Jestem księżniczką w złym królestwie
Urodzona
w Anglii 15 Marca siedemnaście lat temu. Dumna krukonka niespełniająca wymogów
rodziców. Czystej krwi czarownica, która na notabene powinna być jak reszta
rodzeństwa w Slytherinie. Posiadaczka giętkiej, dwunastocalowej różdżki z
czarnego bzu i włókna ze smoczego serca. Patronus na razie objawia się jako
mgiełka, jednak cały czas nad tym pracuje. Boginem jest jej dziadek od strony
ojca śmierciożercy. Obecnie pełni funkcję obrońcy w szkolnej drużynie
Quiddicha. Podobno rodzice znaleźli jej męża. Wiecznie radosna i ciągle wtykająca nosa w nie swoje sprawy. Pani ślicznej płomykówki.
Witam się! Do przejęcia dwaj starsi bracia Iriny i zapraszam do wątków :)
Archiwum bloga
-
▼
2013
(55)
-
▼
października
(28)
- poluzuj tam, gdzie cię ciśnie, he
- Mała Jessie.
- (...) ja zaś kulę się wtedy w sobie i myślę, jak s...
- ...
- Pusto na umyśle.
- What now?
- Lepiej umrzeć niż zdradzić swoich przyjaciół.
- And I'm screaming because of you.
- let it be
- .
- Everybody's looking for something.
- So British
- just breathe
- Milcz.
- żywa sztuka
-
Never let it be said I was untrue
I never found...
-
Casey P. Morgan, urodzony w Belfaście 15 kw...
- nadgryziony John
- i wish this rainy day could be the last, could the...
- Ludzie słabi, ludzie bezradni odstający w tłumie ł...
- Płeć, wiek, rasa — takie gówniane rzeczy dzielą lu...
- Ludzie rozumieją mnie tak słabo, że nie rozumieją ...
- Jestem księżniczką w złym królestwie
-
Irene Goldstein
Cicha i nieśmiała Kru...
- feel inside the darkness, when the sky is burning ...
- nikt nie jest doskonały
- I'll be praying for redemption and your note under...
- tududu tududu
[ dzień dobry]
OdpowiedzUsuńSophia
[A witam. :)]
OdpowiedzUsuńMaggie
[Pewnie, że jest. Po to tutaj jestem.
OdpowiedzUsuńJakiś pomysł może?:)]
Maggie
[ hm. skoro obie są czystej krwi i w obu rodzinach jest tradycja trafiania do domu Węża, to można założyć, że się znają, że się razem wychowywały i tak dalej. Rodzina mogła wymagać od Stasey by ta nie kontaktowała się z Moore, po tym jak ta trafiła do innego domu (chociaż to bym bardziej wykorzystała jakby była Gryfonką) a teraz po tym jak ojciec S. trafił do Azkabanu za torturowanie i zabicie kilku mugoli, ta może szukać wsparcia i starych przyjaciół. Bo można założyć, że mimo wszystko jako taki kontakt ze sobą utrzymywały. Nie wiem, nie umiem wymyślać]
OdpowiedzUsuńSophia
[No, to oprócz powitania, wypadałoby skombinować wątek :)]
OdpowiedzUsuńCleo
[Kolejna śliczna dziewoja *,* Również witam, a wątek bardzo chętnie! Jakieś pomysły na cokolwiek? :)]
OdpowiedzUsuńSebastien
[Wpadłam na banalny pomysł związany z dwójeczką, niebawem zacznę :)]
OdpowiedzUsuńCleo
[Również witam ;)]
OdpowiedzUsuńMonty
[Romans niestety odpada. Poza tym Monty nie jest typem, który bierze kocyk i leci wylegiwać się na błonia, niestety. Mogą się nie lubić, bo skoro Irina nie trafiła do Slytherinu jak reszta rodzeństwa, musi być z nią coś nie tak, co Norrington raczy zaznaczać przy każdej sposobności.]
OdpowiedzUsuńMonty
[Wątek chętnie, ale u mnie zawsze cieeenko z pomysłami :C]
OdpowiedzUsuńJohn
[Hej ho, wątek zawsze wszędzie, gorzej z pomysłem na niego. Takim kreatywnym, u kno. ;_;]
OdpowiedzUsuńDaniel
[Wątek by był jak najbardziej, jeśli tylko masz choćby zarys jakiegoś pomysłu. Bo ja, niestety, jestem z tych paskudnych stworzeń, które mogą pisać i pięć stron, jeśli tylko da im się odpowiednie podstawy.]
OdpowiedzUsuńMorgan
Cleo lubiła eliksiry, lubiła łączyć odpowiednie składniki w odpowiednich ilościach. Oczekiwanie na wymagany przez nauczyciela efekt było chwilami pełnymi napięcia, ale lubiła to. Ten dreszczyk emocji, kiedy wywar bulgotał, często niezbyt przyjemne zapachy unosiły się w powietrzu, a gorąca temperatura buchająca od rozgrzanych kociołków, sprawiała, że uczniowie musieli często ocierać czoła. Dzisiejszego dnia mieli trzy godziny tego cudownego przedmiotu, na który większość chodziła z niezbyt tęgą miną. Trzy godziny spędzone w lochach dla co poniektórych były mękami.
OdpowiedzUsuńPuchonka, chociaż uczyła się w zamczysku już szósty rok, nie potrafiła pojąć do końca tego magicznego świata. Mimo rozwoju mugolskiego społeczeństwa, czuła, że to ten drugi – pełny czarów, galeonów i różdżek – skrywa więcej tajemnic, które chce odkrywać. Dziewczyna łaknęła wiedzę z przyjemnością, ale nie miała zbyt szerokiego kręgu znajomych. Uchodziła za cichą, niezwykle skromną panienkę, która przemyka niezauważalnie po korytarzach w szarym swetrze lub typowej szacie ucznia Hogwartu.
Stała wśród Puchonów z szóstego roku, którzy czekali na wybicie godziny dziewiątej. Większość ziewała, przecierała zaspane oczy i przeczesywała nieułożone włosy. Cleo podpierała kamienną ścianę, tłumiąc ziewnięcia za każdym razem, kiedy spojrzenie jasnych oczu zarejestrowało takie zdarzenie. Była syta, zawsze korzystała z tutejszych posiłków, wiele potraw kosztując dopiero tutaj, w Hogwarcie.
- Cześć! – zawołała do idącej korytarzem Krukonki. Eliksir, którym zajmowali się nadal, zaczęli robić tydzień temu. Jednak wywar potrzebował odpowiedniego czasu odpoczynku, dlatego wszyscy dzisiaj czekali z napięciem na swoje wyniki. Cleo trafiła do pary z ciemnowłosą dziewczyną i wcale nie żałowała. Współpraca udawała się znakomicie, nie kłóciły się o nic, działały wręcz jednomyślnie, często chcąc robić te dwie rzeczy jednocześnie. – Wyspana? – zagadnęła, oddychając się od chłodnej ściany i podwinęła rękawy sweterka, który miała na sobie.
Cleo
[Masochizm wyczuwam, i to ostry, ale w sumie pomysł nie taki zły, Dan by sobie chociaż powarczał. O, wiem, bo sobie obmyśliłam, że wisi jakimś Ślizgom galeony i jeszcze ich nie oddał, to niezła bójka by się z tego wywiązała, może by mu nawet nos złamali dla dramatyzmu i by się Irina napatoczyła i próbowała pomóc. Taka drama, jak ci odpowiada, to będę szczęśliwa, że raz mi się coś udało. ;_;]
OdpowiedzUsuńDaniel
[Witam pięknie :) Wątek bardzo chętnie.]
OdpowiedzUsuńDewey
[Wah, incredible!
OdpowiedzUsuńMoże być i tak. Z tym, że on już nie chodzi na wróżbiarstwo, a to by było ciekawe... może by chodzili razem do Klubu Zaklęć/Zielarskiego, czy coś? :D]
~Emithiel Elliot
[...fuck, pomyliły mi się podpisy, i po co ja nazwisko powtarzałam...]
Usuń~Johan Angellore
[Spoko, to ja jestem małym debilem... welp. Zmieniłam zdjęcie, nie powinno już być problemu. XDD" To wpakuję ich razem do klubu zielarskiego, będzie zabawnie.]
OdpowiedzUsuńJohan do dziś nie wiedział co go tknęło do zapisania się do Klubu Zielarskiego. Owszem, był z tegoż przedmiotu całkiem dobry, lecz nigdy nie zamierzał jakoś wybitnie się w tym kierunku rozwijać. Jednak spontaniczna decyzja podjęta pod wpływem Iriny (która jeszcze rok temu musiała budzić go na lekcjach wróżbiarstwa i tłumaczyć mu po co dziewczyny malują paznokcie i jak w ogóle działa lakier) nie okazała się wcale taką złą. Bywało zabawnie. I z tąże dziewczyną poznali się trochę lepiej, a była całkiem kochanym stworzeniem poprawiającym humor.
Spotkania odbywały się we wtorki. Ten był lekko deszczowy, ale powietrze miało przyjemną konsystencję i perspektywa wyjścia na zewnątrz nie odstraszała. Mieli pół godziny na dostanie się do szklarni, a Iri dalej nie wychłynęła z dormitorium. W dodatku nie mieli pojęcia, gdzie konkretnie tym razem się udadzą, więc spóźnienie zapewne zakończyłoby się dłuższym poszukiwaniem grupy (jako że z ich fartem zapewne akurat powędrowaliby w zupełnie inne miejsce).
- No Iriiii! - krzyknął, stając pod wejściem do dormitoriów dziewcząt.
~Johan Angellore
Westchnął przeciągle i pokręcił głową, z dobrze już znaną Irinie miną pod tytułem: "KOBIETY".
OdpowiedzUsuń- Wybaczam, ale teraz musimy się pośpieszyć, i w ramach zadośćuczynienia nie dam Ci bluzy jak będzie Ci zimno - zaśmiał się, wychodząc z Pokoju Wspólnego na korytarz. Poprawił pasek torby na ramieniu. - A tak swoją drogą, to pamiętasz może zaklęcie, które wytwarzało taką jakby... bańkę energii, która zatrzymywała płatki śniegu, krople deszczu, wiatr i takie tam? Przydałoby się.
Johan niestety o najprzydatniejszych zaklęciach zapominał niesamowicie łatwo i szybko.
Szkoła była dziwnie pusta. Większość osób powędrowała na zajęcia dodatkowe, biblioteki, lub po prostu kryła się przy kominkach. Finalnie, już dawno nie było w Hogwarcie takiego dnia, i wszystkich złapała jesienna melancholia.
[Dziękuję! :D]
~Johan Angellore
[Ale ja wymyśliiiłam... ;_; Mogę mieć dobre serce, ale sobie pewnie poczekasz.]
OdpowiedzUsuńDaniel
[Kuźwa, zaplątałam się w komentarzach, PRZEPRASZAM.
OdpowiedzUsuńProblem w tym, że Morgan to raczej się do bohaterskich czynów nie rwie, ale dobra, potraktujmy to może jak koleżeńską przysługę czy cuś.]
Morgan
Morgan naprawdę się starał. Starał się być grzeczny, żeby mamusia nie musiała zdzierać sobie gardła na kolejne wyjce które regularnie darły mu się w twarz przy śniadaniu. No i jeszcze przy okazji nie uśmiechało mu się wylecieć ani z drużyny quidditcha, ani ze swojego kapitańskiego stołka, który traktował jak największy dar od losu. I jeszcze ze szkoły. Tak, męczył już ostatni rok to chciał wymęczyć do końca. Tak więc unikał wdawania się w bójki ze Ślizgonami, których nie lubił wybitnie, odkąd zaczęli sobie rościć prawa do trenignów w tym samym czasie co Puchoni, nie robił durnych kawałów razem z Irytkiem, nie rzucał jedzeniem przy obiedzie i nie dostawał już trolli z kolejnych esejów.
OdpowiedzUsuńW sumie to on zawsze był grzeczny, tylko go towarzystwo zepsuło. Wszyscy wokół myśleli, że Puchasie to taki spokojny, zdystansowany naród, który nie potrafi powiedzieć nic więcej poza enigmatycznym lubię ziemniaki, ewentualnie bardzo lubię ziemniaki. Morgan lubił ziemniaki, aczkolwiek oprócz tego miał na tym świecie misję (nie potrafił jeszcze określić jaką dokładnie, ale od planów zawsze się powinno zaczynać). Nie, nie planował zbawić świata, póki co chciał skończyć szkołę i zadowolić mamusię, która oczekiwała, że Casey pójdzie w ślady ojca. Nad tym się jeszcze musiał poważnie zastanowić.
Ale on był trochę baba, trochę jak Scarlett O'Hara, ta od mugoli, co o wszystkim myślała jutro. I miała babka klawe życie. A Casey miał młodszą kuzynkę zafascynowaną mugolami, więc znał klasykę amerykańskiej literatury. Czy cuś w ten deseń.
Przechodząc do wątku głównego - Morgan szedł sobie spokojnie korytarzem na trzecim piętrze w godzinach późno popołudniowych, ot tak, zamierzał zahaczyć o bibliotekę, bo coś mu się ubzdryngoliło, że czytał książki będzie. Każdemu w końcu wolno. Był dobrym obywatelem, nikomu nie szkodził, interesował się tylko i wyłącznie sobą, póki nie wyszedł zza zakrętu i nie dostrzegł przymulastych pałkarzy od Ślizgonów, tych samych, którzy ostatnio złamali mu nos. Tym razem znaleźli sobie inną ofiarę i generalnie to nie była Morgana sprawa, ale z drugiej strony gości nie lubił. Bardzo nie lubił, więc co by zaszkodził jeden upiorogacek?
Nie. Mama będzie zła. .
Tak, to debile.
Tym razem wrodzona głupota zwyciężyła i oto Morgan ruszył na ratunek. Różdżka do góry, schować się za pomnikiem garbatej czarownicy i do ataku.
Morgan
[Mam nadzieję, że może być. ;-;]
OdpowiedzUsuńPotrzebował kasy. Bardzo potrzebował. Matka wysyłała grube hajsy tylko jego młodszemu bratu, bo pewnie podejrzewała, że Dan wydałby je na jakieś podejrzane substancje, co było bzdurą, bo może i był zdemoralizowany, ale też do pewnego stopnia. Był jednak tak zdesperowany, że wszedł w układy ze Ślizgonami, a to od początku nie wróżyło niczego dobrego. Założył się z nimi, rzecz jasna, że najbliższy mecz wygrają Gryfoni z Puchonami, przy czym ten najbliższy mecz odbył się jeszcze w maju. Daniel przegrał, niestety, i uciekał przed nimi jak mógł, choć bywało różnie.
Na lekcje odbywające się w lochach wolał się nie spóźniać, bo istniało ryzyko, że oni tylko czekają na moment, aż zostanie sam. Ten piątek jednak był okropny, bo Dan do później nocy pisał referat na Astronomię. Do lochów wparował pięć minut po rozpoczęciu lekcji, ale na szczęście nikogo nie było. Odetchnął z ulgą i całą godzinę był rozluźniony, trochę wprawdzie przysypiał, ale według niego dzień zapowiadał się cudownie. Do czasu. Profesor kazał mu chwilę zostać, żeby poględzić mu o tym, że nie dostał zaległego eseju, że Higgins jest nieodpowiedzialny i takie tam, więc kiedy wyszedł z klasy, był sam. Sam na sam z trójką Ślizgonów.
Nie byli jacyś bardzo dobrze zbudowani, ale mieli przewagę liczebną, a Dan, sam, bez pałki, bez kota nawet, który robiłby mu za tarczę, był na nieco straconej pozycji. Tak jak się spodziewał, jako taka konwersacja miejsca nie miała, od razu przeszli do czynów i jakieś pięć minut później, mimo że dzielnie się bronił, oberwał w nos tak mocno, że zatoczył się i wylądował na ziemi. Duma, chwilowa, że jeden z kretynów krwawił dosyć mocno z pękniętej wargi, została zgnieciona razem z Danielem. Właściwie to tylko dostał po żebrach, ale też bolało, cholernie. Przy sobie miał tylko dwa galeony, którymi na siłę podzielił się z nim jego brat, i które też mu odebrano dosyć brutalnie.
Cholera.
Podniósł się, kiedy już sobie poszli. Usiadł przy ścianie i z braku chusteczki przyłożył rękaw koszuli do nosa, który zaraz jednak nią przeszedł i za dużo mu to nie dało. Miał tylko nadzieję, że nikt go w takim stanie nie zobaczy i niczego się nie dowie, bo mógłby od razu zacząć kopać swój grób. Bolało go absolutnie wszystko, łącznie z honorem, nosem i żebrami. Może mu nawet je połamali, cholera. Cholera, cholera, cholera.
[Jak najbardziej, ale nie bardzo jestem w stanie znaleźć jakiś punkcik zaczepienia, bo większość powiązań gdzieś już się ustaliło, a nie lubię powtarzać. Chyba, że jesteś w stanie stworzyć między Nathanem a Iriną jakąś niezbyt zdrową, nawet toksyczną relację, polegającą na ogólnym 'mamcięwdupiu', częstych kłótniach, krzykach dziewczyny i olewce chłopaka, ale mimo wszystko jakaś dziwna nić porozumienia mogłaby ich wiecznie pchać do siebie]
OdpowiedzUsuńNathan
[To może mecz Quidditcha?]
OdpowiedzUsuńDewey
[Ja tam ogólnie wolę męskich bohaterów z tych czasów, ale jakoś tak mi się zachciało Dorcas zrobić :) Co do wątku, można by coś pokombinować z tym, że obie są 'czystokrwiste'. Nie wiem, jakaś znajomość od dzieciństwa, albo oparta na sympatii, albo niechęci. Wybacz mój mózg nie pracuje do końca normalnie ze względu na zapalenie zatok, więc na razie na nic lepszego mnie nie stać]
OdpowiedzUsuńDorcas
[...]
OdpowiedzUsuń[Coś nie tak z wątkiem?]
OdpowiedzUsuńCleo
[Dziękuję za miłe powitanie. Zakładam, że skoro powinna być w Slytherinie, to raczej mugolaka nie polubi... No ale kto wie, może akurat Marlene ją przekona, że mugole źli nie są :D]
OdpowiedzUsuńMarlene McKinnon
Gdyby Casey chciał się zastanawiać, czy pasuje do wesołej rodzinki Morganów, to by już dawno musiał sam się wydziedziczyć, bo stanowił kompletnie indywidualną jednostkę, które może i miała włoski po mamusi, a oczka po tatusiu, ale jednak charakter pożyczony od mugoli. W końcu to z nimi bawił się po okolicznych rynsztokach przez większość dzieciństwa, bo też w Belfaście zbyt wielu czarodziejów nie siedziało. Był inny, nie do końca taki, jak sobie rodzice wymarzyli, ale co z tego? Co z tego, że kręcili nosami, jak uradowany napisał im w swoim pierwszym liście z Hogwartu, że dostał się do Hufflepuffu i ma dzięki temu blisko do kuchni. Co z tego. Ważne, żeby jemu się podobało przecież.
OdpowiedzUsuńNie ogarniał podziałów - mugoli traktował na równi z czarodziejami, a czystą krew to sobie w jego towarzystwie można było w dupkę wsadzić, bo kompletnie go nie interesowało, czy rozmawia z charłakiem, szlamą, a może przedstawicielem wspaniałego i szlachetnego rodu. Koniec końców i tak wszyscy będą jechać na tym samym wózku. Kiedyś.
Ale z tymi kłopotami to Morgan miał tak samo. Naprawdę starał się być grzeczny, ale on to sobie mógł, nagwizdać najwyżej. Jak coś miało być, to było. A czasem to nawet odnosił wrażenie, że wszystko sprzysięgało się przeciwko niemu. Oczywiście mógłby minąć Ślizgonów i dziewczynę bez słowa, udając, że jest całkowicie skupiony na swoich sprawach. Ale po co. Jak można zabawić się w bohatera. Czy coś. Warto pomagać, nie?
To było... szybkie. Wymienił się ze zdezorientowanymi napastnikami kilkoma zaklęciami i właściwie tamci uznali, że skoro już zostali potraktowani upiorogackiem, to najwyższy czas się zwijać - tak po prostu. I się zwinęli, a na korytarzu został tylko Morgan i to dziewczę, które skąd kojarzył, ale nigdy nie miał pamięci do twarzy.
Morgan
[Dla mnie bomba, zacznę jutro!]
OdpowiedzUsuńNathan
[Witaj, koleżanko z Ravenclawu.]
OdpowiedzUsuń[Wątek z wielką chęcią! Posiadasz jednak jakieś pomysły nań lub jakiekolwiek powiązanie? :)]
OdpowiedzUsuńIsaac
[Omfg zapomniałam. D:]
OdpowiedzUsuńJohan był bardzo specyficznym Krukonem. Pomijając już zapominanie formułek, niespecjalnie lubił przesiadywać całych dni nad książkami, jak wiele innych osobników stąd. Jego rodzice śmiali się, że w Ravenclawie wylądował tylko dlatego, że Tiara nie miała co z nim począć i wybrała pierwszy lepszy dom. Jednak nie było to tak do końca niepasujące; wbrew pozorom był niezwykle inteligentny i łatwo pojmował trudniejsze zaklęcia, podobnie jak i skomplikowane zadania. Niedopasowane dopiero byłoby umieszczenie go w Gryffindorze, nie wspominając już o Slytherinie czy Hufflepuffie!
- Szczerze to nie mam pojęcia. Obstawiam Zakazany Las, chociaż... ewh, obyśmy zajmowali się ładnymi, niebrudzącymi i nieatakującymi roślinkami. Nadzieja umiera ostatnia - pokręcił głową ze zrezygnowaniem. Wszystko w nim krzyczało, że jednak trafią do lasu.
Wyszli przez bramę na zewnątrz. Wiało i siąpiło deszczem, na szczęście nie aż tak silnie jak jeszcze godzinę temu.
~Johan Angellore
[Hej :) Ja tu widzę jakieś powiązanie z Quidditchem. Ewentualnie oboje mogliby wylądować na szlabanie lub zostać zmuszeni do pomocy jakiemuś profesorowi, np. w przenoszeniu ksiąg, czy usuwaniu skutków zaklęć pierwszaków. Jak masz jakieś lepsze pomysły, to mów, bo to jest dosyć marne ;_; I jeszcze takie pytanie - jakie jest podejście Iriny do mugolaków?]
OdpowiedzUsuńJames
[Pomysł podoba mi się jak najbardziej!] Mallu
OdpowiedzUsuń[W porządku, ale nie obiecuję, że będzie to coś naprawdę genialnego ;)]
OdpowiedzUsuńDzisiejszy dzień nie był dobrym dniem na mecz Qudditcha. Mallu prawie spadł z miotły, w dodatku nie uderzał pałką tak jak chciał. Może to przez jego paskudny humor, a może po prostu dlatego, że jego ojciec czekał w domu na jak najlepsze wyniki meczu...
OdpowiedzUsuńMallu przełknął ślinę i podleciał do góry, wypatrując tłuczków. Wtem zauważył, że Ścigający drużyny Gryfonów ucieka właśnie przed jednym z nich. Mallu zareagował błyskawicznie. Podleciał do tłuczka i uderzył w niego pałką z całej siły dając wolną drogę Ścigającemu. Maklović nie przemyślał tylko jednej rzeczy. Tłuczek odbił się z zawrooną prędkością, a że byli blisko trybun - wleciał prosto na nie.
"Łuuuuuuua! UWAGA! Tłuczek! Zaraz, zaraz. Ktoś jest ranny! Taaak Mallu Maklović pałkarz drużyny Gryfonów trafił... trafił w kogoś! Przerywamy mecz przerywaaaaaamy mecz!" Mallu ledwo słyszał słowa komentatora. Wściekły zleciał w dół i uderzył pięścią o ziemię. Podniósł głowę i zerknął na niemal gardzące spojrzenia kolegów z drużyny. Nie chciał, no naprawdę nie chciał.
Wybiegł do szatni, przebrał się szybko, rzucił miotłę do schowka i wyparował na błonie. Wściekły i zirytowany na cały świat. Tak beznadziejnie, dawno już mu nie poszło.
W tym właśnie momencie minęła go grupka Puchonów, rozmawiających o trafionej przez niego osobie. Dziewczyna, Krukonka - swoją drogą. Czuł się fatalnie. Szybkim krokiem skierował się do Skrzydła Szpitalnego i zdyszany uchylił drzwi.
Panował tam spokój i cisza. Podszedł do jedynego zajętego łóżka i zerknął na Irinę. Chyba lepiej by się czuł, gdyby owej osóbki nie znał, a przecież z tą tutaj uczy się już siedem lat... Usiadł na taborecie obok i przyglądał się jak dziewczyna powoli oddycha. To go trochę uspokoiła. Chyba spała, a przynajmniej taką miał nadzieję...
[Zacznę, ale nie dzisiaj. Możliwe, że zrobię to dopiero jutro lub później (nauka ;_;)]
OdpowiedzUsuńJames
[ Znać się oczywiście mogą nawet z dzieciństwa :) Ja się dostosuję, będzie ciekawie. Zaczniesz?]
OdpowiedzUsuńRea
[Dziękuję za powitanie :)
OdpowiedzUsuńJak bardzo niekolorowy wątek Ci się marzy? :)]
[Podoba mi się Twój tok rozumowania :)
OdpowiedzUsuńW takim razie pozostaje mi zacząć, toteż już to robię :)]
Hogsmeadowski wieczór. Chris ubrany w swój standardowy strój od brudnej roboty, czyli ciemnozielony płaszcz z kapturem naniesionym na głowę, a pod spodem czarny golf i tego samego koloru dżinsowe spodnie. Wadjet owinęła się wokół jego pasa i głowę umieściła na jego barku pod płaszczem, żeby jej nie było widać. Była ciężkim wężem, gdyż musi mieć siłę do duszenia swych ofiar. Chris na tyle jej ufa, że daje się oplątać wężowi.
Szedł właśnie niepozornym krokiem za swoim kontraktem, który skręcił w ciemną uliczkę.
Idealne miejsce na uciszenie celu permanentnie.
[To fajnie, że komuś go brakowało, bo to naprawdę ciekawa postać jest. Wątek - owszem, ale czy masz jakiś pomysł?]
OdpowiedzUsuńSeverus
[Niestety Twoje propozycje nie bardzo przypadły mi do gustu - nie sądzę, by Sev mógł polubić, czy też ulitować się ot tak nad jakąś losową dziewczyną. Ewentualne korki z eliksirów - owszem, ale wyłącznie za rozkazem nauczyciela, no i chłopak nie byłby z tego powodu zbyt zadowolony.]
OdpowiedzUsuńSeverus
Severus wyszedł właśnie ze ślizgońskich lochów, zmierzając ku klasie eliksirów. Parę godzin wcześniej, podczas lekcji, stary Slughorn powierzył mu pewne zadanie - miał douczać jakąś wyjątkowo tępą Krukonkę (czyli jednak takowe istnieją?), która ponoć nie radziła sobie na zajęciach. Nie bardzo chciało mu się spełnić rozkaz nauczyciela, ale nie miał również zbyt wielkiej ochoty na szlaban. Stwierdził więc, iż nie przyłoży się zbytnio i postara się zmyć jak najszybciej. Nie spieszył się również, chcąc opóźnić moment spotkania jak tylko się dało - szedł bardzo wolnym krokiem, oglądając dokładnie każdy obraz, każdą cegłę i każdą zbroję w zamku. Kiedy, chcąc niechcąc, znalazł się pod salą, był już spóźniony dobre piętnaście minut. Przed samym wejściem odgarnął tylko jakiś zbłąkany kosmyk z czoła, po czym otworzył z hukiem drzwi.
OdpowiedzUsuń-Zróbmy to jak najszybciej - rzekł tylko. - Nigdy nie spodziewałem się, że kiedykolwiek będę musiał douczać K r u k o n k ę, ale, jak widać, wyjątki się zdarzają. Otwórz podręcznik na stronie dwudziestej, masz piętnaście minut na uważenie eliksiru. Od teraz.
Po tych słowach usiadł na miejscu nauczyciela, wziął najbliższą książkę, jaka leżała mu pod ręką i otworzył na losowej stronie, byleby nie musiał patrzeć w jej kierunku. Kątem oka (którego podobno nie ma) dostrzegł jednak, że dziewczyna ani drgnęła. Wzniósł oczy ku niebu.
-Może potrzebujesz specjalnego zaproszenia?
Mecz quidditcha z Krukonami. Tego było mu potrzeba. Prąd powietrza, który rozwiewał jego włosy i szaty. Na wysokości czuł się wspaniale, zupełnie jak ryba w wodzie, jak to mawiają mugole. To był jego żywioł i pasja. James Potter był urodzonym zawodnikiem i wszyscy uczniowie Hogwartu doskonale zdawali sobie z tego sprawę. Na miotle był nie do pokonania, dlatego, co chwilę jego dom uzyskiwał kolejne punkty. Sam okularnik uśmiechał się szeroko i machał w stronę trybun, posyłając dziewczętom całusy, na co te piszczały z uciechy.
OdpowiedzUsuń- Rogacz, opanuj się! - usłyszał krzyk jednego z członków drużyny i porzucił swą gwiazdorską rolę by ponownie zająć się grą.
Wszystko przebiegłoby dobrze, gdyby nie pewien incydent na sam koniec meczu. Jeden z szukających zdobył Złoty Znicz, kiedy James nagle poczuł uderzenie. Zaczął tracić równowagę i w ostatniej chwili złapał za trzon miotły, ratując się przez to przed spadnięciem. Wisiał teraz, polegając na sile własnych rąk.
Podniósł wzrok na osobę, która była sprawcą całej nieprzyjemnej sytuacji. Ujrzał jakąś dziewczynę z przeciwnej drużyny. Zmrużył lekko oczy i podciągnął się do góry.
- Co Ty wyprawiasz? - wrzasnął w jej stronę, poprawiając okulary na nosie. - Mogłaś mnie zabić - zaczął zlatywać w stronę ziemi, jednak wtedy usłyszał głos trenerki za plecami.
- Nie ma kłótni i przepychanek na boisku. Oboje szlaban! Dzisiaj o 20! - po czym, nie czekając na protesty chłopaka, który już otwierał usta, odleciała.
- Wielkie dzięki - zwrócił się dosyć chamsko do dziewczyny, po czym dołączył do Gryfonów, kierujących swe kroki do szatni.
James
Chris był za bardzo skupiony na swoim celu, że skapnąć się, że ma ogon. Po prostu chciał zabić kontrakt w bardzo szybki i bezbolesny sposób, ale nie wiadomo jak zachowa się owa osoba, więc musiał być przygotowany na wszystko.
OdpowiedzUsuńWadjet z niecierpliwieniem poruszyła się, ale to był jej odruch naturalny. Postanowiła wślizgnąć się Chrisowi do prawego rękawa i niemalże miał jej główkę w dłoni.
Kenway przyspieszył kroku, po czym kopnął swój cel w nogi, żeby się przewrócił.
Prawą ręką uciszył cel, łapiąc za usta a lewą dłonią kazał siedzie cicho a Wadjet właśnie wyślizgnęła mu się z rękawa by oplątać swą ofiarę wokół klatki piersiowej i zaczęła dusić.
Chris Kenway
Wzniósłszy oczy ku niebu - miał nadzieję, iż dziewczyna nie zwróci uwagi na przepis, tylko bez słowa wykona jego polecenie. Nie miał ochoty na pomaganie komukolwiek, a szczególnie osobie, która nawet nie należała do jego domu. Podszedł do niej, wziął od niej podręcznik i zaczął go kartkować, w poszukiwaniu odpowiedniego eliksiru - niezbyt trudnego, by wszystko poszło gładko i nie musiał siedzieć w lochu paru godzin. Wybór padł na Eliksir Skurczający: jego wykonanie, jeśli wszystko pójdzie dobrze, powinno Krukonce zająć nie więcej niż dwadzieścia pięć minut. Wszystkie składniki powinny znajdować się w kredensie dostępnym dla każdego ucznia. Położył książkę na biurku dziewczyny, pokazując na dany przepis palcem:
OdpowiedzUsuń-Zrób to. Ja będę patrzył i na końcu powiem ci, co źle zrobiłaś. Mimo to uważam, że trzeba być niezłym idiotą, by potrzebować korków z eliksirów...
I zaczął spacerować po klasie, oglądając różne ingrediencje porozkładane na półkach. Spojrzał na zegarek, by wiedzieć, kiedy kazać dziewczynie skończyć. Tak w sumie... kiedyś mógłby być nauczycielem eliksirów. Zajęcie byłoby przyjemne i na pewno sprawiałoby mu ogromną satysfakcję - no, może gdyby nie fakt, że pewnie niejednokrotnie spotykałby się z jeszcze większymi matołami, niż ta tutaj Krukonka...
Robota została wykonana, a Chris zdał sobie sprawę ze swojego ogona, toteż nakazał Wadjet w Mowie Węży, że ma podążyć za świadkiem zabójstwa. Wąż był o wiele szybszy aniżeli miałby wskazywać na to jej wygląd i masa.
OdpowiedzUsuńKenway wskoczył na ścianę i wspiął się na dach z kocią zwinnością, po czym zaczął podążać tropem Wadjet, którą widział z daleka jak ściga biedną Krukonkę. Kibicował jej, żeby jak najszybciej złapała świadka, gdyż nikt nie mógł dowiedzieć się o śmierci tamtego człowieka.
Wadjet poruszała się bezszelestnie i naprawdę szybko, a Chris przeskakiwał z dachu na dach, aby dotrzymać jej kroku.
Jako młody dzieciak nauczył się, że z życia trzeba korzystać, cieszyć się chwilą i takie tam… Uwielbiał bawić się w berka za domem razem z braćmi, grać z nimi w karty, jeździć na mecze quidditcha razem z ojcem(jeśli ten oczywiście miał czas by pokazać się z trójką gnojków), a no i oczywiście poznawać wszystkich sąsiadów na około. Matka jednak zawsze twierdziła, że wtyka nos nie w swoje sprawy, że nie interesuje się swoim życiem, a obskakuje resztę jak pies.
OdpowiedzUsuńUważała, że jest zbyt układnym i porządnym dzieckiem. Z jednej strony to dobrze, zaś z drugiej- no gdzie się ona z owym pokaże? Przecież dwójka jej starszych dzieci to paskudniki, a ten to jakieś niewydażydło. Dziecko jakby z całkiem innej bajki… Odcięła więc chłopca od życia codziennego i zaczęła uczyć życia jakie ona pamięta za młodu. Łatwo nie było, ale efekt piorunujący i wtem trafił do Hogwartu, domu Salazara Slytherina w którym należało się dostosować do panujących zasad bo w innym wypadku czekało cię okrutne wykluczenie z grona…
Teraz nie zwracał uwagi na to co się dzieje poza drzwiami domu. Żył raczej w swojej małej grupce złożonej z trzech ‘’fajnych’’ kumpli i było mu dobrze. Nie był jej liderem, ale to wcale przeszkodą nie było, by czasem powiedzieć to co mu ślina na język przyniesie. Tak było również dzisiaj. Po co on ma robić sobie koło pióra przy każdej okazji?
Wolał się odciąć od obecnych zdarzeń. Postanowił (bo w końcu to było najlepsze wyjście), że dzisiejsze popołudnie spędzi w bibliotece na wertowaniu ksiąg i usiłowaniu znalezienia czegoś, o czym nie miał w życiu pojęcia, a tego było dość sporo. Przy okazji coś wpadnie mu w pamięć i będzie mógł porobić jeszcze większych idiotów z tych parobków. Dla takich chwil naprawdę warto żyć.
Złapał za „Dawne i w ludzkiej niepamięci pogrązone zaklęcia i uroki” po czym skierował się czym prędzej do zajęcia miejsca na jednym z ostatnich wolnych miejsc przy stoliku. Otworzył rozwalający się już egzemplarz aby rozpocząć przegląd terminów.
Uniósł na chwilę spojrzenie na dziewczynę zajmującą miejsce tuż naprzeciw niego.
- Czego innego można się spodziewać po krukonce?- zapytał retorycznie.
Rea
Tak, drużyna Gryffindoru w tym roku naprawdę dawała z siebie wszystko. Na dodatek zostali wybrani najlepsi pod każdym względem. Jak do tej pory byli nie do pobicia, jednak wszystkim zdarzają się gorsze i lepsze dni, więc ich dobra passa mogła się skończyć. Mimo wszystko, liczyli na Puchar i dążyli do uzyskania go, przeznaczając prawie każdą wolną chwilę na trening.
OdpowiedzUsuńCóż, Irina uderzając Jamesa zapewne podpadła połowie (tej żeńskiej) Hogwartu. Większość dziewcząt na trybunach wpatrywało się w niego z przerażeniem, gdy tak wisiał i już chciały biec mu na ratunek. Oczywiście Potter później nie mógł się pozbyć Łapy, który ciągle śmiał się z tego powodu, ale to już inna sprawa.
Nie odpowiedział na zarzut dziewczyny. Nie widział powodu do robienia tego, ponieważ mówiąc, że się wystawił, zachowywała się jak małe dziecko, które chce zwalić winę na kogoś innego. Roześmiał się jeszcze, słysząc jak próbuje negocjować z trenerką. Naiwna, jak tak dalej będzie działać to dostanie więcej szlabanów i tyle.
Zjawił się pod schowkiem na miotły o 20. To właśnie tutaj miała się zaczynać ich kara. Tym razem James się nie spóźnił, jednak nikogo jeszcze nie było. Westchnął cicho, oparł się o ścianę i czekał.
James
[ALEŻ OCZYWIŚCIE :d rzuć tylko pomysłem, koncepcją, ideą, czymkolwiek :D]
OdpowiedzUsuńC.
Chris podążał za Wadjet i uciekającą dziewczyną, przeskakując z dachu na dach. Widział jak brunetka obroniła się zaklęciem przed wężem, więc musiał działać, toteż zeskoczył w odpowiednim momencie, żeby zagrodzić jej drogę i automatycznie skierował różdżkę w kierunku Krukonki. Ona również to zrobiła. Stali tak może z minutę lub więcej a Chris przyglądał jej się spod ciemnozielonego kaptura, więc mogła jedynie ujrzeć dolną część twarzy Kenwaya.
OdpowiedzUsuń- Znalazłaś się w złym miejscu o złym czasie. - zagadnął brunet z tym swoim walijskim akcentem, ukradkiem spojrzawszy na Wadjet, która zakradała się do dziewczyny od tyłu.
[Witam również! c: Przeurocze to Twoje dziewczę, interesuje się może runami? Powalającego pomysłu na wątek raczej nie mam, ale w miarę potrzeby mogę się pogłowić. Sugeruję, by wykorzystać jakoś ciekawość Iriny np. przyłapaniem profesorka na kręceniu się po mało uczęszczanych miejscach w Hogwarcie, węszeniu w tajnych kryjówkach czy przeglądaniu książek o niepokojących tytułach... A może Ty masz już jakiś koncept?]
OdpowiedzUsuńprof. Dandrieu
Faktycznie, to nie był pierwszy szlaban Jamesa. Tak właściwie, to chłopak przestał je liczyć jakiś czas temu, ponieważ zgubił się na sto trzydziestym, a to było parę lat temu. Ach, ta jego tendencja do ładowania się w kłopoty. Ale nic dziwnego, skoro z resztą Huncwotów wymykał się nocami z dormitoriów, czy robił ludziom najróżniejsze dowcipy. Nie zawsze dało się uciec niezauważonym.
OdpowiedzUsuńPrzeważnie na szlabany trafiał w towarzystwie chłopaków, więc było wesoło. Gdy nikt ich nie pilnował, używali zaklęć, dzięki czemu większość czasu spędzali na różnych grach. Jednak teraz, teraz miał siedzieć i sprzątać loch w towarzystwie dziewczyny, którą znał tylko ze względu na Quidittch'a. Na dodatek chciała mu coś zrobić podczas tego meczu, więc nic dziwnego, że jego nastawienie nie należało do najpozytywniejszych.
Kiedy ją zobaczył, skrzywił się lekko, jednak po usłyszeniu słów, jego wyraz twarzy nieco złagodniał. Nie umiał gniewać się na ludzi, chyba że tą osobą był Severus Snape, ale to inna bajka.
- W porządku - wzruszył ramionami. - Tym razem Ci uwierzę i nie będę robić problemów - powiedział tylko tyle, ponieważ przyszedł do nich woźny.
- Loch siódmy, bez czarów, oddajcie mi swoje różdżki - otworzył schowek, po czym wyciągnął dłoń, by odebrać ich własność. James niechętnie położył swój magiczny patyk na ręce mężczyzny, jednak zrobił to, po czym wziął mopa i wiadro. - Jesteście tam do 22. Wszystko ma lśnić.
- Chodźmy - zwrócił się do Iriny, kiedy woźny już się oddalił. - Czas zacząć zabawę - dodał z udawanym optymizmem.
James
[o fuuuu, znalezienie męża ssie! XD wątek chętnie! :) pomysły? ]
OdpowiedzUsuńWadjet była na tyle mądrym wężem, że potrafiła unikać niektórych zaklęć. Atakowała tylko na rozkaz Chrisa i jak będzie trzeba to będzie długo czekać.
OdpowiedzUsuńJedna brew Chrisa uniosła się, ale dziewczyna tego widzieć nie mogła, bo połowę twarzy miał zakryte pod kapturem.
- Prawdopodobnie. - przytaknął ze stoickim spokojem. - Teraz powiedz mi, czy było warto podążyć moim śladem..?
Kenway trzymał w pogotowiu swoją różdżkę, gdyby dziewczynie odbiło i zaczęła rzucać w niego zaklęciami.