Casyan
Ignatius Multon
Ravenclaw
VII rok
01.02.1959, Londyn
01.02.1959, Londyn
Różdżka: jesion, dwanaście cali, włos z ogona testrala
Patronus: jeszcze nigdy nie próbował go wyczarować
Patronus: jeszcze nigdy nie próbował go wyczarować
Bogin: on sam pozbawiony magicznych uzdolnień
Status krwi: czysta. Spokrewniony z rodem Mulciber
Nie, nie
musisz się o mnie martwić. Wszystko w porządku. Jestem tutaj prawie niewidzialny. Albo chociaż półprzezroczysty. Tak jak sobie
życzyłaś, mamo. Nie, nie kłamię. Dlaczego myślisz, że kłamię? „Bo tak” to żadna odpowiedź. Tak, trzymam się od nich wszystkich z daleka. No naprawdę. Znowu mi nie wierzysz. No
jak to, skąd wiem? Widzę twoją twarz, przecież. Bez przesady. Przeszły mi te
wszystkie fascynacje. W nic się nie
wplączę, obiecuję. I znowu robisz tę
minę, mamo! Jestem prawie dorosły, nie
kłamię!
[Dobry wieczór! Dzikusy małe i duże. Oto Casyan, jak się widzi. Gębusia Mathiasa Lauridsena (wiem, mało ambitnie) znaleziona gdzieś tam w internetach. Pisać, nie wstydzić się.]

[Witam na blogu i życzę udanej zabawy ;)]
OdpowiedzUsuń[Witam Cię więc bezwstydnie i w ogóle, bo ma ładą twarz i chodźcie z nami w jakiś ciemny korytarz.
OdpowiedzUsuńMyśl.]
Kyllen
[ Krukon!!! Znać sie muszą no z tego samego domu :D witam witam i o watek pytam :P]
OdpowiedzUsuńIrina
[Ja żartowałam z tym korytarzem, Kyllen się za bardzo pilnuje na korytarze.
OdpowiedzUsuńMogli być sąsiadami, bo obaj się urodzili i mieszkali w Londynie, nie? Chyba, że Casyan sobie żył po czarodziejsku, to wtedy nie wiem.
No ale przyjaciele z dzieciństwa i tak dalej, później Casyan poszedł do Hogwarta jako pierwszy i już nie miał kto budować z Kyllenem babek z piasku.
Zróbmy fajną relację.
Niech będą dla siebie tacy fajni i mili, bo mogą, są w końcu czystokrwiści, a później się zobaczy.
I spotkać się mogą nawet w bibliotece, wspólna nauka i obściskiwanie pomiędzy regałami, jak nikogo nie będzie...]
Kyllen
[Witam i życzę miłego pisania :) A i jeśli masz ochotę to po wątek do mnie]
OdpowiedzUsuńRuby Wallace
[Witamy w Hogwarcie! Z przyjemnością stworzę wątek tylko Casyan ma dość tajemniczą kartę, bądź to ja nie umiem czytać między wierszami ;) A więc, jeśli będziesz mieć jakiś pomysł na wątek to uderzaj ;)]
OdpowiedzUsuń[Witam w naszym gronie i zapraszam do wątkowania :D ]
OdpowiedzUsuń[Perry jest wielką gadułą, która po prostu może go zamęczać swoimi rozmowami ]
OdpowiedzUsuńNie lubił zapominać o swoich rzeczach. Żył bowiem w przekonaniu, że coś takiego zwyczajnie mu nie wypada. Powinien przecież panować nad wszystkim, a tymczasem zapominał nawet zabrać podręcznik z sali lekcyjnej, przez co czuł się prawie upokorzony.
OdpowiedzUsuńMusiał jednak wrócić do klasy od eliksirów, bo istniało prawdopodobieństwo, że na następny dzień książka zostanie gdzieś sprzątnięta i już jej nie odnajdzie, ponieważ przecież nie wszyscy byli miłymi i uczynnimy ludźmi, którzy przynoszą odnalezione przypadkiem podręczniki od eliksirów.
Dobrze, że miał niedaleko i nie musiał iść przez całą szkołę po jedną książkę. Same plusy tego mieszkania w lochach, w których od początku czuł się całkiem znośnie, jak na prawdziwego Ślizgona przystało.
Ostrożnie otworzył ciężkie, drewniane drzwi i wszedł do pomieszczenia, zamykając je za sobą lekko, można by nawet powiedzieć, że ze swoistym wyuczeniem. To było akurat normalne, skoro każdy jego krok zdawał się być dopracowany do perfekcji. Pozwalało mu to na chociaż drobne poczucie bezpieczeństwa.
Nie był sam, zdziwiło go to, ale nie dał po sobie nic poznać.
Złapał książkę tuż przed swoją twarzą, ale była to wina tego że jego koordynacja wzrokowo-ruchowa zwyczajnie nie istniała. Między innymi właśnie dlatego nie potrafił opanować sztuki latania na miotle, pomijając już nawet fakt potwornego lęku wysokości. Było to jego skazą, którą najchętniej by albo ukrył, albo pominął. Tym razem wybrał drugą opcję.
– Cześć – przywitał się, jakby tamto skinięcie głową na korytarzu mu nie wystarczało. – Co ty tu zasadniczo robisz? – zadał pytanie, które chciał zadać już wcześniej. W końcu który normalny Krukon spędzał czas w sali od eliksirów po kolacji?
Podszedł ostrożnie do ławki, przy której stał Casyan, a później usiadł na jej blacie. Położył książkę obok swojej nogi, mając szczerą nadzieję, że znów o niej nie zapomni.
– Chyba aż tak nie wielbisz eliksirów, żeby brać się za nie również po zajęciach, hm? – zapytał prawie złośliwie. Weszło mu to w krew odkąd tak dużo miał do czynienia z resztą uczniów Slytherinu.
Kyllen
Przewrócił lekko swoimi zielonymi oczami. Wzmianka o połowie mózgu rozbawiła go, źle jego kąciku ust nie drgnęły nawet o milimetr, żeby chociaż podobną rzecz zasugerować.
OdpowiedzUsuń– Pięknie, że się do tego przyznajesz – pochwalił, jakby w lekkim zamyśleniu. – Większość nigdy się nie przyzna do swojego ubytku w mózgu, a ty to mówisz tak otwarcie… - Dźgnął Krukona czubkiem buta w nogę, a dokładniej w udo. Powodem tego była mania dotykania rozmówcy, jeśli z kimś rozmawiał to chyba nie byłby sobą, gdyby danej osoby chociażby nie dźgnął łokciem, albo nie pociągnął za rękaw. Na szczęście większość uznawała to za naturalne i nie zwracała specjalnej uwagi. – Aż nie mogę wyjść z podziwu – oznajmił w końcu.
Przyjrzał się twarzy Casyana, z góry rzecz jasna, bo nie miał zamiaru zmieniać swojej pozycji. Już od dziecka podobały mu się rzęsy chłopaka, nie wiedział dlaczego skoro nie były jakieś wybitnie gęste czy długie. Były na swój sposób idealne, to pewnie dlatego.
– Dawno cię nie widziałem, jakbyś chodził do zupełnie innej szkoły – wypowiedział z prawie dziecięcym wyrzutem w głosie. Miał chłopakowi za złe, że tak rzadko cokolwiek do siebie mówią, a na korytarzach wymieniają się głównie skinieniem głowy.
[Mam tylko nadzieję, że nie ostatnią. :) Powoli wyczerpuje mi się dzienny limit kreatywności; nie wiem, czy wyprodukuję jeszcze cokolwiek sensownego, ale jeśli przywitanie jest równoznaczne z zapytaniem o wątek - be my guest.]
OdpowiedzUsuńprof. Dandrieu
Wywód chłopaka go bawił, jak wszystkie ludzkie ataki słowotoku z resztą, których sam raczej nie miewał. Używał słów, które jak najlepiej oddawały sytuacje, żeby nie strzępić języka.
OdpowiedzUsuń– Ależ ja nie jestem złośliwy… – wypowiedział, patrząc na chłopaka z miną niewiniątka, która z resztą w jego wykonaniu była jednocześnie zabawna i w jakiś sposób urokliwa.
Westchnął tylko, słysząc kolejne słowa przyjaciela z dzieciństwa. To nie była jego wina, że trzymanie się ze „swoimi” wyglądało po prostu lepiej i było bardziej akceptowalne.
Mógłby powiedzieć po prostu, że ta pretensja powstała przez fakt, że Casyan był niegdyś głównie dla niego, bawili się, nikt nie przeszkadzał i nie dzielił. Teraz natomiast jeden przebywał głównie wśród Krukonów, drugi Ślizgonów i na dodatek mieli własne sprawy. I przez to wszystko wyglądało tak, jakby się nigdy wcześniej nie znali.
Wzruszył lekko ramionami, jakby chciał zasygnalizować, że nie wie co odpowiedzieć ani specjalnie go to też nie obchodzi, więc i chłopak powinien to zignorować.
– Nieważne – mruknął w końcu, uznając że wyjaśnianie tego wszystkiego nie ma sensu. Przecież nie powie mu, że trochę zatęsknił po prostu, bo mu się przypomniało, że kiedyś całkiem dobrze się dogadywali. – Po prostu miło by było, gdybyśmy jednak znaleźli trochę czasu – dodał po chwili zastanowienia.
– Możesz robić masę innych rzeczy, olej rodzinę, zamieszkamy razem, będziesz znosił moje czystokrwiste bachory oraz wredną żonę i wcale nie będziesz musiał chodzić codziennie do Ministerstwa – oznajmił, przyglądając się uważnie chłopakowi, któremu się raczej wizja przymusowej pracy w takim, a nie innym miejscu jawnie nie podobała. Rzecz jasna jego pomysł był czystym wymysłem, którego nie powstydziłby się kilkulatek. – Najwyżej cię wydziedziczą, cóż to za problem? – dodał. Jego nigdy nie naciskano gdzie ma pracować, mieszkać ani do jakiego domu w Hogwarcie powinien trafić. Dla rodziców równie dobrze mógłby być puchonem, który w przyszłości założy mugolską kwiaciarnię, a i tak staraliby się go wspierać. Pod tym względem nie miał swoim rodzicielom nic do zarzucenia.
OdpowiedzUsuń– Dajże spokój. Tak, uważamy się za ludzi, trochę lepszych, ale jednak ludzi i jakby nie było to mam część znajomych też w innych domach i, zaskoczę cię, przynajmniej jeden z nich nie jest czystokrwisty – odpowiedział spokojnie na ten przytyk, który zasadniczo nawet go nawet specjalnie nie ruszył, a to dlatego że był zbyt uodporniony na podobne rzeczy. – Jakbyś był Ślizgonem byłoby po prostu łatwiej – oznajmił nawet nie biorąc pod uwagę faktu, że to on mógłby być w jednym domu z chłopakiem. – Po prostu usiądź ze mną czasem w bibliotece czy cokolwiek, co? – zapytał przygryzając lekko dolną wargę, co było gestem tak nieidealnym, że zaraz tego działania zaprzestał.
Uniósł lekko brwi.
– Nie jestem przygaszony tylko zmęczony. To wszystko – skłamał miękko.
[może Perry wpadnie na niego na przykład w bibliotece, a on po prostu nie będzie mieć dnia na gadanie albo wybiorą się na przechadzkę do Zakazanego Lasu i wpadną na boginy ? ]
OdpowiedzUsuń[Tak! Mam już dwóch uczniów, sala nie będzie pusta! Ależ jestem oczarowana, nieśmiałością czy Mathiasem - bez znaczenia. Z niecierpliwością czekam na efekty pracy Twojej makówki, jako że o swojej dobre zdanie już dawno straciłam.]
OdpowiedzUsuńprof. Dandrieu
[Dobry wieczór bardzo ;)]
OdpowiedzUsuńCatherine
[O chęci nie pytam, ale o pomysłu już tak. Znajdą się jakieś?]
OdpowiedzUsuńCatherine
[To może jakieś powiązanie? :D jestem raczej otwarta, więc mnie jest obojętne, cięzko określić co interesowałoby ciebie.]
OdpowiedzUsuńVance
[Okej ;) niech te mamy się znają i załóżmy, że jak byli mali to często się widywali u niej, czy u niego w domu. Kiedy rozpoczęli naukę w Hogwarcie kontynuowali tę znajomość, ale powiedzmy, że ostatnio ją zaniedbali. Casyan posiada jakąś tajemnicę, o której Vance powinna wiedzieć?]
OdpowiedzUsuńE.
[No właśnie do tego piję, bo ilekroć czytam twoja kp, nie wiem co ona skrywa, znaczy domyślam się, ale chyba czytanie miedzy wierszami to nie moja pasja. Więc? ;>]
OdpowiedzUsuń[To śmieszne i trochę się boję ryzykować, ale niech będzie. Casyan lubi panów? ;>
OdpowiedzUsuńWybacz jeśli źle trafiłam. :P]
E.
[Aaaa, takie buty :D
OdpowiedzUsuńNo to pasuje mi to, bo Vance jak najbardziej zajmuje się zgłębianiem wiedzy na temat czarnej magii, ale nie w celach użytkowych ;) to może ich w pewien sposób połączyć.
Czyli nie interesują go panowie, woli panie i można ich wmieszać w różne konszachty?]
E.
[No więc myślę...
OdpowiedzUsuńPowiedzmy, że Vance się w nim kiedyś podkochiwała. Takie młodzieńcze zauroczenie. I właśnie wtedy stracili regularny kontakt, bo ona się gdzieś odsunęła, nie rozumiejąc tego uczucia. Można teraz zacząć prozaicznie, że np. Vance nakryła Caseya na szperaniu w dziale ksiąg zakazanych czy odwrtonie.]
E.
– Ja miewam tylko genialne pomysły – odpowiedział chłopakowi, żeby ten nawet nie ośmielił się wątpić w jego niewątpliwy oraz przewyższający innych intelekt. Wiedział doskonale, że gdyby należał do jakiegoś znanego, czarodziejskiego rodu, to z pewnością nie odważyłby się im sprzeciwić. Takie rodziny miały to do siebie, że potrafiły kogoś zwyczajnie zniszczyć, więc czasami uważał, że dobrze jest jak jest. Miał w miarę normalnych rodziców oraz dowolność poprowadzenia swojego życia tak, jak tego chciał. Problem polegał na tym, że nie miał pomysłów na przyszłość.
OdpowiedzUsuńWestchnął, dopiero teraz zastanawiając się, czy aby na pewno Casyan jako Ślizgon to byłaby dobra opcja. Zaczął nawet się obawiać, że nie. Ganiałby za Casyanem, zawracał mu cały czas głowę i absorbował sobą tak mocno, jak byłoby to tylko możliwe. Problem polegał na tym, że za bardzo go lubił, o ile coś takiego było w ogóle możliwe.
– Trochę męczy mnie sytuacja w moim domu, znaczy w Slytherinie… – zaczął, dobierając słowa tak, żeby za wiele nie powiedzieć komuś, kto nie powinien zbyt wielu rzeczy wiedzieć. – Jakby nie było, większość moich znajomych jest za Czarnym Panem – dodał niechętnie. Krukon nie powinien być bowiem świadom tego, że Ślizgoni mieli jakieś wewnętrzne problemy, bo takowe zazwyczaj załatwiali pomiędzy sobą, po cichu, lepiej po prostu było, żeby nikt zbyt wiele nie wiedział.
[Piękne <3
OdpowiedzUsuńNareszcie coś kreatywnego. Kto zacznie? ;>]
E.
[Spadam sie uczyć, ale jak do wieczora się nie pojawi wątek ode mnie, to zaczniesz Ty :P Ale pewnie sama zaczę :P]
OdpowiedzUsuńE.
Pokręcił lekko głową. Władza w chwili obecnej nie miała jeszcze tak wielkiego znaczenia, jakie będzie z pewnością mieć później.
OdpowiedzUsuń– Teraz nie chodzi o samą władzę, a poglądy – odpowiedział spokojnie, ale jego ton brzmiał tak, jakby tłumaczył coś bardzo skomplikowanego kilkuletniemu dzieciakowi. – Ja nie przejawiam aż takiej niechęci do mugolaków, a już tym bardziej mugoli, bo wśród nich się przecież wychowywałem. Po prostu Slytherin się w końcu podzieli i jedni będą w drugich uderzać Cruciatusami. Trochę ta wizja mi się nie podoba – wyznał niechętnie. Zasadniczo mógłby to wszystko przemilczeć, ba, tak byłoby nawet lepiej, ale od jakiegoś czasu zwyczajnie nie miał osoby, której mógłby wyśpiewać wszystko jak na spowiedzi.
Uniósł lekko brwi, kiedy Casyan wcisnął mu do dłoni szare, całkowicie niepozorne piórko, które chyba faktycznie złapał w pierwszym odruchu zbyt mocno. Oto kolejny jego mankament w postaci braku wyczucia.
Posłusznie rozprostował palce.
Było mu dziwnie, bo Casyan dotknął jego ręki. Był przyzwyczajony do tego, że sam narusza czyjąś przestrzeń osobistą, ale fakt, że ktoś robił to samo z jego prywatnością było już powodem do poczucia się jak skończony smarkacz. Na szczęście mógł skupić się na tym krótkim przedstawieniu, które odbyło się tuż nad wnętrzem jego dłoni, a dzięki któremu miał szanse zachować twarz.
– Śliczny – wymamrotał, w efekcie zapominając, że nie ma dziesięciu lat i powinien władać zgoła bardziej chłopięcym językiem. Nazywanie czegoś „ślicznym” było przecież zbyt babskie, ale zwyczajnie nie potrafił znaleźć innego słowa. – Dziękuję – wypowiedział, chociaż przyszło mu to z trudem.
Był skrępowany, tego nie potrafił ukryć.
– Przystopuj Casyan, bo jeszcze popadniesz w samozachwyt – wypowiedział w jeden moment starając się opanować dzieciaka, który tak usilnie starał się wyjść na powierzchnię i zniszczyć tę idealną otoczkę, nad którą tyle pracował. Irytujące uczucie. – I co ja będę z ciebie miał jak będziesz tak chodzić i mówić, że jesteś taki wspaniały przez szare piórko? – zapytał, ale powstrzymać się przed daniem chłopakowi lekkiego i prawie niewyczuwalnego pstryczka w nos zwyczajnie nie potrafił.
OdpowiedzUsuńPrzewrócił lekko oczami. Odłożył podarunek od Krukona na swój podręcznik, wbrew temu, że próbował jakkolwiek ostudzić zapał chłopaka, to taka forma magii naprawdę mu się podobała.
– Nie dąsam się jak dziecko – oświadczył, odzyskując w jednej chwili swoją prawie naturalną wyniosłość. Uniósł nawet lekko brodę i spojrzał na chłopaka dumnie. – W tej chwili to ty zachowujesz się niezwykle niedojrzale z tym całym entuzjazmem i w ogóle. Aż prosisz się o kolejnego pstryczka – oznajmił. – Ale nie musisz się obawiać i przyjdę do sali jutro po kolacji.
Zszedł z ławki, na której siedział przez cały ten czas. Wziął swój podręcznik i ostrożnie przytrzymał również szare pierze.
– Kiedy ty urosłeś…? – zapytał, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że sięga Casyanowi jakoś do nosa. – To ja zawsze byłem wyższy. – Stanął na palcach, żeby się z chłopakiem zrównać, bo tak było o wiele lepiej, to przecież niemożliwe, żeby był aż takim kurduplem.
[Dąsam się. Zaczynasz następny wątek od razu.]
OdpowiedzUsuń– Ty jesteś chyba niespełna rozumu – odpowiedział na ten bezczelny zarzut. Oczywiście, że był większy od Casyana. Zawsze kiedy burzył mu babkę w piaskownicy to miał doskonały widok na czubek jego głowy, również w Hogwarcie był od niego wyższy. Też coś… To były zwykłe oszczerstwa i tyle. – Nie jestem wcale taki mały, ale tobie za to niebezpiecznie wzrasta poziom głupoty – oznajmił niepocieszony poziomem, jaki reprezentował w tej chwili jego przyjaciel.
Zmarszczył lekko swój nos i przestał stać na palcach, ponieważ te zaczynały już go potwornie boleć.
Wyciągnął różdżkę z kieszeni i z miną niewiniątka, wyrzucił od niechcenia ciche „silencio”, które ugodziło w Casyana, odbierając mu na chwilę obecną głos.
– Cieszę się, że się dziś spotkaliśmy – wypowiedział i znów uniósł się lekko, tylko po to, żeby cmoknąć chłopaka z widoczną złośliwością w nos. – Nie mogę się doczekać naszego jutrzejszego spotkania, do zobaczenia – pożegnał się pospiesznie, na wypadek jakby chłopak chciał się na niego rzucić i zadźgać różdżką.
Szybkim krokiem skierował się do drzwi klasy.
– Trzymaj się – rzucił jeszcze, zanim pognał do pokoju wspólnego Slytherinu.
Po spożyciu kolacji wśród Ślizgonów oraz reszty uczniów Hogwartu, wśród których nie zdołał jednak wypatrzyć jednego, bardzo konkretnego Krukona. Nie miał zamiaru się jednak o niego martwić, byli umówieni, więc nie widział problemu w tym, że chłopak nie przyszedł na posiłek. Niewiele stracił, a przynajmniej tak uważał Kyllen, który zjadł porcję przeciętnego kilkulatka z żołądkiem mniejszym od normalnego.
OdpowiedzUsuńWracał wraz ze współdomownikami, dlatego większość z nich niemalże przepaliła mu plecy, gdy się od nich odłączył. Dziwne, że nikt nie zapytał o cel jego wycieczki na wyższe piętra, może pomyśleli, że musiał iść do biblioteki? Tego akurat nie wiedział.
Dokładnie w chwili, gdy stanął przed drzwiami praktycznie opuszczonej klasy, drzwi się tworzyły. O mało nimi nie oberwał. Casyan zdecydowanie powinien popracować nad delikatniejszym otwieraniem pomieszczeń, bo wyczucie czasu miał już, jak widać, doskonałe.
– Więc jednak jesteś w stanie mówić, panie wyrośnięty – odpowiedział chłopakowi, ze znudzeniem parodiując sposób, w jaki on się do niego zwrócił. – Zwracałbyś się grzeczniej do młodszego kolegi, bo jeszcze zacznę cię kultury uczyć – zwrócił się do Casyana, ale wszedł posłusznie do klasy. Nie będzie się przecież wykłócał o to, że powinien zostać uprzejmiej zaproszony do środka klasy. – Więc… co takiego chciałeś mi pokazać? – zapytał, rozglądając się po lekko przemeblowanej sali.
Jakoś tak zaczął się zastanawiać czy ufanie komuś, kto wczoraj nazywał go „małym” było dobrym wyjściem. W końcu uciszył go zaklęciem, a z tego chłopak nie był pewnie zbyt zadowolony.
[Cath też ich na razie nie ma, a jacyś by się przydali, więc z chęcią na przyjaźń przystanę. Jak podrzucisz jeszcze jakiś konkretny pomysł na wątek, to zacznę.]
OdpowiedzUsuńCatherine
[Nie ma się czego bać. Wbrew pozorom to miły facet... tylko lepiej nie być jego celem :)
OdpowiedzUsuńChris pracuje w Trzech Miotłach jako barman, więc jak najbardziej mogą tam porozmawiać :)]
Chris Kenway
[Może być nawet i coś banalnego. W końcu zawsze da się coś wymyślić ;)]
OdpowiedzUsuńCatherine
Nieprzyzwoitość. Można to szeroko pojmować, dumać nad tym, zastanawiać się... Ale czy ów nieprzyzwoitość jest dla nas ważna? Owszem, dla Emmeline. Przyzwoitość była wyznacznikiem charakteru, sposobu życia, podejmowania decyzji. Można powiedzieć, że podporządkowujemy się ów cesze. I w żaden sposób, nie można powiedzieć, że panna Vance kierowała się przyzwoitością. Wyznacznikiem jej zachowań była właśnie wspomniana ciekawość oraz żądza posiadania nietuzinkowej wiedzy. Czy to dziwne? Czy dziwnym jest dążenie do samorealizacji, jeśli nikt na tym nie ucierpi? Oczywiście, że nie.
OdpowiedzUsuńCzasami zastanawiała się skąd w niej tyle uporu? Matka to kobieta z krwi i kości. Delikatna dama do towarzystwa, głównie myśląca o kolorze zasłon... Ojciec zagorzały fanatyk Quiditcha, znający wszystkich graczy na pamięć, zdolny wyrecytować ich wyrwany z najgłębszego snu. I Emmelina... Dziewczyna odważna, stanowcza, bezkompromisowa. Pragnąca wiedzieć więcej, z zapędami na wielką czarownicę, o której będą wspominać w Historii Magii. Oto były jej cele, które zrealizuje, łamiąc wiele reguł.
I należy odpowiedzieć co ona robiła właśnie teraz i właśnie w tej sali? Ciężko uwierzyć, ale zwyczajnie ją tam poniosło, coś kazało jej iść w kierunku tej sali, o której istnieniu wiedziała nie od dziś. Starała zakraść się cicho, ale chyba mistrzynią kamuflażu nie była. Widząc w drzwiach tak znaną jej twarz, nieco się zdziwiła. Przybrała zniesmaczoną minę, choć tylko na chwilę. Zaraz jej oczy zabłysnęły, a ona z aparycją detektywa, wkroczyła do środka.
- To ja powinnam Cię o to zapytać. - rzuciła nonszalancko w stronę Casyana, ale nie ciężko było się zorientować, że całe zajście ją bawiło. Bo oprócz tej wymuskanej powagi, pragnienia zdobywania wiedzy, Vance uwielbiała się śmiać. Niestety ostatnio było coraz mniej okazji.
Vance
[Wybacz, jeśli to zło wcielone. Jutro sie bardziej postaram.]
Cisza i spokój. Takie rzeczy, to tylko w szkolnej bibliotece, chociaż zdarzały się przypadki, a nawet chodzące, które zakłócały oto ten stan. Takim oto ewenementem była panienka Perry. Miała dopiero szesnaście lat, więc czemu miałaby być już panią? Chociaż ona sama często nadawała sobie taki tytuł, jeszcze nią nie była. Rodzice, a raczej matka, która serdecznie jej nienawidziła miała już wybranka jej serca. Właściwie to jak można nie kochać swojego dziecka? No cóż, widocznie były takie przypadki. Jednak wróćmy do początku. Panienka Perry spacerowała sobie między półkami z książkami pilnie poszukując swojej ofiary, bowiem strasznie jej się nudziło. Książki wołały ją, dosłownie, aby wyciągnęła którąś z nich, ale co to za zabawa, rozmawiać z książką, chociaż i to jej odpowiadało. Nie wiedzieć czemu jak na złość wszyscy się pochowali na widok Amalie, bo każdy znał ją tylko z jednej strony, przez wielu uważanych za najgorszą. Jak jej oczy się ucieszyły, kiedy to zobaczyła znajomą czuprynę, która nie była, aż tak zajęta. W podskokach podeszła do chłopaka i zbliżyła się do jego uch, aby po chwili głośno i wyraźnie oznajmić mu, że jest obok niego.
OdpowiedzUsuń- Witam cię Krukonku najdroższy - powiedziała z uśmiechem. - Jak ci minął dzień? Ostatnio ten deszcz strasznie mnie przytłacza, ale to przecież Anglia, tak tu jest odkąd pamiętam, czyli będzie od trzynastu lat, a może dwunastu. Nigdy nie byłam dobra z matematyki. A ty lubisz deszcz, z resztą osoby, które go lubią uważam za dziwne, a niby to ja jestem dziwna i męcząca, a jak ty uważasz? - Zalała go pytaniami i nawet nie chciała przerywać swojej wypowiedzi.
[Chris nie jest typem od sprzedawania nielegalnych przedmiotów. Jedynie jest w stanie dostać coś nielegalnego na Nokturnie co mu się przydaje w różnych sytuacjach. A co dokładnie interesowałoby Casyana z takich rzeczy? :)]
OdpowiedzUsuńChris Kenway
Normalny człowiek w tym oto momencie najzwyczajniej w świecie odszedłby z urażoną godnością, bo jakże to nie ma czasu dla kogoś takiego. Niestety Perry była z tych osób, które nie dawały za wygraną i nie rozumiały słowa "nie". Na jej niekorzyść te słowo było bardzo ważne, bo to dzięki niemu nie straciłaby tyle osób wokół siebie, ale cóż, gdy jest się takim, a nie innym stworzonkiem, to trzeba sobie radzić w taki albo inny sposób.
OdpowiedzUsuńDo rzeczy. Amelie oparła się o regał z książkami i skrzyżowała ręce na piersiach pogrążając się w myślach. Po chwili spojrzała na swojego kolegę i dokładnie przyjrzała się jego postawie. Może faktycznie nie był to dzień do rozmów? Przecież nie każdy ma tyle energii co ona sama.
- Czy mogę ci jakoś pomóc? Co prawda nie jestem tak wybitnie inteligentna co ty, ale zawsze coś. Rozumiem, że ostatnia klasa jest trudna, ale czasem trzeba zwolnić i oddać się przyjemnością.
Ach! Więc to tak. Casyan myślał, że skoro jest taką małą czarownicą, to pewnie zahukana z niej dziewuszka. Otóż mina Pana Multona była bezcenna, gdy ta tak bezpretensjonalnie zadała całkiem nonszalanckie pytanie. Pewnie dlatego przez chwilę na jej twarzy zagościł triumfalny uśmieszek.
OdpowiedzUsuń- Ty... - mruknęła pod nosem, gdy ten próbował się nieudolnie wytłumaczyć. Komiczna sytuacja, pewnie dlatego, że Emm do końca nie wiedziała co się za tym wszystkim kryje. Ot zwyczajnie tu trafiła, nawet nie chcąc go śledzić. Przypadek. Chociaż... Jakby się tak nad tym głębiej zastanowić, bo może zadziałała tutaj podświadomość?
- Hej! - warknęła na niego, gdy bezpretensjonalnie złapał mocno za jej nadgarstek i niezbyt delikatnie wciągnął ją do sali. - Nie bądź niedelikatny Multonie. - skrzywiła lekko głowę, robiąc nieco urażoną minę.
- Po co? - ściągnęła brwi - Bo coś tu mój drogi śmierdzi. - odparła niewinnie zaczynając spacer wzdłuż sali. Wyczuwała magię, bardzo trudne czary, a skoro byli tu tylko we dwoje, a Vance nie miała z tym nic wspólnego, to sprawka Casyana.
- A więc? Chcesz mi powiedzieć, że uczysz się tutaj czarów, o których nam - przeciętnym czarodziejom - wiedzieć nie wolno? - rzuciła przez ramię, zerkając na jakby zdziwionego blondyna. Zagrała vanabk, bo szczerze nie wiedziała co on tu wyprawia. Nie dała się jednak stłamsić i w dalszym ciągu udawała, że niczym jej nie zagnie.
Vance
- Hm... - mruknęła pod nosem, zagryzając swą dolną wargę. Niby w klasie nie było nic podejrzanego, ale wyczuwała, że Multon po prostu kłamie w żywe oczy. - No tak. Skoro ćwiczysz do OWUTEMÓW to z pewnością z tego powodu obawiasz się by ktoś cię tu nie nakrył. To zrozumiałe. - parsknęła cicho i jakby wywróciła oczami. Czuła, że robi się niecierpliwa, bo nie lubiła gdy ktoś wiedział więcej od niej.
OdpowiedzUsuń- To jak będzie? - odwróciła się w jego stronę i lustrując spojrzeniem jego postawę, różniej skrzyżowała ręce na piersiach. Wzrok nieco zmrużyła i wyczekiwała odpowiedzi. Choć może nie wiedział jak odpowiedzieć, na tak nijakie pytanie.
- Powiesz mi o co chodzi? - w końcu rzuciła mu mały uśmieszek, tak dla rozluźnienia atmosfery. - Bo wiesz... Gdy nakryją nas razem, zawsze możemy udać, że spotykamy się tu na.. - zawahała się i uniosła spojrzenie czekoladowych oczu bardzo wysoko. Wyglądała jak gdyby szukała odpowiedniego słowa - ... na potajemnej randce. - nieco zaskoczyły ją własne słowa, ale wzruszyła tylko ramionami.
Vance
Fakt, że się ukrywa, nie podlegał żadnej dyskusji. Ona to wiedziała, a on w swej nierozwadze, przyznał się do tego. Ale to jej teraz tak bardzo nie zastanawiało, bo jej kobieca duma, dostrzegał w jego słowach coś niedopuszczalnego. Czyżby Vance zamierzała się obrazić?
OdpowiedzUsuń- Jeszcze nie zwariowaliśmy? - otworzyła szerzej oczy, a wyraz jej twarzy był mieszany. Ni to zdziwiony, ni to smutny. Była zbita z tropu, choć gdzieś tam poczuła delikatny smutek. I oczywiście się do tego nie przyzna.
- No tak... Bo spotykanie się ze mną to wariactwo. Masz racje. - wydukała złośliwym tonem już nawet na niego nie patrząc. Omiotła spojrzeniem salę, która dotąd nie była jej nawet znana. Widać, dłużej nie zagrzeje tu miejsca.
- Następnym razem ukryj się lepiej. Słaby byłby z ciebie spiskowiec. - skwitowała i szybkim, jednolitym krokiem ruszyła w stronę wyjścia. Jeszcze na koniec miała ochotę cisnąć jakimś zaklęciem w jego stronę, ot tak, żeby miał nauczkę. No, ale nie był tego wart.
Vance
Była impulsywna. A dziś chyba, aż nadto. Pewnie gdyby powiedział jej to wczoraj albo chociaż po jutrze, odwarknęłaby mu i mogliby się razem pośmiać, ale nie dziś.
OdpowiedzUsuńNie oczekiwała, że pójdzie za nią, ba! Nie oczekiwała, że pobiegnie. W gruncie rzeczy wyobrażała sobie Casyan'a wzruszającego ramionami. Takiego nieprzejętego, zastanawiającego się "o co tej furiatce chodzi". A więc zaskoczył ją. Znów.
Fakt, że poszedł za nią był zwyczajnie irytujący, bo ktoś tu chyba nie wiedział czego chciał. - Jak to co? - zadając pytanie zatrzymała się na moment i dokładnie mu się przyjrzała. - Właśnie spełniam twoje oczekiwania. - rozłożyła bezradnie ręce i pokręciła głową jakby z politowaniem. - Mówisz znikaj, a ja znikam. - pstryknęła palcami i ponownie ruszyła długim korytarzem, gdzieś prosto, bez celu. Z pewnością teraz pogna do biblioteki, tam takie rozterki konsumuje się najlepiej.
Vance
[Trucizny to żaden problem dla Kenwaya, bo czasami ucieka się do nich jak ma zabić swój cel i taki dziwny pomysł przyszedł mi do głowy, że mógłby sprzedawać Casyanowi trucizny w małcyh buteleczkach, przykładowo Casyan zakupi kremowe piwo a Chris, jak nikt nie widzi, wrzuca podobnego koloru buteleczkę i po wypiciu chłopak wziąłby ją sobie i wsadził do kieszeni jak gdyby nigdy nic... tak myśląc teraz nad tym to brzmi tak durnie xD]
OdpowiedzUsuńBył zachwycony tym małym pokazem, który urządził dla niego Casyan. Westchnienie godne zachwyconej czymś kobiety zdołał jednak powstrzymać. Takie zachowanie zdecydowanie nie przystoi Ślizgonowi, który już i tak wyłamywał się z pewnych schematów i miał przyjaciół wśród Krukonów czy Puchonów.
OdpowiedzUsuńNie potrafił jednak powstrzymać lekkiego uśmiechu, który wkradł mu się na usta pierwszy raz od dłuższego czasu. Ostrożnie podszedł do jednej ławek i przyglądał się błyszczącej kuli, ale ta po chwili pękła. Nie zmieniało to jednak faktu, że sztuczka zrobiła na nim duże wrażenie. W końcu chłopak zrobił to bez pomocy różdżki, która służyła do skupienia przepływu energii magicznej, a to mówiło już samo za siebie.
– Oczywiście, że chwalę – wypowiedział powoli z pewną dozą ostrożności. Usiadł na odsuniętej na bok ławce, wcale nie był aż taki mały skoro wciąż dotykał podłogi… – Jakbym nie pochwalił to byś się jeszcze obraził. Co ja bym bez ciebie począł jakbyś zaczął mnie z powodu obrazy unikać? – zapytał, unosząc lekko swoje brwi.
Westchnął, uparcie hamując unoszące się ku górze kąciku ust. Uśmiechanie wcale nie było dla niego przyjemnością, bo nie lubił być brany za kogoś, kto szczerzy się jak głupek z byle powodu.
– Ale jak byłeś skupiony i milczałeś to mi bardziej odpowiadałeś – dodał, bo nie byłby sobą, gdyby powstrzymał się przed podobną uwagą. Casyan nie musiał wiedzieć, że faktycznie, kiedy był skupiony na czarowaniu odpowiadał mu jakoś bardziej, ale nie chodziło tu o samo towarzystwo, a raczej o podobanie się pod względem fizyczności.
Kyllen
[W takim razie jesteś półstudentką ;) A więc, nie ma problemu półstudentko.]
OdpowiedzUsuńDobrze go znała. Nie pozwoliłby jej odejść od tak, bo takich momentów w ich życiu było niewiele. Zazwyczaj to on musiał chodzić za nią, bo względem niego była strasznie obrażalska. Pewnie ze względu na staż jaki mają za sobą. Co do kogoś innego, na pewno by sobie nie pozwoliła. Do tego miała świadomość, że gdy odejdzie, on jej nie zostawi. Perfidną była istotą, bo często go manipulowała udając obrażoną. Nie było to ładne, ale jakie skuteczne.
Pewnie dlatego, gdy Multon złapał ją za przedramię i zaczął ciągnąć w stronę ów sali, uśmiechnęła się triumfalnie, rzucając mu cwaniackie spojrzenie. - Jak ja Cię znam. - zaśmiała się w duchu. Oczywiście zgrabnie wyrwała mu się z uścisku i niemal biegiem ruszyła z nim ramię w ramię. Pewnie gdyby był nieco niższy albo ona wyszła cmoknęła by go w policzek w podzięce, ale na takie przypływy uczuć pozwalała sobie rzadko. Prawie nigdy.
- A więc jednak zdradzisz mi tajemnice. - wyszeptała konspiracyjnie, by nikt, absolutnie nikt nie mógł jej usłyszeć. Tak było bezpieczniej.
Vance
No dobrze, może była nie fair i nie powinna urządzać sobie z niego drwin, w końcu są przyjaciółmi. Ale co mogła poradzić, skoro często był to jedyny sposób, by cokolwiek z niego wyciągnąć. Był okropnie tajemniczy i czasem, aż za bardzo a wtedy Vance dostawała białej gorączki, wewnętrznego szału ect. Zwyczajnie ją denerwował fakt, że on wie więcej od niej. A jak na Gryfonkę miała dużo ślizgońskiego pierwiastka, dziwne.
OdpowiedzUsuń- Hm... - wydukała gdy weszli do tajemnej klasy. - Chciałam dać ci spokój, ale to Ty jak widać, nie umiesz się beze mnie obejść. - wymamrotała nonszalancko i usiadła na blacie najbliższej ławki. Jak zawsze dbał o najdrobniejsze szczegóły, o których ona by nie pamiętała. Często roztrzepanie Emmeline brało górę, a często jej dziecinność była nie do zniesienia. Dlatego uwielbiała Casyana, który wytrzymywał z nią już tyle lat. Owszem, uwielbiała i nie bała użyć się tego słowa.
Wysłuchała go w spokoju i ciszy, nie strzelając fochów min i głupich docinek. Zaciekawił ją i nieco zaskoczył. Wiedziała, że lubił być ponad wszystko, ale nie wiedziała, że aż tak. W tym się ze sobą zgadzali.
- Mów więc o co chodzi. - odparła zniecierpliwiona, a jej twarz przybrała niesamowicie zaciekawionego wyrazu. Małe płomyczki zapaliły się w jej oczach, zdradzając zadowolenie, które nagle się w niej urodziło.
Vance
Ach... Magia niewerbalna. Nic trudnego. Od razu przypomniała sobie moment, kiedy razem z Caseyem Moorem stała w bibliotece i spowodowała, że książka, której potrzebowała spoczęła na jej dłoniach. Wtedy myślała, że to żądza przypadku.
OdpowiedzUsuńAle... Zaraz, zaraz. Co on powiedział?!
Z początku, kiedy oznajmił jej oczywistą oczywistość, że po prostu się tutaj uczy, nie zrobiło to na niej wrażenia. Nawet zaciekawienie z jej twarzy rozpłynęło się i już czuła się rozczarowana, gdy on zaczął kontynuować opowieść. Wciągało ją to. Z chwili na chwilę jej zaciekawienie rosło, ale rosło także zdziwienie i nieufność. Multon czuł się lepszy od przeciętnego czarodzieja? Od nauczyciela?! Nie... Chyba się przesłyszała.
I już chciała wybuchnąć i zacząć się śmiać, a później zganić go, że opowiada totalne głupoty, a ona tylko traci tutaj przez niego czas, ale zauważyła coś... Coś czym była powaga na jego twarzy. Stonowany i jakby przelęknięty stał przed nią i wyczekiwał jakiejś reakcji.
Co powinna zrobić? Chyba nadszedł moment, w którym Emma powinna odstawić żarty na bok i przystosować się do sytuacji. Wziąć to na poważnie.
- Chcesz mi powiedzieć, że uczysz się tutaj magii, która nie jest przeznaczona dla przeciętniaków, tak? - uniosła lekko brew, stawiając sobie duży znak zapytania. Nie była pewna, czy dobrze go zrozumiała, ale mówił dość wyraźnie.
Vance
Ten potok słów... To chyba była jego najdłuższa wypowiedź, skierowana do Emmeliny, której ona sama nie przerwała. Zalał ją słowami, które dokładnie zdradzały jego emocje, a robił to rzadko. Sięgając pamięcią wstecz, Vance nie przypomina sobie podobnej sytuacji, w której Multon mógłby, aż tak uzewnętrznić się przy niej. Chyba nawet zrobiło jej się miło, a jej samoocena podskoczyła nieco do góry. Ach! I kiedy jeszcze szepnął jej do ucha, gotowa była zapomnieć, że jest jej przyjacielem i prosić by dalej słodko wyszeptywał jej imię. Jednak musiała trzymać się pewnych reguł, co nieco ją zniesmaczało.
OdpowiedzUsuń- Casyan. - odparła po cichu, zastanawiając się co tak na prawdę ma mu powiedzieć. - Czasami jeśli czegoś bardzo, bardzo chcemy, po prostu nie wychodzi. - powiedziała powoli, nie będąc do końca pewna własnych słów. - Ale jeśli zapomnisz o wybujałych ambicjach, to będziesz w stanie pokonać słabości. - przełknęła ślinę, jakby obawiała się tego co teraz chce powiedzieć. - A ja Ci w tym pomogę. - uniosła badawczo brew i zerknęła na jego minę, odwracając głowę przez ramię.
Vance
Nie tego oczekiwała. To była chyba najgorsza z mozliwych odpowiedzi. Nie rozczarował jej, a trochę zaniepokoił ją jego brak wyczucia. W końcu nie to miała na myśli.
OdpowiedzUsuń- Ty mnie chyba źle zrozumiałeś Multon. - zeskoczyła z blatu i tym razem to ona z taką poważną, stonowaną miną stanęła przed Casyanem. - Mówiąc, że Ci pomogę, miałam na myśli, że razem z Tobą posiądę tą umiejętność. - rozłożyła ręce w geście bezradności. - Chyba nie sądzisz, że pozwolę ci wiedzieć więcej ode mnie. - zaśmiała się cicho i krótko, bo był to śmiech nad wyraz wymuszony i ironiczny. - I przestań się mazać. Kto jak nie Ty? - rzuciła chyba retorycznym pytaniem i przeszła obok ławki, na której siedział kierując się w stronę końca sali.
Vance
[Pierwsza i jedyna jak na razie :D Aż się czuję pominięta, ale co tam.
OdpowiedzUsuńI nie szalona, uwierz. Panna Evans była przedstawiana na grupowcach w tak dużej, irytującej ilości, że nie dziwię się tej całej niechęci wśród blogerów :D
Na wątek chęć jest, oczywiście, w końcu wszyscy jesteśmy tutaj w tym celu (a przynajmniej taką mam nadzieję) i powiem szczerze, że podoba mi się pomysł ze znajomością zapoczątkowaną pociągiem do wiedzy czy tam poszerzania umiejętności, to daje zawsze fajne podłoże do wątków, bo nawet jeśli nie skupimy się bezpośrednio na tym aspekcie, nie musimy bawić się w to całe: "o, uczę się tutaj już szósty/siódmy rok, ale Cię nie znam, więc wpadnę na Ciebie podczas nocnej wycieczki po szkolnych korytarzach".
W jakie okoliczności chcemy pójść? Wkopanie ich w coś wspólnego, co wiązałoby się stricte z nauką, czy może coś poza tym, bazując tylko na tym, że się znają? ]