27.10.2013

Never let it be said I was untrue 
I never found a home inside of you

Dewey Thomas
Krukon z Londynu/ VII klasa po raz drugi, zdarza się/ patronusem wrona /boginem ojczym
różdżką dwunastocalowy jesion z syrenią łuską
oddanie idei, podzielność uwagi i sokoli wzrok
trzeci rok z rzędu szukający




[cześć]

18 komentarzy:

  1. [Zdjęcie takie... bardzo krukońskie ;> Hm... Główkujemy razem nad wątkiem lub powiązaniem?]

    Cleo

    OdpowiedzUsuń
  2. [ cześć :3 Nie wiem dlaczego ale urzekło mnie zdjęcie]
    Sophia

    OdpowiedzUsuń
  3. [Lubię takie postaci, choć w sumie karta mówi niewiele. Zdjęcie boskie, czy to przypadkiem nie jest Anton Lisin?]

    Monty

    OdpowiedzUsuń
  4. [Przepraszam, ale ja przyszłam tylko napisać, że Anton z ptakiem na głowie zrobił mi wieczór. XD]

    Daniel

    OdpowiedzUsuń
  5. [Dewey, kocham imię.]

    OdpowiedzUsuń
  6. [Nie będę oryginalna, ale... Ojej, to zdjęcie:D]

    Maggie

    OdpowiedzUsuń
  7. [witam ładnie :) wątek z koleżanką z domu?]

    Irina

    OdpowiedzUsuń
  8. [Pomysł genialny, już wyobrażam sobie jak Cleo zapada się pod ziemię :) Mam zacząć od tego, że jest koniec meczu, wszyscy (no... prawie) cieszą się ze zwycięstwa Krukonów i może Dewey złapie Cleo gdzieś na błoniach, jak będzie szła do zamku? ;>]

    Cleo

    OdpowiedzUsuń
  9. [Więc coś z tym zróbmy! Co Ty na to?]

    Maggie

    OdpowiedzUsuń
  10. [A ja się tak nieśmiało spytam, zapodasz jakiś pomysł? Mnie już perfidnie oskubali ze wszystkich.. XD]

    Irina

    OdpowiedzUsuń
  11. Cleo kochała wiele rzeczy, równie wiele rzeczy nienawidziła, ale robiła to skrycie, bo zawsze jej wpajano, że nienawiść, zazdrość i zawiść to niezwykle złe odczucia. Skrycie nienawidziła, ale równie skrycie podziwiała. Nie przyznawała się na głos do tego, za kim wodzi spojrzeniem jasnych oczu, nie przyznawała się do swojej słabości, chociaż rumieńce pojawiające się na jej policzkach, w każdej kompromitującej sytuacji, mówiły za siebie. Davies przez swoją matkę była przestrzegana. Mężczyźni, zwłaszcza ci młodzi, których trudno nazwać mężczyznami, byli niebezpieczni. Zwodzili młode dziewczęta na manowce, ale do Cleo docierała powaga tej sytuacji. Młode dziewczyny nie miały raczej oporów przed tym, aby na manowce się wywieść. Nie była to miłość, nie były to romanse wszechczasów. Wystarczyła mała, paskudna zadra zwana słabością i wszystko wywracało się do góry nogami. Cały uporządkowany świat, detale już do siebie nie pasowały, a harmonogram dnia przypominał raczej coś niewdzięcznego i elastycznego.
    Co najgorsze – nawet własne przekonania schodziły na drugi plan. Cleo była osobą upartą, zawziętą, ale jednocześnie cichą i umiarkowanie nieśmiałą, ale to właśnie gra w drużynie reprezentującej Hufflepuff pozwoliła jej na zdobycie większej pewności siebie. Korytarzami przechodziła z wysoko uniesioną głową, a nosek pokryty bladymi piegami nie był skrywany za kotarą ciemnych włosów, które odważnie zakładała za uszy.
    Bała się meczów ze Ślizgonami, doskonale znając ich paskudne zagrywki, na którzy wszyscy przymykali oczy. Bała się meczów z Gryfonami, bo byli odważni, zwykle posiadali dobrą taktykę, przemyślaną. Ale najbardziej bała się meczów z Krukonami. Nie ze względu na potęgę ich drużyny, bo gdyby tylko się postarali – Puchoni mogliby wygrać. W wyrównanej walce. W grze równych szans.
    Siedząc w szatni, powtarzała jak mantrę, że będzie grała tak, jak zawsze. Że mimo błędów, które zdarzało jej się popełniać, wspólnymi siłami poprowadzą Puchonów do zwycięstwa. Może uda zdobyć im się Puchar Domów? Zagryzła mocno dolną wargę, równocześnie zaciskając drobne dłonie w pięści. Próbowała uregulować oddech. Poklepana pokrzepiająco po ramieniu przez drugą z szukających, która górowała nad nią wzrostem, wstała i wspólnie z drużyną wyszły na boisko, zalewani falą okrzyków, gwizdów i oklasków. Pomachali, posyłając swoim kibicom uśmiechy. Jej uwadze nie doszło buczenie, dobiegające z udekorowanej na zielono strony trybun.
    Zaciskając palce na trzonie miotły, spojrzała na szukającego drużyny przeciwnej. Prędko jedna odwróciła spojrzenie, chcąc zignorować także kołatanie serca. Powtarzanie w myślach uspokajającej mantry nie dawało jej spokoju. Wiedziała, że coś zepsuje, wiedziała, że…
    Wsiadając na miotłę, nie myślała o tym, dlaczego to robi, ale chciała tak postąpić, chociaż miała wyraźne przeczucie, że nie powinna. Nic dziwnego, że kilkukrotnie upuszczała kafla w momencie, kiedy pod nią szybował ścigający przeciwników. Nie łapała tak jak powinna, zwalniała, kiedy miała szansę być pierwszą. Nie umiała zmotywować się do gry, nie umiała działać tak, jak zwykle. Chęć dążenia do zwycięstwa była przyćmiona czymś dziwnym, przyjemnym i nieprzyjemnym jednocześnie.
    Po przegranym meczu, unikała tłumów. Unikała zawiedzionego spojrzenia kapitana. Unikała jęczącej koleżanki. Nie chciała słuchać nikogo i nikomu się tłumaczyć. Miała nadzieję, że wszyscy przyjmą tłumaczenie o złym dniu, jakby nigdy nic. Jakby faktycznie miała zły dzień. Jakby faktycznie takie głupie tłumaczenie miało usprawiedliwić zachowanie dziewczyny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przebierając się, ociągała się w kącie, czekając aż pozostali zawodnicy opuszczą szatnię. Nigdzie jej się nie śpieszyło, nie mieli czego celebrować, a ona mogłaby jedynie pozwolić na to, aby ktoś sprezentował jej kulkę w łeb…
      Trzymając się w odległości kilkunastu metrów, a w końcu nawet kilkudziesięciu od głośnego tłumu, składającego się z kibiców i graczy, szła powoli. Rozglądając się dookoła, starając się nie myśleć w ogóle. Z niewidzialnym ciężarem na barkach i sercu. Z opuszczoną głową. Z podjętą wcześniej decyzją.

      [Gdyby coś było nie tak - krzycz głośno, tupaj nogą.]

      Cleo

      Usuń
  12. [Szczerze mówiąc, nigdy chyba nie widziałam go na grupowcach. W ogóle krótko ostrzyżeni, nieco "dresowaci" panowie się tu nie pojawiają, bo giną wśród artystycznych nieładów bądź zupełnie długich włosów :D Ale miło, że się na niego zdecydowałaś.
    I ja to bym wątek chciała, bo mogłoby być interesująco.]

    Monty

    OdpowiedzUsuń
  13. [ No ok :) Pozwoliłam sobie zacząć. Mam nadzieję ze niw jest tak fatalnie jak mo sie zdaje]

    Mecz Ravenclawu z Gryfindorem zbliżał sie nieubłaganie szybko. Jeszcze przed chwilą drużyna Krukonów miała ponad miesiąc na przygotowanie sie i poprawę formy. Treningi były wyjątkowo ciężkie, jednak w prawi stu procentach spowodowały widoczna poprawę w grze Krukonów oraz znaczną poprawę strategii. Minusy były takie, ze dziewczyna po każdym treningu była skatowana. Ilość siniaków na jej ciele śmiało można było porównywać z ilością włosów na głowie Slughorna. Praktycznie cały czas byla obolała i śnięta, oraz wieczorne spotkania z pałkarzami. Musiała dużo ćwiczyć aby powrócić do swojej formy z poprzedniego sezonu. Nie chciała strzelić jakiejś gafy podczas meczu. Gryfoni byli bardzo dobrą drużyną, a starcie z nimi na pewno nie zaliczało sie do łatwych. Jako obrońca Irina musiała dać z siebie wszystko i nawet jeszcze więcej. Każda stracona bramka mogła przeważyć szale zwycięstwa na stronę przeciwników. W tym meczu nie powinno być miejsca dla pomyłek.
    Ostatni trening należał chyba do tych najlżejszych. Żaden z zawodników nie chciał uszkodzić przed meczem, dlatego wszyscy latali wolniej i grali mniej brutalnie, choć utrzymywali cały czas to samo tępo. Rzut za rzutem, przejęcie za przejęciem, uderzenie za uderzeniem- jak na oko dziewczyny szykował sie mecz sezonu. Treningi robiły swoje, drużyna Krukonów znacznie podwyższyła poziom swojej gry. Tym razem uda im sie wygrać, chociaż walka na pewno będzie wyrównana.
    Po wyczekiwanym gwizdku wszyscy zawodnicy wylądowali na ziemi i wysłuchawszy ostatnich wskazówek kapita zaczęła iść w kierunku szatni. Na boisku została tylko Irina, rozglądając sie po całym boisku. Nie miała jeszcze ochoty wracać do zamku. Gdyby to od niej zależało zostałaby jeszcze na dworze i poćwiczyła trochę, aby mieć pewność, że jest gotowa. Zgrabnym ruchem wskoczyła na miotłę i ruszyła ku górze, okrążając stadion parę razy.

    Irina

    OdpowiedzUsuń
  14. [Patrząc na zdjęcie, wyobrażam sobie, jak ta ptaszyna się odbija od jego czaszki i bierze ze sobą kawał skóry... ]

    OdpowiedzUsuń
  15. [Skoro Dewey powtarza klasę, to byłby dobry powód dla przytyków Monty'ego, który może nie tyle, co jest kujonem, ale ambicje swoje ma. Poza tym jest wredny, ot tak. I nie lubi graczy quidditcha, więc mamy drugi zadzior. Jednak trochę nudny byłby wątek, w którym się wyzywają, a potem rozchodzą w swoje strony...
    Może coś takiego - wypad do Hogsmeade, obaj zaglądają do Zonka, w którym jest taki tłum, że oddychać się nie da. Jakiś dzieciak chciał sprawdzić, jak działa jedna zabawka, więc jej dotknął iii... okazuje się, że to coś w stylu kajdanek, ale takich nie do otwarcia, jeśli się nie zna odpowiedniego - nieznanego przeciętnemu uczniowi, coby było fajniej - przeciw zaklęcia. I jak łatwo się domyślić, owe kajdanki zakleszczają się jedna na nadgarstku Thomasa, druga na nadgarstku Norringtona. Nie ma rady, muszą tacy złączeni jak idioci wracać do Hogwartu po pomoc, a że nie przepadają za sobą, to będzie dość interesująco :D]

    Monty

    OdpowiedzUsuń