllen nacisnął pewnie klamkę, wchodząc do środka. Prawie odruchowo sięgnął za siebie, żeby złapać za rękaw szaty Gabriela i wciągnąć go do pomieszczenia za sobą. Nie odpowiadał przecież za swoje odruchy, które w większości były kompletnie bezwarunkowe.
Wnętrze było niewielkie, ale przytulne. Przypominało mu trochę salon w domu, w którym się wychowywał. Na środku, na puchatym dywanie stała wygodna kanapa z czerwonym obiciem oraz fotel w podobnym kolorze, aczkolwiek jego podłokietniki zdawały się już nieco przetarte. Pod ścianą znajdował się regał z książkami, a z sufitu zwisał żyrandol ze świecami, które zalewały całe pomieszczenie lekkim światłem. Do dopełnienia obrazka brakowało tylko kredensu, który powinien stać przy oknie i znajdujących się na nim niemagicznych zdjęć.
Uwielbiał magię. Z tą myślą puścił rękaw Gabriela i przeszedł te kilka metrów, żeby usiąść na fotelu. Każdy jego ruch zdawał się wyuczony i wystudiowany, nawet szatę poprawił przepisowym ruchem. Czego innego można by się było spodziewać po człowieku, który miał obsesję na punkcie własnego zachowania i wyglądu.
- Więc, coś się stało, że tak bardzo nie chciałeś iść na transmutację? – zapytał, unosząc lekko swoje brwi i przyglądając się Gabrielowi. – I poza tym, mam wrażenie, że się ostatnio gdzieś ukrywałeś, bo prawie cię nie widywałem.
Kyllen-którego-wielbisz
[Ale słodziak!]
OdpowiedzUsuńMaggie
[Może być :)]
OdpowiedzUsuńJego dzień zaczął się fatalnie. Nie dość, że Syriusz postanowił obudzić go wiadrem zimnej wody, śmiejąc się przy tym opętańczo i wybiegając z dormitorium, to na dodatek okazało się, że ta psia cholera nie obudziła go wcześniej i zaspał na śniadanie. James zerwał się z łóżka i ubrał w ekspresowym tempie. W ciągu pięciu minut wybiegł z wieży i pognał na pierwsze zajęcia. Oczywiście wpadł do klasy zziajany, kiedy wszyscy zajmowali się ćwiczeniem zaklęcia.
- Potter, muszę odjąć pięć punktów Gryffindorowi za twoje spóźnienie. A teraz siadaj obok pana Stróżyńskiego i ćwicz zaklęcie - zwrócił się do niego profesor, co Huncwot skwitował tylko lekkim skinieniem głowy.
Oczywiście zanim dotarł do ławki, zauważył rozzłoszczoną Evans, która zapewne znowu będzie na niego krzyczeć, że przez niego domowi ubywa punktów. Trudno. Usiadł na miejscu i od razu wylądowała przed nim karteczka od Łapy. "Dobrze się spało? całuski" Potter stwierdził, że zabije go, jeśli tylko przetrwa tą lekcję. A wiedział, że nieszczęścia ciągną się za sobą jak smród, więc zapewne czeka go jeszcze wiele atrakcji.
Na szczęście zaklęcie nie sprawiło mu większych kłopotów. Proste Aguametni i strumień wody już płynął z jego różdżki do małego pojemniczka, stojącego przed nim. Nawet nie wiedział, dlaczego to ćwiczą, ale nie miał zamiaru narzekać, przynajmniej mógł się poobijać i pouśmiechać do dziewcząt, które co chwila rzucały w jego stronę nieśmiałe spojrzenia.
W pewnym momencie, na swoje nieszczęście, odchylił się do tyłu na krześle i został z niego zwalony niepoprawnie rzuconym zaklęciem. Po raz kolejny tego ranka był cały mokry. Odgarnął włosy z twarzy i spojrzał ze złością na sprawcę całego wydarzenia.
- Co to miało być? - wycedził przez zaciśnięte wargi. - Jeśli chcesz sobie porzucać zaklęcia, to zapraszam do Zakazanego Lasu o dwudziestej - uśmiechnął się złowrogo i podniósł z ziemi. Wtedy rozległ się gong, obwieszczający koniec lekcji. Potter jako pierwszy zmył się z klasy, zostawiając za sobą mokre ślady oraz okrzyki profesora, każącego mu wracać. Po co? Przecież sam da radę się wysuszyć..
James
Gabriel wprawdzie nakreślił mu sytuację Polski, o której przeciętny Anglik albo nie myślał, albo miał taki fakt zwyczajnie gdzieś, bo nie było przecież zbytniego sensu przejmowania się sytuacją innego kraju skoro w tym, w którym się znajdował było całkiem znośnie i bezpiecznie.
OdpowiedzUsuńPrzyjął skrawek papieru i przyjrzał mu się, trzymając ostrożnie. Słowa były napisane po polsku, oczywiście, a język ten należał chyba do jednego z najtrudniejszych i trudno było go przyswoić. Jednakże ogólny sens notatki udało mu się wyłapać, tak sądził.
Oddał skrawek papieru Puchonowi, marszcząc lekko brwi. Nie podobały mu się bowiem słowa chłopaka i jego smutny ton. Kolejna wypowiedź jednak przebiła wszystko i sprawiła, iż miał wrażenie, że wręcz zapadł się w fotel.
– Nawet się nie waż myśleć o ucieczce, Gabrielu. Nie dam ci stąd uciec, nawet nie wiesz jak dużo możesz nabroić jeśli to zrobisz – oznajmił, przyglądając się chłopakowi uważnie, jakby chcąc się upewnić, że ten go słucha i rozumie.
Zamyślił się na chwilę. O ile nie wierzył w bezinteresowną pomoc, tak teraz naprawdę chciał znaleźć odpowiednie wyjście, które pomogłoby Gabrielowi spokojnie kończyć edukację w Hogwarcie. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że mógłby w zamian za przysługę czegoś żądać. Nie w tym przypadku.
– Możemy za to pomyśleć o innym wyjściu – powiedział z pewną, ale słyszalną dozą ostrożności. – Nie mogliby twojej mamie nic zrobić, gdyby w jakiś iście magiczny sposób została przetransportowana do Londynu na przykład… – wypowiedział, wciąż przy okazji zastanawiając się nad tym czy aby to nie przerasta możliwości jego rodziców. Mógłby wysłać sowę, zapytać, dodać że bardzo mu zależy i poprosić o pomoc dla przyjaciela (bo z pewnością nazwałby Gabriela przyjacielem, chociażby po to, aby podkreślić wagę sytuacji).
Kyllen-o-którym-tyle-myślisz
[Zjem Cię za ten urlop.
UsuńZałóż sobie jakieś GG albo inne ustrojstwo, bo zgubiłam Twojego maila, a nie mam nawet jak Cię pomęczyć.]
Troska, jaką Gabriel obdarzał swoją matkę była wręcz rozczulająca, ale to zmartwienie raczej nie należało do czegoś, nad czym można by się było roztkliwiać.
OdpowiedzUsuńChciałby móc znaleźć sensowne i zadowalające przede wszystkim przyjaciela wyjście, ale było to niemalże nierealne. Sam pomysł, żeby wyciągnąć rodzicielkę chłopaka z Polski wydawał się być głupi, bo w tych czasach już chyba nigdzie nie było bezpiecznie. Nawet Hogwart przecież nie był niezniszczalny…
Westchnął i ściągnął z rękawa jasny paproszek, który dostrzegł na materiale szaty, a później począł śledzić uważnie całą wędrówkę Gryfona po pomieszczeniu.
– To z angielskim, pieniędzmi, dokumentami i dachem nad głową dałoby się załatwić. Papiery mogą być lewe, a bez pieniędzy i dachu nad głową by nie została, to ci jestem w stanie zagwarantować akurat – tego co mówił był akurat pewien, ale jeśli tu wszystko niemalże na pewno potoczyło się już znacznie lepiej, to istniało niebezpieczeństwo, że kobiety nawet nie uda się przetransportować z jednego miejsca w drugie.
– Na szkołę tak, wciąż coś napiera, ale nie wiem gdzie trzeba by było uciec, żeby Czarny Pan nie znalazł sposobu, żeby daną osobę dosięgnąć. To jest trudne, ale z całą pewnością wykonalne – wypowiedział, marszcząc brwi, gdy Gabriel znów nie był w stanie usiedzieć w miejscu.
Zaczynało go to powoli drażnić. To oraz ta bezsilność, którą odczuwał pomimo chęci pomocy.
I tak napisze do rodziców, czy Gabriel tego chciał, czy nie. Mieli przecież znajomych praktycznie na całym świecie, by byli dwójką wariatów, którzy chcieli zobaczyć i doświadczyć wszystkiego zanim go sobie zmajstrowali.
– Gabriel, nie biegaj tak, bo mi się zacznie przez ciebie w głowie kręcić – poprosił, wbijając spojrzenie w plecy chłopaka, które niemalże prześwietlił, by móc wraz z nim śledzić grzbiety kolejnych pozycji.
Zagryzł lekko wargę, przestał przypatrywać się chłopakowi. Zdecydowanie nie potrzebował teraz zaprzątania sobie głowy tym, że Gabriel całkiem dobrze prezentuje się w takiej scenerii.
Kyllen-którego-macie-kochać-nawet-tak-późno