5.11.2013

dirty paws

„Ludzie lubią wymyślać potwory i potworności. Sami sobie wydają się wtedy mniej potworni. Wtedy jakoś lżej im się robi na sercu. I łatwiej im żyć.”



lat dziewiętnaście, barmanka w Świńskim Łbie, w Hogsmeade pomieszkuje od jakiś trzech lat, odkąd na szóstym roku została wydalona z Hogwartu, podobno z powodów zdrowotnych; była Puchonka, ścigająca i kapitan drużyny, obecnie nikt specjalny; z zawziętością pucuje brudne kufle i raczy nielicznych gości swoimi historiami, czasem nawet darmową kolejką; brzydzi się magią, jedenastocalowa dębowa różdżka z włosem z grzywy kelpie tylko zalega w szafie, pokrywając się z każdym rokiem coraz to grubszą warstwą kurzu; osoba miła i uczynna, tylko raz w miesiącu nie chciałbyś spotkać jej na swojej drodze; włochate serce, lecz ludzka dusza...

cześć!

21 komentarzy:

  1. [Ale ładne imię ^^. Może wątek?]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Jaka fajna postać ;)]

    Catherine

    OdpowiedzUsuń
  3. [Może być, w końcu po to są dodatkowe zdolności postaci, aby to wykorzystywać ^^. Lubię jakieś mroczniejsze wątki, więc może moja Jessie, która kompletnie nie czai realiów brytyjskiego świata magii, wpadnie w jakieś tarapaty? ]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Chwalę wizerunek jak również samą postać :) Kłaniam się w pas i jak najdzie ochota na wątek z osobą spod ciemnej gwiazdy to zapraszam :)]

    Chris Kenway

    OdpowiedzUsuń
  5. [Sądzę, że Narcyza może zawitać wszędzie, nawet tam. W końcu brudne interesy gdzieś kręcić się muszą!]

    Narcyza

    OdpowiedzUsuń
  6. [Może lepiej niech wpadnie na przemienioną Abby? xD Ona kompletnie nie zna się na magicznych realiach, więc wycie może wziąć za odgłosy zwykłego wilka. A metamorfomagia może ją wpędzić w kłopoty, bo komuś np. taki dar może się wydać bardzo przydatny. Co ty na to, że np. Abigail zobaczy, jak ktoś napada na Jessie, chcąc pozyskać jej dar dla własnych celów? ^^]

    OdpowiedzUsuń
  7. [Nigdy nie wątkowaliśmy, ale kojarzę Twój nick i zdziwiłem się, że postać nie jest facetem. Ale to tak na marginesie. ; )
    Podoba mi się, lubię wilkołaków, ale tylko umiejętnie poprowadzonych, oczywiście, a na Hogwartach rzadko takich widzę. Fajnie, że nie jest uczennicą.
    Cześć.]

    OdpowiedzUsuń
  8. [Ciekawa perspektywa. Coś w rodzaju sąsiadów-którzy-sobie-pomagają-w-różnych-rzeczach? :) ]

    OdpowiedzUsuń
  9. [Ukraść nie, ale mogą spróbować zmusić Jessie, żeby im pomogła ^^. W końcu metamorfomagia to rzadkość, a Jessie dodatkowo jest małą, strachliwą istotką nie znającą realiów, w których przyszło jej się znaleźć ;).]

    OdpowiedzUsuń
  10. [Okej ;). W sumie ewentualnie może ją znaleźc leżącą gdzieś w jakimś zaułku już po "rozmowie" z tamtymi ^^.]

    OdpowiedzUsuń
  11. [Tak się tłumaczysz, jakby moja niewinna uwaga jak zarzut zabrzmiała.
    Wątek? Jasne. W sumie po to pisałem, tyle że nie wprost, bo nie mam niestety na niego pomysłu. Właśnie to jest problem w wątkach uczeń-ktoś spoza Hogwartu, trudniej coś wymyślić, żeby nie było to naciągane. Chyba że po prostu Wordsworth po prostu wpadł tam, gdzie ona pracuje, ale to znowu banalne i nie wiadomo, co z tego wyjdzie. Poratujesz?]

    OdpowiedzUsuń
  12. [Przypadkiem, a nawet celowo. To niedługo zacznę.]

    OdpowiedzUsuń
  13. [Właśnie nie umiałam tego tak zacnie ująć jak Ty to zrobiłaś :) Chyba, że wolisz coś innego :)]

    Chris Kenway

    OdpowiedzUsuń
  14. [cześć, bentlejko. jestem pamiętliwym stworzeniem i pamiętam, że wątku mi nie zaczęłaś, smuteg. :<]

    OdpowiedzUsuń
  15. [żebym ja pomysł miała, ja interpretację wiersza o wybuchach piszę. ;-;
    bodzia. do jutra nie ma, to się tak szybko nie dowiesz. mi się podoba bardziej to, co jest teraz, ale ja podobno gustu nie mam.
    jeju, dobra, myślę... dupa, nie myślę. rozróba w Hogsmeade jest oklepana, nie? bo bym wysłała Daniela na ustawkę, czy co.]

    OdpowiedzUsuń
  16. [Zaczynam później niż sądziłem, że to zrobię, noale. Do tego jestem leniem i nie sprawdziłem, więc z góry przepraszam za jakieś błędy.]

    Czasami sytuacja wymuszała to, by opowiedzieć się po którejś ze skrajnych stron, ale zazwyczaj reprezentowanie jaskrawych cech, nawyków czy poglądów nie było najznakomitszą opcją. Najlepiej mają ci ludzie, którzy są wypośrodkowani, postawa ultra rzadko kiedy przynosi dobre skutki. W pewnym sensie Gilbert temu hołdował i sam był człowiekiem, którego czasem trudno było przypisać do jakiejś kategorii, która wyznaje to i tamto, albo do grupy stojącej w opozycji. Nie był chociażby ani dobry, ani zły, tylko zwyczajnie szary, ale to akurat cecha większości ludzi, chociaż niektórzy próbują się kreować na diabłów wcielonych, co zawsze śmieszy, kiedy okazuje się, że taki człowiek w rzeczywistości jest miłym, puchatym misiem.
    Wordsworth miał jednak tę świadomość, że był człowiekiem z tendencjami do angażowania się w jakąś sprawę całym sobą, oddawanie wszystkiego, co miał i co mógł od siebie przekazać sprawie, nawet, a może tym bardziej, jeśli idea była dla niego absolutem, czymś bardzo skrajnym. Jeśli jednak chodzi o coś o wiele bardziej przyziemnego, bo mowa tutaj o pieniądzach, Gilbert nie była przedstawicielem żadnej z dwóch postaw — ani z niego człowiek rozrzutny, ani skąpiec. Prawdopodobnie dlatego, że by móc być którymkolwiek trzeba te pieniądze mieć, a z tym u Krukona było krucho. Czasem jednak udawało mu się wysupłać jakieś oszczędności.
    Zazwyczaj, kiedy szedł do Hogsmeade, nie odwiedzał miejsc popularnych i chętnie obleganych przez uczniów. Wolał wędrować po innej części wioski. Tego dnia nie bardzo miał ochotę w ogóle tę miejscowość odwiedzać, ale musiał wysłać list poza granice kraju, więc nie bardzo mógł skorzystać z szkolnych sów. Kiedy już zrobił to, co miał zrobić i okazało się, że kosztowało to mniej niż sądził (jakaś promocja), postanowił skoczyć jeszcze na jakieś Kremowe Piwo albo coś mocniejszego. Nie wybrał jednak Trzech Mioteł, słusznie uważając, że będzie tam zbyt wielu uczniów. Wybrał knajpkę, która wydała mu się mniej popularna.
    Padało, więc Gilbert zdążył ubłocić buty. W pierwszym odruchu zaczął szurać po wycieraczce, chcąc trochę oczyścić podeszwy, dopiero po chwili wyciągnął różdżkę i użył zaklęcia oczyszczającego. Wszedł do środka, zamówił Kremowe Piwo, zajął stolik umiejscowiony przy oknie, osuszył się różdżką i zacząć raczyć się napojem, jednocześnie przeglądając książkę, którą ze sobą przyniósł. Było spokojnie, więc Gilbertowi to miejsca przypadło do gustu.
    Spokój? Niestety, tylko przez chwilę, bo niedługo po przyjściu Wordswortha, przybyli i inni klienci, którzy mieli nastawienie mniej pokojowe. Chłopak uniósł głowę znad książki i przez chwilę przyglądał się mężczyznom, którzy przyszli do knajpki. Ich zachowanie oraz słowa, które rzucali w przestrzeń, sprawiały, że krew wrzała w Gilbercie. Nie chciał jednak się wtrącać, wtrącanie nigdy nie jest dobre. Zamknął oczy i zacisnąwszy dłonie w kułak, wbił paznokcie rękę, żeby powstrzymać chęci zareagowania. W końcu przybysze nic groźnego nie zrobili. Trochę to pomogło i Wordsworth znowu zajął się czytaniem książki i powolnym sączeniem piwa, jednocześnie starając się ignorować pozostałych klientów.
    Niestety, nie udało się. Bo kiedy jeden z mężczyzn zatoczył się i wpadł na stolik Gilberta, sprawiając, że kufel przewrócił się i Kremowe Piwo zmoczyło stronice książki, Wordsworth, niewiele myśląc, wstał i po mugolsku uderzył lewym sierpowym w głowę faceta, który był sprawcą tego wydarzenia. Zbyt nerwowa, agresywna reakcja? Najprawdopodobniej, ale wytrącony z równowagi Krukon nie myślał, czy jego zachowanie jest odpowiednie.
    A powinien, bo skutki swojego durnego zachowania boleśnie odczuł po chwili. Towarzysze znokautowanego od razu zareagowali, a w starciu z kilkoma rosłymi dorosłymi nie miał większych szans.

    OdpowiedzUsuń
  17. [Mogłabym Ciebie o to prosić? W jakiś sposób odwdzięczę się :)]

    OdpowiedzUsuń
  18. [A poza tym jeszcze zdrowo i pachnąco. Gdyby Abigail kiedyś znalazła dziwny napój z zaszyfrowaną etykietką, tajemniczą książkę nie do odczytania czy cokolwiek w tym stylu, polecam Richarda w roli specjalisty.]

    prof. Dandrieu

    OdpowiedzUsuń
  19. Doskonale pamiętała swój pierwszy dzień nauki w Hogwarcie. Od razu musiała zaspać, spóźnić się na śniadanie, zgubić, a do tego wszystkiego wpaść na bandę Ślizgonów, którzy uznali za świetną rozrywkę znęcanie się nad zagubioną i przerażoną pierwszoklasistką. Naprawdę była bliska płaczu i pewnie by się rozbeczała, gdyby nie jej rycerz w złotej zbroi. A właściwie nie rycerz, tylko Abigali. I nie w zbroi, a w szkolnej szacie. Ale w sumie na jedno wychodzi.
    I tak jakoś od tamtego czasu się przyjaźniły, choć może to nieco za duże słowo. W każdym bądź razie były dobrymi znajomymi. Catherine szybko przywiązała się do starszej koleżanki, która zawsze była gotowa jej pomóc z pracą domową czy trudnym do opanowania zaklęciem, za co sama Leveson była jej naprawdę wdzięczna.
    Do tej pory właściwie utrzymywały kontakt, mimo że Abigail już dość dawno skończyła Hogwart. Za każdym razem, gdy tylko Catherine zjawiała się w Hogsmeade, wpadała chociaż na parę minut do Świńskiego Łba, aby móc wymienić parę zdań ze starszą koleżanką.
    W barze jak zwykle było zupełnie pusto. Właściwie Catherine nawet nie była tym zdziwiona. Większość uczniów wybierała raczej Trzy Miotły, a nie Świński Łeb, który uchodzi za nieco przerażający. W każdym bądź razie zawsze można było tu wpaść na kogoś, na kogo wpadać się wcale nie chciało, o czym Levenson już niejednokrotnie się przekonała.
    Zdjęła z głowy czapkę i wlazła na stołek przy barze, czekając na pojawienie się Abigali. Pewnie była na zapleczu, a Catherine nie miała zamiaru jej pospieszać. W końcu Turner pracowała, a ona miała zamiar jej w tym bezczelnie poprzeszkadzać. Ale nie za dużo i nie za bardzo. To wszystko, co miała na swoją obronę. Uśmiechnęła się wesoło na widok dziewczyny.
    - Cześć – powiedziała radośnie.

    [Jezu, ja naprawdę cię za to przepraszam, ale nie umiem wykrzesać z siebie nic lepszego ;c]

    Catherine

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie zamówił Ognistej Whisky nie dlatego, że nie mógł — już w zeszłym roku szkolnym, na początku marca skończył siedemnaście lat, a więc stał się człowiekiem dorosłym według prawa czarodziejskiego. Mugole oczywiście mieli na ten temat nieco inne zdanie, przynajmniej ci angielscy, ale przecież Ognista Whisky była trunkiem czarodziejskim, a więc swobodnie mógł ją zakupić i wypić. Wybrał jednak Kremowe Piwo. Nie wiedział co prawda, dlaczego ten napój nazywa się tak a nie inaczej. Było kremowe, jasne, ale co do określania tego "piwem" Gilbert miałby poważne zastrzeżenia. Ale dzisiaj miał ochotę na właśnie ten soczek, bo przyjemnie rozgrzewał. Ognista rzecz jasna także miała takie działanie, ale różnica między nią a Kremowym była mniej więcej taka jak między płomieniem świeczki a pożarem. (No dobrze, to lekka przesada, Wordsworth zdążył w swoim krótkim życiu spróbować już mocniejszych trunków, a co dopiero na ten temat mogli powiedzieć ci, którzy byli profesjonalnymi smakoszami.) Tego popołudnia zamierzał poczytać przy drobnym oświetleniu, bo wielki ogień mógłby spalić książkę.
    Kiedy jednak barmanka podsunęła mu szklaneczkę ognistej, przyjął ją z wdzięcznością. Wypił trunek na raz i byłby nawet poprosił o więcej, ale nie uczynił tego, bo nie był pewien, czy w kieszeni ma wystarczająco sporo monet. Był wściekły. Nie słyszał za wiele o tym barze i istotnie, był tutaj po raz pierwszy. Jeśli chodzi o knajpki w Hogsmeade, był jedynie kilka razy w Trzech Miotłach, ale nie zachodził tam za często, bo po pierwsze nie zawsze chodził z innymi uczniami do wioski, po drugie w tym lokalu zawsze było mnóstwo osób, jak na gilbertowe zwyczaje to zbyt dużo osób, po trzecie kiedy miał pieniądze, wolał zazwyczaj je wydać na coś lepszego niż drogie Kremowe Piwo czy Ognistą Whisky. Wiedział też, że jest gdzieś w pobliżu jakaś kawiarnia czy tam herbaciarnia, ale nie zachodził tam z nieco innych powodów — ponoć była dla zakochanych, a Gilbert kochał przede wszystkim idee, a z nimi trudno było wybrać się na randkę. Ale jakoś o pubie Pod Świńskim Łbem większość uczniów nie mówiła albo w ogóle nie słyszała. Cóż, to trochę mówi o renomie tego miejsca.
    W istocie, Gilbert był tutaj po raz pierwszy, ale nie wydawało mu się, żeby ta gospoda była miejscem ekskluzywnym i żeby musiał spełnić jakieś warunki, aby wejść do środka. Dlatego wkurzyło go zachowanie tych, którzy tutaj najwyraźniej przychodzili często. Przecież Wordsworth nic złego nie robił, siedział cicho w kącie i nie przeszkadzał... Już zdawał się zapomnieć, że, owszem, to ktoś wpadł na jego stolik, ale to on wyprowadził pierwszy cios. Może gdyby nie jego reakcja, bójka by się nie zaczęła.
    Obijanie mordy nie było dla Wordswortha czymś niezwykłym, brał — chociaż nie ma się czym chwalić — udział już w niejednej bijatyce. Czasem wygrywał, czasem przegrywał, w każdym razie jakieś doświadczenie miał. Tyle że wobec gromady starych zabijaków był bez szans, więc i tak miał szczęście, że wyszedł z tego cało. Mocno obity nos był najpoważniejszym uszczerbkiem na zdrowiu, a przecież to głupstwo. O siniakach, które niedługo staną się widoczne i drobnych zadrapaniach nie ma co nawet wspominać.
    Po wlaniu w siebie Ognistej, wyciągnął różdżkę i odpowiednim zaklęciem nastawił nos. Miał je opanowane do perfekcji, przydawała się często. Jednak obite miejsce nadal bolało, więc chwycił woreczek z lodem, wcześniej podziękowawszy za niego skinieniem głowy, i przyłożył do nosa. Adrenalina już zaczęła powoli opadać, więc do głosu dochodziły drobne rany i Gilbert poczuł ból.
    Trudno, bywało gorzej.
    — Pierwszy — przyznał, ponuro łypiąc na facetów, którzy już nie zajmowali się zajściem. — I być może ostatni. Nie przejmuję się i tak sprawią, że w trumnie będę wyglądał dobrze, jak to mawiają czarodzieje.

    ~ Gilbert Wordsworth

    OdpowiedzUsuń