John Higgins
VI klasa / Hufflepuff / patronus za trudny / bogin obciachowy / różdżka brzozowa z włosem z ogona jednorożca
Oddałby wiele, oby tylko nie być młodszym z braci, choć od urodzenia wszyscy mu ciągle powtarzają, jaki to jest uroczy, że ma dołeczki w policzkach, masz w nagrodę kawał ciasta. A on NIE ZNOSI ciasta, zawsze wywalał je, gdy rodzice nie patrzyli, o oddaniu go Danielowi nawet nie myślał, jeszcze dostałby w łeb. John nigdy nie mógł się wyżyć czy przekląć, bo nie na niego spadła rola złośnika rodziny, on miał tylko siedzieć, promieniować tęczą i sprawiać, że bogate ciotki zapraszały całą rodzinę na wakacje.
Jakoś tak mi... dziwnie. Ale to nic. John jest taki uroczy, na jakiego wygląda, więc wątki i powiązania też będą urocze. Tylko bez przesady, ok.
[Ja lubię uroczych, ja kocham uroczych. Zdjęcie jest urocze i się zakochałyśmy uroczo.]
OdpowiedzUsuńMaggie
[UWARZAJ NA WENRZA NIEBEZPIECZNEGO ŁAN ŁAN ILEWEN!
OdpowiedzUsuń<3]
Danjel
[To już w ogóle uroczo. :3 Jak ta emotka.
OdpowiedzUsuńMożemy liczyć na uroczy wątek?]
Maggie
[Zdecydowanie uroczy. Robimy z nich znajomych/przyjaciół ze szkolnej ławki? :)]
OdpowiedzUsuńCleo
[ O słodko...witam serdecznie i cieplutko, oraz od razu pytam o wątek XD]
OdpowiedzUsuńIrina
[Jak tak możesz, przecież to najbardziej urocza emotka. No ale trudno.
OdpowiedzUsuńZ pomysłem może być ciężko, te króciutkie karty nie ułatwiają znalezienia punktu zaczepienia, ale coś się wykombinuje.
Pewnie się kojarzą, skoro dzieli ich tylko rok i są w jednym domu. Maggie na pewno rumieni się do jego dołeczków i lubi tęczę, którą John promieniuje.
A jakby uratował jej niesfornego kota, to już w ogóle.]
Maggie
[Cleo zdecydowanie potrafi robić dobre wrażenie na matkach i ciotkach. Nie ma innej opcji :) W takim razie zaczynamy wątek od tego, jak wymknęli się na błonia/stadion i Cleo pomaga swojemu uroczemu koledze opanować miotłę? ;>]
OdpowiedzUsuńCleo
[Za cuksy to ona w ogóle po uszy wpadnie i mu się oświadczy.
OdpowiedzUsuńFaramir go nie będzie drapał, bo jest za gruby i mu się nie chce.]
Maggie
[ cześć]
OdpowiedzUsuńSophia
[ Pomysłodajnia czs star:
OdpowiedzUsuń1. Moze Irina pomagałaby mu w lekcjach, albo jakby czegoś nie rozumiał po z niej takie stworzenie o miękim sercu jest
2. NIe wiem..mogą mieć razem zajęcia i robić coś wspólnie..
3. No nie wiem, jakaś znajomość czy coś w ten deseń...]
Irina
[Ciacho normalnie!]
OdpowiedzUsuńFlorean Hale
Leżenie na wznak na łóżku całą sobotę i głaskanie Cyryla za uszami było czymś, o czym marzył od poniedziałku rana, właściwie od początku deszczowego października i treningu, podczas którego przywalił sobie pałką w ryj. Nie chciał nikogo widzieć, czarny kocur wylegujący się przy jego boku i mierzący wszystkie oddychające istoty mrocznym spojrzeniem wszystko ułatwiał, bo raczej nikt się nie chciał zbliżać.
OdpowiedzUsuńKiedy coś zapukało w szybę pierwszy raz, nawet się nie poruszył, prócz tego, że wycelował prosto w nią środkowy palec. Potem rozpoczęła się seria groźnych pohukiwań i drapanie, jakby ktoś jeździł pazurami po tablicy. Zaklął cicho i podniósł się, ku niezadowoleniu Cyryla, który pozostawił po sobie krwawy ślad na jego przedramieniu. On też dostąpił zaszczytu oglądanie krzywego palucha Dana, ale tylko prychnął, koty nie doceniają takich gestów.
Higgins otworzył okno i wpuścił zmokniętą sowę, która świetnie naśladowała spojrzenie zielonych ślepi Cyryla. Zbytnio się tym nie przejął, tylko odwiązał od jej nóżki cienką kopertę, co jeszcze bardziej zepsuło mu humor i odchylił okno bardziej, dając jej mocno do zrozumienia, że jeśli nie chce zostać wypchanym zwierzakiem, to powinna już sobie polecieć.
Biała koperta, podpisana przez pióro jego matki, uchroniła się od deszczu, a właściwie uchroniła ją pani Higgins – zaklęciem. Nie dostał pieniędzy, dokładnie wymacał kopertę, jakby gdzieś się schowała jakaś moneta. Cholera.
Rozerwał ją w końcu, nie przejmując się tym, że może porwać schowany w środku list. Kogo to obchodzi, potrzebuje teraz kasy na to, że nie zarobić wpierdolu, a dostał pewnie tylko rodzicielską gadkę na temat tego, że dwa upomnienia od dyrektora od początku roku to za dużo bo Dżony taki porządny, mądry chłopiec, A Z CIEBIE TO PRZYKŁAD STOCZENIA SIĘ NA DNO, SYNU, POKAŻESZ MI ŻYŁY JAK PRZYJEDZIESZ DO DOMU, PEWNIE MARYCHUANINĘ SOBIE WSTRZYKUJESZ.
Nie pomylił się za bardzo. Cały pierwszy akapit matka poświęciła na wychwalanie Johna, zrobienie z niego świętego, dobrego, przepełnionego miłością do bliźniego. Na końcu oczywiście nie zapomniała napomknąć o tym, że bardzo by chciała, żeby Daniel się zmienił, ale na to pewnie za późno, bo jest złym i zepsutym dzieckiem. Już zapomniała, że dzięki niemu Krukoni prawie wygrali Puchar Domów, bo kosił graczy przeciwnych drużyn pałką jak kosiarką. ,,,
Dalej już nie czytał, bo zachciało mu się rzygać, więc zgniótł kartkę w kulkę i trzymał ją w dłoni tak długo, dopóki paznokcie w nią wbijane nie zaczęły zadawać zbyt dużego bólu. Okej, czasem bolały go knykcie od łamania komuś nosa podczas bójki, ale nie był aż takim masochistą, żeby robić sobie krzywdę przez głupawy liścik matki.
– Pieprzony lizus – warknął i wbił spojrzenie, trochę zamyślone, w Cyryla, który z kolei mierzył go wrogo, jakby nadal był obrażony. Ale chwilę później wskoczył mu na kolana i przejeżdżał zdecydowanie za długimi pazurami po rękawie jego kurtki tak długo, dopóki Dan nie wyrzucił kartki do śmietnika i nie zaczął go drapać z powrotem za uchem.
– Tylko ty jesteś normaln... – urwał, bo kocur pacnął go łapą, za słodko się zrobiło. –... uszanowanko, zapomniałem się.
Chujnia mujnia, żeby tylko Johnowi nie przyszło do głowy tu przyłazić.
[To zdjęcie jest takie cudowne! Zapraszam do wątku. :D]
OdpowiedzUsuń~Emithiel Elliot
[PRZEPRASZAM! Za późno to zauważyłam, i... już nie wiedziałam gdzie się tak podpisałam. Cały dzień jestem taka rozkojarzona, już nawet pomijam to co zrobiłam na innym blogu godzinę temu... masakra, to nie powinno być w ogóle możliwe.
OdpowiedzUsuńDobra, też to sobie wyobraziłam. I pragnę realizacji. :D]
~Johan Angellore
[Kto by nie chciał być skazanym na takiego boga seksu. :D]
OdpowiedzUsuńMaggie
[No wiesz Ty co, tak wyśmiewać moje upodobania co do partnerów seksualnych. Okrutnaś.]
OdpowiedzUsuńMaggie
[Ale ja nie pisałam o Maggie. :DDD
OdpowiedzUsuńMaggie już się na kogoś czai. Biedak.
To niech się wymieniają cuksami.
Zacznij, co?]
[No weeeź. Postawię Ci pomnik. Nie jestem wymagająca, a zaczęłam dziś już trzy.]
OdpowiedzUsuńMaggie
[Również nje sondze!
OdpowiedzUsuńHah, dobre! :D Warto jednak wrzucać takie duperele do karty, bo potem jest się na czym oprzeć w wątkach. Od teraz zawsze tak robię. To jest wspaniałe. Zaczniesz?]
~Johan Angellore
[Johnowi spadnie cukier po wyczerpujących zajęciach, a Maggie wyskoczy zza rogu z paczką cukierków od mamy.]
OdpowiedzUsuńMaggie
[TFU.
OdpowiedzUsuńMiało być w drugą stronę. Wybacz, za dużo teorii literatury.]
Głaskałby Cyryla do usranej śmierci, gdyby nie rozległo się ciche pukanie. Automatycznie, on i kot, odwrócili się w ich stronę, mierząc je podejrzliwym spojrzeniem. Co jeszcze? Nie chciał nikogo wiedzieć, ostentacyjnie spędzał czas ze swoim pchlarzem, czy to naprawdę nawet nie przemawiało do mózgów krukońskich pał?
OdpowiedzUsuńPodniósł się, próbując odłożyć Cyryla na łóżko, ale wczepił się tak mocno w jego ramię, że najprawdopodobniej gdyby walczył, zostawiłby go tam razem z nim. Pozwolił mu się na sobie uwiesić, czując że krwawi i wygląda jak Rambo, ale nie narzekał nawet w myślach, bo kot znajdował się całkiem blisko jego ucha i pewnie by mu je odgryzł, by jego właściciel znów go czcił (a przynajmniej całkiem nieźle grał).
Podszedł do drzwi i gwałtownie je otworzył, przybierając minę Człowieka z Blizną Na Przedramieniu, Rambo Dżambo, Bugimena i Kendimena – no po prostu siał spustoszenie własną mordą, niewiasty uciekały z krzykiem, kapelusze same spadały z głów, te sprawy. Krukonka stojąca za nimi najpierw spojrzała na Cyryla a potem na Dana i chyba chciała zrezygnować ze swojej misji, ale przełknęła głośno ślinę i w końcu bardzo odważnie (choć cicho) powiedziała:
–Twójbratczekanadoleniebijpaidęsobie. – I rzuciła się w stronę schodów, prawie zjeżdżając po poręczy, próbując znaleźć się jak najszybciej na dole.
Brwi Daniela powędrowały w górę, jakby zdziwiło go, że niewinne dziewczęta się go boją. Wzruszył ramionami jednak, bo teraz miał ważniejsze zadanie na głowie. A właściwie na nodze, bo najchętniej wykopałby nią Johna poza mury szkoły, żeby chociaż tu przestał mu zatruwać życie i przypominać, że choćby dostał Wybitny plus z czegokolwiek, Powyżej Oczekiwań jego brata zawsze będzie czymś, co jara rodziców. Jak pochodnie.
– Zostawię cię tu... KURWA MAĆ, CYRYL, DOBRA, ALE NIE WCZEPIAJ SIĘ MOCNO.
Pazury kocura zostawiły mu na policzku krwawy ślad i Dan przez chwilę miał wrażenie, że jeszcze wyszczerzy się z satysfakcją, jakby chciał jednocześnie powiedzieć "spróbuj fikać, to zrobię z ciebie Łiskasa". Ze szramą na policzku, na przedramieniu i prawdopodobnie również ramieniu, którego kurczowo trzymał się Cyryl zszedł po schodach, wkurw level max., wszyscy schodzą z drogi. Nie wyglądał na kogoś, kto wzruszyłby się widokiem stu galeonów, a co dopiero młodszego brata.
Wyszedł z pokoju wspólnego i od razu zakuła go w oczy słodycz Johna. Nie musiał nawet oddychać, kontrastował z korytarzem, emanując pedalską tęczą i kucyponkami, dobrocią serca i innymi bzdetami. A przynajmniej mniej więcej tak zawsze przedstawiała go matka znajomym, a potem machała ręką na Dana i mówiła "a to Daniel, ja ci mówię, czeka go Azkaban, podwija zawsze ten jeden rękaw jakby czekał na znak, wiesz jaki...". Możliwe, że był adoptowany.
– Szybko i treściwie, bo czuję, że nie chce mi się słuchać o twoich... – Skrzywił się mocno, zerkając niechętnie na pakunek w ręku Johna. – ... marcepanowych nagrodach za bycie Synem Miesiąca.
Nie przemawiała przez niego zazdrość. Może trochę. Cyryl to wyczuł i fuknął na młodszego Higginsa, ale tylko trochę, bo jemu akurat było głupio być niemiłym dla tęczy, jakby go drapnął, to tak w stylu "co tam, zią".
Zdrajca.
[No dobsz. Za dużo dziś chyba wypisałam, ale dla tego wątku zrobię wyjątek, bo zapowiada się cudownie. XD]
OdpowiedzUsuńSobota była... wesoła. Johan tęsknił za takimi dniami, więc był całkiem zadowolony z obrotu sprawy. Odłożył naukę na dzień następny (czego prędko miał pożałować) i biegał od człowieka do człowieka. Miał już za sobą pojedynek na głupie zaklęcia (jeśli ktoś zastanawiał się co za idioci schowali się za gargulcami i kierowali miotłami woźnego... miał już odpowiedź), krycie się przed bibliotekarką i próbę wpakowania się do Pokoju Wspólnego Gryfonów.
Na chwilę zjawił się w swoim dormitorium, przebrał jedną czarną bluzkę na inną (i weź tu potem wytłumacz ludziom, że się przebierasz, tylko tego po prostu nie widać) i podpiął grzywkę odwieczną białą spinką w czarne kropki. Ona była już symbolem rangi narodowej.
Teraz nogi zaniosły go ku Wielkiej Sali. Chwilę się poplątał pomiędzy stołami, aż trafił na grupkę chłopaków grających w gargulki. W dodatku z jakimś ciekawym zakładem.
- Pozwólcie, że się przysiądę - powiedział, patrząc się po twarzach obecnych. Jednego z chłopaków znał, innych kojarzył z widzenia lub pojedynczych rozmów. Kolejna zmiana towarzystwa, czemu nie.
~Johan Angellore
[Taaa. Romańska. :D]
OdpowiedzUsuńSłodycze były potrzebne Maggie jak nigdy w ostatnich dniach, bo ostatnie dni były, jak nigdy, gorzkie i nie do przełknięcia. Coraz bardziej załamywała się własną głupotą i upośledzeniem emocjonalnym. Tak, bo inaczej nie dało się nazwać tego, co robiła sobie i innym ludziom. Nie miała już sił się w to zagłębiać. Im więcej myślała, tym gorzej było. Zamknęła się w sobie jeszcze bardziej, czytała te swoje książki, śniła i marzyła o smokach i liczyła, że wszystko samo się ułoży. Jak zwykle. Bo łatwiej jest się nie angażować i nic od siebie nie dawać. Na pewno bezpieczniej. W pewnym sensie.
Cukier był jednak dobry na wiele rzeczy. Nie na wszystko i nie na dłuższą metę, ale miło było sobie podnieść jego poziom we krwi, popłakać nad tym, że jestem gruba, a nie upośledzona. Bo zawsze mogę schudnąć, a upośledzenia nie cofnę.
Dlatego Johnny spadł jej jak z nieba. Zawsze spadał jej jak z nieba, jakby miał jakiś czujnik, kiedy ona akurat słodkości potrzebuje.
Jak w ogóle można nie lubić słodyczy?
Mimo złego humoru, uśmiechnęła się do niego radośnie, od razu wiedząc co się kroi. Cukierki! I, słodki jak one, kolega.
- Tak. Pragnę cukierków. - powiedziała szczerze, podchodząc i przylegając do jego ramienia. - I ramienia też pragnę. Mogę? - zapytała, podnosząc na niego oczy, bo, w sumie, to do tego ramienia mu nawet dobrze nie sięgała.
Maggie
Johan długo nie poobserwował gry, bo jeden z uczestników po dosłownej minucie zdążył przegrać i to wyjątkowo spektakularnie. Widząc krótki napad złości tegoż osobnika, mimo woli zaczął się śmiać. Gdy przeciwnicy wykrzyknęli jego nazwisko już był pewien z kim ma do czynienia. John, John Higgins. Nie znali się dobrze, ale... znali.
OdpowiedzUsuń- Co znowu jak ja, przecież nie wyglądam aż tak źle! Zaraz czy ty się na prawdę założyłeś o to, że będziesz chodzić w kokardkach? Na prawdę? - Ledwo powstrzymywał się od śmiechu. - Poza tym, ja ich nawet nie mam, skąd ci... - nagle przerwał na kilka sekund, podczas których jego mózg tworzył plan na resztę dnia. Nienajlepszy, ale prawdopodobnie ciekawy. przechylił głowę na jedna stronę i kontynuował z zadowoleniem. - W sumie... mogę ci pomóc je zdobyć, ale to może trochę zająć. Pasuje nam przejść się po kokardkowych dziewczynach i je przekonać, żeby je nam pożyczyły - zaczął się głupio uśmiechać, dumny z siebie i swojego, niezbyt twórczego co prawda, pomysłu.
~Johan Angellore
[Jaki słodko przyćpany Pan!]
OdpowiedzUsuńCharity