Mallu Maklović
Swojej rodzicielce zawdzięcza dziewczyńskie imię nad czym bardzo ubolewa. Nie jest pewien, czy spowodowane jest to faktem iż matka zawsze pragnęła mieć córkę, czy może to tylko wszechświat zrobił sobie z niego jakiś upiorny żarcik. Urodzony na początku sierpnia, pochodzący ze Szkocji, choć korzenie jego rodziny znajdują się w Rosji. Uczeń siódmej klasy, wychowanek domu Lwa. Różdżka: 11 cali, drzewo różane, pióro feniksa. Patronus przybiera postać łosia, natomiast boginem jest lawina. Pałkarz w drużynie Gryfonów, podobno całkiem nieźle mu to idzie. Towarzystwa dotrzymuje mu biały kocur - Szwendacz. Imię mówi samo za siebie. Czarodziej czystej krwi wychowany pod kloszem, w rodzinie pełnej surowych zasad. Wiecznie porównywany do ojca pracującego w Ministerstwie Magii oraz matki, wykładającej we Francuskiej szkole Magii i Czarodziejstwa. Młodszy, a przede wszystkim gorszy brat, bowiem Marcus - oczko w głowie rodziców, studiuje magię gdzieś w głębi Rosji i podobno robi niesamowitą karierę. W Mallu pokładane są ogromne nadzieje, choć jak na razie Mallu zawodzi na całej linii. Marzy mu się jakaś ciepła posadka związana z magicznymi zwierzętami. Średnio się uczy, a przecież opieka nad magicznymi zwierzętami przyszłości mu nie zapewni. Żyjący pod presją, nienawidzący rodzinnego domu. Często zgorzkniały jak i wesołkowaty. Impulsywny i niekiedy nieobliczalny. Nie radzi sobie z nadmiarem jakichkolwiek uczuć, ucieka w agresję więc bójki w przypadku chłopaka są na porządku dziennym. Nałogowo tworzy origami, choć ukrywa ten drobny talent w czeluściach szuflady. W gruncie rzeczy, nie ma się czym chwalić. No bo rosły chłop, pałkarz w dodatku i origami? Wystarczy mu dziewczyńskie imię. Przecież jest poważnym człowiekiem, podobno. Wychodzi z założenia, że rzeczy których pragnie przychodzą z ogromnym opóźnieniem - o ile w ogóle pojawiają się w życiu. Natomiast to, czego nie chce ładuje się w jego życie w wielkich buciorach, rozwalając jego świat ułożony z kart, który tworzył bardzo skrupulatnie. Im więcej chcesz, tym mniej dostaniesz - Mallu więc po prostu przestał chcieć. Codziennie się stresuje, żeby być "jakiś". Tworzy w sobie zupełnie nowe elementy osobowości tak, by wypaść jak najlepiej. Wrysowuje się w ramki by poczuć się "kimś". Inteligentna chłopaczyna z głową w chmurach. Zaczytany w ukochanych powieściach, kryjący się w kątach Hogwartu. Żyje w stworzonej przez siebie otoczce szczęścia i zuchwałości. Niekiedy wydaje się być nader otwarty, przebojowy i pewny siebie - choć ze znalezieniem prawdziwych przyjaciół ma pewien problem. Chciałby się kierować w życiu instynktem. Ale chcieć, w jego słowniku nie oznacza móc. Wybiera drogę racjonalnego, przemyślanego działania co zdecydowanie ukróca mu skrzydła. Dziwny z niego człek, po prostu.
[Także tego, taki Mallu powstał. Jestem chętna na wszelakie - szczególnie dziwne i zagmatwane powiązania. Zaczynać nie znoszę. Proszę mi tutaj ładnie mojego chłopaczka powitać. Kłaniam się nisko, no.]
[Boru, jaki on jest uroczy! :D]
OdpowiedzUsuńImogen
[Jaki tam niewymiarowy, nie przesadzaj, to zdjęcie daje mu +50 do uroku osobistego!]
OdpowiedzUsuń[Widzę cytat ze Złodziejki Książek.]
OdpowiedzUsuńKyllen
[Och! W mym też ♥ Jak miło.
OdpowiedzUsuńWącimy?]
Kyllen
[Na wątek się skusisz? Nawet bym zaczęła, kino robi ze mnie dobrego człowieka, można korzystać. :D]
OdpowiedzUsuńImogen
[Jakimś dziwnym cudem ostatnio wszyscy mnie kojarzą, więc zdziwiona nie jestem. Tylko kurdebele, żadnej koncepcji wątku nie mam, z tym zaczęciem się wyrwałam, bo liczyłam na ciebie. :D Bezinteresowność tak bardzo.]
OdpowiedzUsuń[Najodpowiedniej by było, gdyby się nie lubili. Tak myśląc stereotypowo. Niech na siebie warczą i tak dalej, ale niech to będzie jakaś dziwna znajomość, że w razie czego jeden za drugiego zadźga różdżką.
OdpowiedzUsuńI mogą się znać tak po prostu, z korytarza. Jak Kyllen był pierwszoklasistą to mógł Mallu jakoś podpaść, zwracając uwagę na cokolwiek w sumie (lubi poprawiać niedoskonałości ludzkie).]
Kyllen
[Tylko teraz miejsca na spotkanie brak nam. Chociaż może to być dla mnie zarówno biblioteka jak i korytarz i jakaś zaczepka, albo wręcz przeciwnie, pomoc. Tylko taka, żeby nikt nie zauważył, bo przecież wstyd.
OdpowiedzUsuńChcesz zacząć? A jak nie chcesz, to zaczniesz?]
Kyllen
[Podoba mi się taki układ, zacznę niedługo. :D]
OdpowiedzUsuń[Nie wiem, czy moja menda by się tak dała. Rosłe to nie jest, ale radzić sobie potrafi... ]
OdpowiedzUsuńKyllen
[Pasuje, ale i tak zaczynasz]
OdpowiedzUsuńKyllen
[Witam serdecznie również :>]
OdpowiedzUsuńFlorean Hale
[Znajdzie się jakiś pomysł na wątek? Nasyłamy ich na siebie?]
OdpowiedzUsuń[Jeju, piękne imię i tak do niego pasuje! :D]
OdpowiedzUsuńMaggie
[O, świetnie. Dawaj po brata! :D
OdpowiedzUsuńWątek koniecznie, możemy pomyśleć nawet nad powiązaniem.
On próbuje być jakiś, a my z Maggie kochamy go takim, jakim jest! Jak banalnie i okropnie to nie brzmi. :D Mallu jest przeuroczy i każdym, maleńkim szczegółem kradnie nasze serca.
Oboje bardzo dużo czytają i kochają zwierzęta - jest już punkt zaczepienia dość mocny. :)]
Maggie
[Bombowo. Jako dzieciaki jarali się razem smokami i innymi zwierzętami, wymieniali książkami, a potem Mallu nagle oddał jej wszystkie książki i kazał spadać.
OdpowiedzUsuńChciał być kimś, może to też wiązało się z tym, że zaczęli dojrzewać - mogli zacząć się sobie podobać, co dodatkowo odstraszyło Mallu.
Maggie miała potem chłopaka, który rzucił ją z jej winy, a ostatnio jest smutna i zła na cały świat, chociaż stara się stwarza inne pozory, Mallu ją zna, więc widzi, że coś nie gra, interesuje się tym, ale nie jestem pewien, czy chce odbudowywać znajomość.
I trzeba ich jakoś zmusić do rozmowy. :D]
Maggie
[Zaraz coś wymodzę, daj mi chwilkę i dostaniesz rozpoczęcie - chciałabym powiedzieć, że śliczne, ale ślicznie nie rozpoczynam.]
OdpowiedzUsuńMaggie
[ No to ja się ładnie przywitam :) Może podczas meczu Quiddicha Gryfindoru z Ravenclavem, zdarzyłby się taki niefortunny wypadek, a mianowicie kafel odbity przez chłopaka trafiłby Irinę, a ta wylądowałaby w skrzydle szpitalnym, co? Taka luźna sugestia...]
OdpowiedzUsuńIrina
[A mogłabym cie prosić ładnie o zaczęcie ;)]
OdpowiedzUsuńIrina
Cały rozwój sytuacji wcale go nie zaskoczył. Wymiana nieuprzejmości pomiędzy Gryfonami a Ślizgonami była czymś nieuniknionym. Każdy ją akceptował do chwili aż nie przybierała takiego obrotu jak dziś. To już była już przesada.
OdpowiedzUsuńBył jedną z osób, która odciągnęła Maklovića od swojego znajomego z jednego domu, ale jak na złość nie zdążył go zatrzymać i wyjaśnić całej sytuacji. Bez słowa wyjaśnienia pobiegł więc za pałkarzem i w ten sposób dotarł do jednej z toalet. Po drodze oczyścił swoją szatę za pomocą kilku, niewerbalnych zaklęć, bo przecież nie mógł poruszać się po szkole w ubłoconym ubraniu. To zniszczyłoby chyba cały jego dzień.
Wszedł ostrożnie do pomieszczenia, wbijając swoje spojrzenie w plecy chłopaka i wręcz je przepalając. Podszedł do Mallu cicho, prawie jakby się skradał i dźgnął go palcem pomiędzy łopatki.
– Wyglądasz fatalnie, Mallu – oznajmił, stając obok umywalki w sposób, dzięki któremu mógł dokładnie przyjrzeć się twarzy chłopaka. Nie był specjalnie poruszony całym zajściem, a przynajmniej wydawał się być całkowicie spokojny, jakby nic specjalnego się nie stało. – Chociaż mój znajomy po rekonstrukcji twarzoczaszki przeprowadzonej przez ciebie też nie jest w najlepszej formie – przyznał w zamyśleniu, po chwili milczenia ze swojej strony. – Teraz nie będziesz miał za wesoło… - ostrzegł, tak na wszelki wypadek. Ślizgoni przy bliższym poznaniu wcale nie byli takimi zadufanymi i niezgranymi ze sobą jednostkami. Jeśli jednemu z nich coś się działo, to automatycznie wszyscy wypluwali na potencjalnego przeciwnika całą masę jadu. W końcu ich, czystokrwistych, było coraz mniej, więc należało się bronić na wszelkie możliwe sposoby. Tylko on odstawał trochę od reszty i nie przebywał wyłącznie w tym ścisłym, wyznaczonym gronie.
Wyciągnął rękę, żeby chociaż trochę poprawić włosy Mallu, które były w doszczętnym nieładzie, a więc wprawiały go w stan pełnej irytacji, nie mógł się przez nie skupić, już nie wspominając nawet o całej, niechlujnej reszcie…
– I niedługo przyjdą też kłopoty – dodał, po czym wzruszył ramionami, postanawiając, że będzie już grzecznie trzymał ręce przy sobie. – Powinieneś wymyślić jakąś wiarygodną historyjkę, która umotywuje to, co żeś zrobił.
Kyllen
Maggie nie weszła dobrze w ten rok szkolny. Nie, nie o naukę chodziło. Nie była wybitna, bo nigdy się specjalnie nie wychylała, zdając spokojnie z klasy do klasy i tajniki wiedzy zgłębiając tylko dla własnej satysfakcji. Ale nie miała problemów z nauką. Ani wcześniej, ani teraz i nie zanosiło się na to, by miała zacząć mieć. Jednak miała problemy, głównie ze sobą, na każdej innej płaszczyźnie. Szczególnie na tej uczuciowej, emocjonalnej. Ostatnio stwierdziła, że jest po prostu emocjonalnie upośledzona. Bo na to wszystko innego wytłumaczenia nie było.
OdpowiedzUsuńZbyt wiele myślała o rzeczach, na które nie miała wpływu, uciekając jednocześnie od spraw, które mogła polepszyć, ale się bała. Pozwoliła więc, by sprawy toczyły się własnym rytmem i tak się w tym wszystkim zapętliła, że było już za późno.
Miała wrażenie, że próbuje zrazić do siebie każdego, na kim choć trochę jej kiedykolwiek zależało. Póki co - osiągała na tym polu same sukcesy.
Kiedyś tak nie było. Wcześniej była lepsza. Mniej zamotana w życiu, bardziej świadoma tego, co czuje. Nie bała się tak bardzo otworzyć przed innymi ludźmi. Dlatego w pierwszych latach nauki, nie narzekała na nudę i brak towarzystwa. Do Hogwartu pojechała jako przestraszona mugolaczka, wystarczyło jednak kilka dni, by znalazła kilku dobrych przyjaciół.
Jednym z nich był Mallu. Lubiła jego imię, które idealnie pasowało do jego słodkiej buzi. Denerwował się, kiedy mu to mówiła, był w końcu chłopakiem, nie chciał mieć słodkiej buzi, ale Maggie ją lubiła. Lubiła wynajdywać z nim kolejne książki o najdziwniejszych, magicznych stworzeniach. Razem zachwycali się smokami, planując, że kiedyś będą mogli je razem hodować.
A potem Mallu zabrał jej wszystkie swoje książki, oddał te, które nie należały do niego i spokojnie oznajmił, że już jej nie lubi.
Tak to mniej więcej było.
Sytuacja była tak absurdalna, że Maggie długo za nim chodziła, męcząc, by powiedział co tak naprawdę się stało. Ale nie chciał. Dostawała kolejne słowa raniące jej ciepłe, miękkie serce. Więc odpuściła. Posyłała mu tylko smutne spojrzenia i zajęła się swoim życiem.
Nie najlepiej jej to wyszło. Miała wrażenie, że psuje wszystko, czego się tyka. Szczególnie relacje z innymi ludźmi. Jakby umyślnie.
Bała się, nie chciała znowu się do kogoś przywiązać. Tęskniła za Mallu każdego dnia, z zaskoczeniem obserwowała jak bardzo się zmienia, dorasta, dojrzewa. Miała do niego żal, owszem, ale wciąż tęskniła.
Była właśnie na skraju Zakazanego Lasu, niedaleko chatki gajowego i przyglądała się testralom. Te pozornie brzydkie zwierzęta zawsze ją fascynowały. Siedziała za drzewem, opierając się o jego pień i rzucała im owoce, kiedy nagle ktoś nadszedł od strony zamku. Nie widział jej, drobnej postaci, skrytej pod drzewem.
Mallu.
Maggie
Dla Iriny miał to być całkiem dobry dzień. Oprócz skończonych esejów na transmutację i eliksiry dziewczynie udało się przebrnąć przez podręcznik do zielarstwa oraz skończyć parę prac na pozostałe przedmioty. Ponadto miała okazję pooglądać mecz, wprawdzie nie z boiska jednak na całkiem niezłym miejscu na trybunach.
OdpowiedzUsuńOd początku było widać, że większość zawodników nie jest w formie. Może to przez złą pogodę i mocny wiatr przedzierający się na boisko i miotający zawodnikami jak mu się żywnie podobało. Mało tego: tłuczki zachowywały się niezwykle agresywnie. Latały za zawodnikami jak oszalałe, co chwila strącając jakiegoś przypadkowego gracza na ziemię.
I nagle dziewczyna poczuta przeszywający ból w czaszce i upadła na ziemie. Kiedy się obudziła była w skrzydle szpitalnym. Nie wiedziała jak się tu znalazła i co właściwie się stało, jednak gdy tylko dotknęła swojej głowy całym jej ciałem wstrząsnęły spazmy bólu. Irina syknęła niezadowolona, dotykając bandaża na swojej głowie. Musiała nieźle w coś walnąć.
Gdy kątem oka dostrzegła jakiś ruch prawie natychmiast odwróciła głowę, siląc się na delikatny uśmiech. Przynajmniej jedna osoba była przy niej w tak trudnej chwili.
- Cześć- powiedziała słabym głosem do siedzącego na taborecie chłopaka.
Widząc jego zmartwioną minę, uśmiechnęła się jeszcze szerzej, chcąc dodać mu jakiejkolwiek otuchy, Swoją droga nie widziała dlaczego był tak smutny. Każdy może od czasu do czasu wylądować w Skrzydle Szpitalnym.
Irina
[Cześć Karo.]
OdpowiedzUsuń[cześć i czołem]
Usuń[Grzecznie proszę o uważniejsze pisanie, ponieważ literówki i inne takie mnie rozpraszają.]
OdpowiedzUsuń– Nie maż się – burnkął do Mallu, który w tej chwili nie dość, że wyglądał na dość nieogarniętego to w dodatku sprawiał wrażenie wręcz żałosnego. Nie wypadało przy jego posturze kulić się pod ścianą. Będąc nim powinno się stanąć twarzą w twarz z rzeczywistością, a nie zamykać się w męskiej ubikacji.
Przewrócił oczami, słysząc to „nie chciałem”. Jasne, że nie chciał. Cały ten akt brutalności poszedł pałkarzowi tak gładko, że można było stwierdzić, iż ma w podobnych rzeczach niemałą wprawę, ponieważ zdawał się w takiej sytuacji działać czysto odruchowo.
– Gdzieś mam czy bym dostał, czy nie. Nie proszę się o twoją pomoc – odpowiedział, patrząc na chłopaka z góry i marszcząc lekko swoje brwi. – Mimo wszystko, dziękuję – dodał, chociaż słowa te raczej z trudnością przeszły mu przez gardło.
Przysiadł na chłodnej podłodze i nawet tak, siedząc z załamanym gryfońskim kolegą wydawał się grać swoją rolę i być ponad tym wszystkim. Z czasem, gdy już przywykł do tej wyniosłości, która w ślizgońśkim gronie była akceptowalna, tak bardzo się do niej przyzwyczaił, że aż zapominał że nie jest ona jego częścią.
– Nie palę – odmówił odruchowo. – To zacznij cokolwiek ze sobą robić. Jakby nie było, mógłbyś się wyżyć w inny sposób, nie wiem, jak spadniesz trochę razy z miotły to nie będziesz miał raczej siły bić innych. Mówię ci, trauma gwarantowana, podobnie jak złamana kończyna – oznajmił.
No i co miałby jeszcze takiemu Mallu powiedzieć? Że będzie go krył? Jeszcze czego, taka przysługa zakrawała o zdradzenie swoich, więc nie mógłby nawet podobnej rzeczy zaproponować.
– Nie martwiłbym się o mnie i o niego, a raczej o resztę, która ci żyć nie da. I to nie będą uszczypliwości. Uważałbym raczej na cruciatusy wiszące w powietrzu.
Kyllen
Maggie zrobiła coś wyjątkowo głupiego. Jej matka pracowała jako pielęgniarka w mugolskim szpitalu. Dziewczynka od samego początku edukacji czytała namiętnie o magicznych stworzeniach, a kiedy tylko przeczytała o testralach – zapragnęła je zobaczyć. Nie tak łatwo było jednak o czyjąś śmierć, tym bardziej, że panna Harrow serduszko miała raczej miękkie. Jej pragnienie nasiliło się w trzeciej klasie. Współczuła Mallu utraty dziadka, oczywiście, ale kiedy opowiadał o testralach, które mógł zobaczyć, czuła się zazdrosna. Dlatego, kiedy wróciła na ferie do matki, ucieszyła się na wieść, że kobieta nie dostała urlopu. Każdego dnia chodziła za nią do szpitala, później rozglądała się po całym budynku, zaglądała do sal.
OdpowiedzUsuńDostała, czego chciała. I, gdyby mogła cofnąć czas, nigdy by do tego nie dopuściła, bo umierający chłopak śnił się jej do dzisiaj. Umierał w męczarniach. Jęczał, krzyczał, trząsł się, a wszyscy byli nim tak zaabsorbowani, że nikt nie zauważył małej dziewczynki w kącie. Jej matka prawie straciła przez to pracę.
Maggie długo nie mogła się przemóc, by iść do testrali, bo myśląc o nich, myślała automatycznie o tamtym chłopaku.
Teraz jednak była już z nimi oswojona. Wcale nie były tak brzydkie, jak mówili. Były inne, ale ona była nimi zachwycona.
Oczywiście, jeśli ktoś umiał się z nimi obchodzić. Mallu chyba nie potrafił, przynajmniej nie w tamtej chwili.
Podskoczyła w miejscu, kiedy uderzył pięścią w drzewo i patrzyła na niego zatroskanym wzrokiem. Co go tak trapiło? Czym się tak przejmował? Miała ochotę wstać i po prostu go przytulić, ale nie chciała się narzucać. Nie zniosłaby kolejnego odrzucenia.
Zareagowała jednak, kiedy spłoszył biednego testrala. Poderwała się z miejsca, wyciągnęła z torby jabłko i rzuciła je zwierzakowi. Od razu po nie sięgnął, a dopiero po dłuższej chwili Maggie odważyła się go pogłaskać. Najpierw lekko potrząsnął głową, zaraz jednak dał się dotknąć i jadł spokojnie owoc.
- Powinieneś z nimi uważać. Nie są agresywne, ale wystarczy je spłoszyć, by zrobiły krzywdę w swojej obronie. A za to mogą je zabić. - powiedziała cichutko, spoglądając niepewnie w stronę Mallu. Nie wiedziała, czego się spodziewać.
Maggie