Catherine Leveson
Urodzona dwudziestego ósmego listopada tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego o roku w Yorku. Hufflepuff. Klasa VI. Mugolaczka. Córka dentystki i fotografa. Dwunastocalowa różdżka z brzozy i rdzeniem z włosem z ogona jednorożca. Boginem sowa. Patronusem przerośnięty kocur.
Chętna na wszystko. Naprawdę. Nie pomijam nigdy. Nie odpisuję po kolei.
Od razu uprzedzam, że większość czasu jestem na tablecie i wyjątkowo wolno odpisuję.
A tak w ogóle to... dzień dobry.
[No dzień dobry, swoich trzeba przywitać. ;>]
OdpowiedzUsuńMorgan
[Nie mogę zaprzeczyć. Chciałabym też zaproponować jakiś ładny wątek, ale niestety, za dobrymi chęciami nie idą dobre pomysły.]
OdpowiedzUsuńMorgan
[Dzień dobry. Data urodzenia jest jakaś niedobra, ale za to pochwalam patronusa. :3]
OdpowiedzUsuńRafael
[To znaczy coś w stylu "lubię cię, ale w sumie to nie wiem"?
OdpowiedzUsuńI rzeczywiście, wkradła ci się zła data urodzenia. ;)]
Morgan
[Nie ma sprawy, nikt przecież nie jest nieomylny. :) Masz ochotę i pomysł na jakiś wątek?]
OdpowiedzUsuńRafael
[Spoczko, zacznę, jak się trochę ogarnę, to będzie jeszcze dziś prawdopodobnie.]
OdpowiedzUsuńGeneralnie to Morgan kiedyś tam słyszał, że nie powinien za często oglądać się za siebie, bo najważniejsze jest, żeby owszem, uczyć się na błędach, ale nie rozpamiętywać ich jako wielkich tragedii, tylko raczej jako czegoś, co pozwoliło na zdobycie doświadczenia. Morgan wiedział już, że nie zawsze wszystko musi ładnie w życiu wyjść. Wiedział, że nie ma serca z kamienia i może się zabujać - każdy mógł. Każdemu wolno. Gorzej, kiedy potem przychodził czas, żeby dać sobie spokój i nie ciągnąć dalej na siłę czegoś, co i tak nie miałoby szans na dalsze egzystowanie. Wszystko to głównie dlatego, że Morgan wciąż był mentalnie i emocjonalnie upośledzony, myślał jedno, mówił drugie a robił trzecie, szukał i chciał nie wiadomo czego, nie potrafił się przywiązać na dłużej do jednego miejsca, jednej osoby, jednej rzeczy. Matka mówiła, że on po prostu od urodzenia był żywym dzieckiem, ale zwalmy to na wadliwe geny, które Morgan skrzętnie pozbierał po swoich przodkach, pomijając te bardziej szlachetne. Wziął dla siebie głupotę, nieodpowiedzialność, infantylność i niemożność dorośnięcia.
OdpowiedzUsuńPrzebywanie w towarzystwie tych samych osób przez dziesięć miesięcy rok w rok zdecydowanie sprzyjało pakowaniu się w co bądź. Bo może i Casey zbyt inteligenty czy przystojny nie był, ale nadrabiał poczuciem humoru i urokiem osobistym, jak to lubił określać. Może dlatego jak chciał, to potrafił być fajny, potrafił dać się lubić i potrafił odpłacić tym samym. Nie pakował się w skrajności, nie chciał potajemnych schadzek na wieży astronomicznej, pseudo-romantycznych spacerów po Zakazanym Lesie i w ogóle lubił święty spokój, a Catherinie idealnie pasowała do jego widzimisię. Była normalna, a normalność u Morgana była w cenie. Spokojnie się poznali, spokojnie się na jakiś czas zabujali, a potem z jeszcze większym spokojem każde poszło w swoją stronę, choć czasem Morgan zastanawiał się, czy to się mogło skończyć inaczej. Byli Puchonami, a między nimi tylko rok różnicy. Mieli więc wspólnych znajomych, spotykali się przypadkiem w pokoju wspólnym, zamieniali od czasu do czasu parę zdań, ale niewiele więcej.
Udawali, że potrafią się tylko przyjaźnić, a tak naprawdę to chyba oboje wciąż zastanawiali się, co by było gdyby.
Morgan, a mówił ci tatuś, żeby się pozbyć sentymentów?
Kółko wzajemnej adoracji, zwane też paczką znajomych, w której znajdowali się Morgan i Catherine, powoli zaczynało się przerzedzać. Co tu dużo mówić - zbliżała się północ, każdy miał swoje sprawy, a i nikt nie był zbyt rozmowny, bo większość siedziała z podręcznikami do najróżniejszych przedmiotów na kolanach i tylko co jakiś czas ktoś mruczał pod nosem, że ma serdecznie dość i idzie spać.
Morgan zamierzał być wytrwały i zainstalował się na kanapie jak najbliżej kominka, bo listopad, to i zimno z każdego kąta. Im mniej ludzi w okolicy, tym częściej zerkał w stronę Catherine, która również udawała, że się uczy, a tak naprawdę to chyba zaczynała przysypiać.
- Nie śpij, bo cię okradną i jutro obudzisz się bez różdżki - rzucił na tyle głośno, by nie zostać posądzonym o darcie mordy po nocach, ale też by nie zostać nieusłyszanym. - Jak mnie tak kiedyś obrobili to potem dwa dni szukałem, aż się okazało, że zapomniałem poszukać we własnym kufrze.
[no takie coś, starałam się]
[O jaaa... Ja też :3
OdpowiedzUsuńJakieś życzenie w stosunku do wątku? :)]
[To ja już z góry dziękuję za rozpoczęcie :3
OdpowiedzUsuńTaki banalny pomysł mi wpadł do głowy - Catherinka sobie siedziała w Trzech Miotłach przy barze i rozmawiała z Chrisem o bzdurach. Przyjmując, że Cath lubi pić to biedna upiłaby się i nie miałby kto ją zaprowadzi do Hogwartu, więc ten zaszczyt padłby na Kenwaya :)
A potem zobaczymy co się stanie :)]
[Cieszę się, że udało mi się poprawić Ci humor... tak myślę :)
OdpowiedzUsuńTo ja cierpliwie poczekam, gdyż jeszcze mnie łóżko nie woła :)]
[Zatrzaśnięcie w jednej sali może wypaść całkiem ciekawie, tylko teraz trzeba wymyślić, jak do niego dojdzie. Może Rafael będzie miał w niej ostatnią lekcję, pakowanie i cały kończący ją rytuał trochę mu się wydłuży i wtedy wpadnie Catherine goniona przykładowo przez Irytka, który jakoś ich tam "uwięzi". Co o tym sądzisz? :D]
OdpowiedzUsuńRafael
[a dziękuję bardzo. możemy pomyślmy nad wątkiem, co? tak sobie myślę, że jak moja była jeszcze w Hogwarcie, to mogła wziąć pod swoją opiekę młodszą koleżankę. i od tego czasu tak im zostało, za każdym razem jak Catherine zawita do wioski idzie się przywitać do Świńskiego Łba i poopowiadać jakieś ploteczki, czy coś takiego. hmm?]
OdpowiedzUsuńAbigail
[Jest super, za to ja przeproszę za jakość mojego odpisu.]
OdpowiedzUsuńChris jakoś nigdy nie przywiązywał uwagi do reszty domowników w Hogwarcie, gdy jeszcze chodził do szkoły tam. Nie osądzał nikogo o bycie Puchonem, Krukonem i tak dalej. Należał do Domu Slytherina, bo Tiara wyczuła czystość krwi i Chris potrafił być zaradny, jak również był bardzo ambitny. Równie dobrze mógł trafić do Gryffindoru, bo Tiara też się nad tym Domem zastanawiała, no ale widać jaki był końcowy wynik.
W Trzech Miotłach wiele się działo. Tutaj nigdy nie było pusto, zawsze drzwi otwierały się i zamykały. Najwięcej to tutaj było uczniów Hogwartu, którzy byli albo na wycieczce do Hogsmeade albo zazwyczaj wagarowali.
Kenway właśnie przyglądał się biednej Catherine, która wypiła naprawdę mało a była nawalona jak wiecznie pijany grecki bóg Dionizos. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. To była aż nazbyt urocze.
Również wsparł swoją głowę na dłoniach i spojrzał jej w oczy, mając niebezpiecznie blisko twarz blisko jej rozbawionej miny.
- Mam nadzieję, że nie chrapiesz, bo wystraszysz moich gości. - powiedział, nie kryjąc rozbawienia.
Chris Kenway
[Z reguły tworzyłam postacie o charakterze podobnym do Cyzi, więc chyba nie będzie mi trudno ją poprowadzić. Śliczne zdjęcie!]
OdpowiedzUsuńNarcyza
[Chęci na wątek są, ale pomysł nie bardzo. :<]
OdpowiedzUsuńSeverus Snape
[Boginem sowa? To może moja wredna Yvette zaatakuje pannę Leveson i przestraszy na śmierć? Wiesz, te syczki to małe potworki, ale zawzięte jak cholera. Wystarczy, żeby Catherine trzymała na korytarzu ciastko czy kanapkę i już będzie narażona na atak. Co powiesz na taki mały dramacik?]
OdpowiedzUsuńprof. Dandrieu
[Trochę późno, ale zaczynam. :)]
OdpowiedzUsuńDla większości siedemnastoletnich mugoli transmutacja z pewnością wydałaby się czymś niezwykłym, gdyby tylko się o niej dowiedzieli. Nie znając nawet innych dziedzin magii, próbowaliby za jej pomocą zmienić świat, jakkolwiek zabawnie brzmi słowo "zmienić" w tym kontekście. Jednakże uczniowie Hogwartu byli w tym względzie bardzo niewdzięczni. Początkowo wielu z nich było zachwyconych magią, zamkiem, niezwykłymi stworzeniami i tą całą odrealnioną otoczką, ale z każdym kolejnym rokiem podziw malał, aż w końcu zanikał zupełnie, a lekcje zaklęć i zielarstwa były traktowane jak w mugolskich szkołach angielski i biologia. Być może Rafael miał wygórowane wymagania, ale na siódmym roku chciał robić coś lepszego niż to samo co wcześniej, ale na innych, zwykle większych, jak gdyby to miało stanowić o wyższym poziomie wtajemniczenia, zwierzętach i przedmiotach. No cóż, przeliczył się.
Lekcja się skończyła, krzesła zaczęły szurać o podłogę, a on w zamyśleniu przyglądał się starej skrzynce, która leżała przed nim na ławce. Trwało to zaledwie chwilę, ale, gdy podniósł wzrok, w sali nie było już nikogo. Wstał więc, rozejrzał się po tych wszystkich dziwnych przedmiotach leżących wokoło i już miał zamiar kierować się w stronę wyjścia, gdy nagle przez drzwi wpadła do środka zdyszana dziewczyna. Początkowo myślał, że to jedna z Krukonek zapomniała czegoś, bo w końcu to z nimi Ślizgoni mieli transmutację, ale kolory szaty wyraźnie wskazywały na jej przynaleźność do Hufflepuffu. Zdziwiło go to trochę, ale nie powiedział nic, tylko podniósł swoją torbę i po prostu chciał wyjść.
I wtedy drzwi zatrzasnęły mu się centralnie przed twarzą, a zza nich słychać było tylko głośny jak diabli śmiech Irytka.
- Bardzo zabawne - skwitował, gdy naciśnięcie klamki nie dało zamierzonego efektu. - Jak chcesz, to możemy zabawić się inaczej.
Wymamrotał w stronę drzwi i wyciągnął różdżkę.
Rafael
[Cześć! :D]
OdpowiedzUsuńCasyan
[Niestety, niczego nie potrafię wykombinować....
OdpowiedzUsuńAle może po prostu Catie będzie jego przyjaciółką, co? Bo on nie ma na razie żadnych przyjaciół :(]
C.
[Ty rzucisz pomysł, a ja zacznę? ;>]
OdpowiedzUsuńSilver
[Wątek z chęcią. Masz może jakiś pomysł, czy ja mam kombinować? ;)]
OdpowiedzUsuńJames
[No właśnie konkretów za bardzo nie mam, hm... Musze to przemyśleć jakoś.]
OdpowiedzUsuńC.
Chrisa ta sytuacja naprawdę bawiła. Widząc tak uroczo pijaną osobę to po prostu było najlepsze od oglądania pijanych ludzi, którzy w takim stanie to potrafią tylko bójkę wszczynać. Jak Kenway się upije to właściwie prawie podobnie zachowuje się jak Catherine, ale to też zależy w jakim towarzystwie się upije.
OdpowiedzUsuńZ jego ust wydobył się cichy śmiech.
- Wiesz, wbrew pozorom lada barowa jest wygodna. Spałem już na niej. - stwierdził, nie kryjąc rozbawienia gdy sobie przypomniał całe to zajście.
Podszedł do koleżanki barmanki, żeby go na chwilę zastąpiła, po czym ruszył w kierunku siedzącej dziewczyny i wziął ją pod ramię.
- To wstajemy, złotko. Ostrożnie. - uśmiechnął się jednym kącikiem ust.
Chris Kenway
[cieszę się, że się podoba :)]
OdpowiedzUsuńEuphoria L.
[Och jej, jak miło.
OdpowiedzUsuńTo co, pewnie wykminimy sobie jakiś wątek, nie?]
Hampton
[Och, no to ciemna dupa, że się tak nieelegancko wyrażę, bo ja również zbyt kreatywna nie jestem. Jedyne co by ich w sumie mogło łączyć, to fakt, że oboje są szlamami, a co więcej z tego, to nie wiem. Może jakieś powiązanie z odległej przeszłości, zanim jeszcze trafili do Hogwartu? Choć w sumie nie, to głupie.]
OdpowiedzUsuńHampton
[Zawsze i wszędzie :D Są tacy... nieokreśleni. Co powiesz na jakiś wątek?]
OdpowiedzUsuńRuby W.
Gdy wyszli przed pub to faktycznie zbyt ciepło nie był, gdyż przy oddychaniu pojawiały się obłoczki pary. Dobrze, że miał na sobie bardzo ciepłą kurtkę, a dziewczynę bardziej utulił do siebie, żeby po pierwsze nie przewróciła się, a po drugie aby też jej było ciepło. Taki już z niego dżentelmen, nic na to poradzić nie mógł.
OdpowiedzUsuńSzli ostrożnie przez ulice Hogsmeade, po czym spojrzał na nią z nieznacznym uśmiechem na ustach.
- Twoja tajemnica jest u mnie bezpieczna. - przyznał, puszczając jej perskie oko.
Kenway był naprawdę dobry w dotrzymywaniu tajemnic, gdyż on sam miał swoje tajemnice, które najlepiej, żeby nie ujrzały światła dziennego.
Chris Kenway
[Bardzo miło to słyszeć! :) chęć na wątek? pomysly?]
OdpowiedzUsuń[Może James dowie się, że matka dziewczyny jest fotografem i zasypie ją gradem pytań na ten temat? Ewentualnie Rogacz dosiądzie się do niej na jakiejś lekcji i będzie namawiał ją do zagrania w kółko i krzyżyk, czy coś równie ambitnego. Jak masz coś lepszego to wal ;)]
OdpowiedzUsuńJames