28.10.2013

So British



Nathan Carrington
VII | Gryffindor
  • Urodzony 26 września 1959 w Salisbury
  • Półkrwi czarodziej ze strony matki
  • Różdżka 11 i pół cala, włos z głowy wili, jesion, bardzo giętka
  • Przed boginem stanął raz, w trzeciej klasie i wyczynu tego nie zamierza powtarzać
  • Patronus przybiera postać rozmytej mgiełki, którą Nathan zwykł nazywać paskudną kulą budyniu
  • Lubi: zielarstwo i eliksiry, ciasteczka dyniowe, stare książki, dźwięk skrobania piórem po pergaminie, przyrodę, swojego psa, muzykę jazzową, zapach koszonej trawy i smak kawy bez mleka.
  • Nie lubi: obrony przed czarną magią, poczucia bezsilności, dezaprobaty najbliższych, swojego starszego brata, być tym gorszym, wstawać wcześnie rano, marnować czasu i polityki.

34 komentarze:

  1. [ przywitać się przyszłam i spytać czy nie chcesz możesz wącić? bo doskwiera mi brak wątków :C Sophia naprawdę nie gryzie]
    Sophia

    OdpowiedzUsuń
  2. [dobry wieczór ;) witam kolejnego Gryfona!
    ochota na wątek, niewybredne powiązanie? skoro są w jednej klasie :D]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Oboje mamy wypunktowane karty, więc musimy mieć wątek. Taka moja logika :D]

    Ruby

    OdpowiedzUsuń
  4. [On lubi taki faaajne rzeczy. Stare książki, dźwięk skrobania po pergaminie, skoszoną trawę, ciastka, zielarstwo, eliksiry.
    Może kiedyś byli partnerami na zielarstwie, oboje lubią ten przedmiot, więc załapali wspólny język. Mogliby ćwiczyć razem patronusa, gdzieś wychodzić, wymieniać książkami i takie tam.
    Jakaś taka bez polotu jestem dziś. Jak coś masz, to wal.]

    Maggie

    OdpowiedzUsuń
  5. [ można połączyć dwójkę i trójkę :) bo ona w sumie nie ma uprzedzeń, choć wychowała się w rodzinie, która tolerancją nie grzeszy, a jej ojciec w dodatku za jej brak odsiaduje w Azkabanie. Ona jednak ma gdzieś czystość krwi. Nie jest również jakąś taką typową Ślizgonką, choć posiada pewne ich cechy, jednak przyjaźń z Gryfonem nie uważałaby za grzech. Można założyć, że posłali sobie pary razy uśmiech przez Wielką Salę, jednak do tej pory nie zamienili ze sobą słowa. A teraz ona mocno rąbnie w ziemie na treningu, a kapitan nie chcąc przerywać go, pod groźbą zmusi go do tego by dopilnował, żeby dziewczyna znalazła się w Skrzydle Szpitalnym. To byłoby pretekstem do rozmowy, do nawiązania kontaktu]
    Sophia

    OdpowiedzUsuń
  6. [ nie, ja zacznę, ale jutro już, bo za moment uciekam spać. Jutro początek będzie pewnie koło 17-19, nie wcześniej,bo klasa maturalna to zuo.]
    Sophia

    OdpowiedzUsuń
  7. [to się nazywa kreatywność ;)
    nie wiem czy mam coś lepszego, ale połączenie 1 i 3 może być ciekawe. coś burzliwego, nie do końca oczywistego. widzę to tak: jako, że znają się od pierwszej klasy i z początku się nie lubili (tak jak pisałaś), teraz coraz bardziej akceptują swoje towarzystwo i można powiedzieć, że coraz bardziej lubię. niech oboje włóczą się nocą po zamku, oczywiście przypadkiem na siebie wpadną, narobią hałasu i jakiś ktoś będzie ich gonił. bum, wpadają do pokoju wspólnego Gryfonów i pojawia się taki spontaniczny pocałunek, który z chwilą może być nieco bardziej namiętny. co dalej nie wiem, okaże się. hm?]

    OdpowiedzUsuń
  8. [Jeju, to takie piękne. <3 Jestem zachwycona!]

    Maggie

    OdpowiedzUsuń
  9. [Z przyjemnością zacznę, ale dopiero jutro ;) dziś pora spania :D]

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Potrzebuję jakiejś pozytywnej męskiej znajomości dla Mary, bo jak na razie wszystkim wokół gra na nerwach. Czy Nathan byłby zainteresowany? :3 Proponuję bycie dobrym przyjacielem albo jej obiektem westchnień, bo Mary to stworzenie szalenie kochliwe :D ]

    Mary

    OdpowiedzUsuń
  11. [Witam serdecznie. Nathan wydaje się być taki... zwykły i niezwykły zarazem :) Proponuję wątek, o ile jest chęć, sęk w tym, że nie mam żadnych pomysłów :D]

    Cleo

    OdpowiedzUsuń
  12. [Jeśli masz chęć to zacznij, bo ja mam już dwa do zaczęcia, a jeszcze tkwię na zajęciach. :D]

    Maggie

    OdpowiedzUsuń
  13. [Ona nie Chloe, a Cleo - chociaż nad pierwszym imieniem też się zastanawiałam :D Wiesz co, wydaje mi się, że możemy połączyć obie opcje. Najpierw Cleo zostaje przyłapana, wciąga w to Nathana, a następnie zostają skierowani do ogarnięcia ozdób na Halloween. Pasuje taki układ? Bo oba pomysły świetne, szkoda je zmarnować :)]

    Cleo

    OdpowiedzUsuń
  14. [Muszę odpisać jeszcze na dwa wątki, a jeszcze się za to nie zabrałam, ale wydaje mi się, że jak nie dzisiaj - to jutro, ale rozpocznę :)]

    Cleo

    OdpowiedzUsuń
  15. Niepokorna dusza, nocny marek... W pewien sposób takie cechy mogły zaliczać się do osobowości Panny Vance, choć to zdecydowanie za mało by móc ją dokładnie zdefiniować. Jako kobieta nie stawiała na swoją atrakcyjność, wygląd i aparycję, choć nie można przyczepić się do jej nienagannego wyglądu. Ot schludna dziewczyna. Nie była jedną z tych, które nieustannie musiały być w centrum zainteresowania, ale nie stroniła od ludzi, chłopców i również się nie izolowała.
    Tej nocy na niebie widniał pełny, okrągły księżyc. Pełnia. Zawsze w taką noc miała problemy ze snem, myśli tłoczyły się w jej głowie, co istotnie doprowadzało ją do desperacji. Dziś postanowiła dać upust emocjom, nieco się zmęczyć i poszukać przygód w zamku. Fakt, że nocne spacery po Hogwarcie były zabronione, sprawiał, że w jej krwi podniosła się adrenalina.
    Wymknięcie się z dormitorium Gryffonów nie było trudne, to pikuś. Więc pełna optymizmu wstała z łóżka, mechanicznie wsuwając stopy w czarne buciki. Ruchem ręki zgarnęła z krzesełka bluzę i narzuciła ją na ramiona. Zamek nocą potrafił być chłodny... A więc, po cichu zeszła z wierzy dziewcząt i udała się do wyjścia. Kiedy obraz przesunął się na ścianę, a jej oczom ukazała się dziura, wzięła głębszy oddech i czmychnęła na ruchome schody. Udała się na piąte piętro, zupełnie bez zastanowienia. Chociaż może w podświadomości chciała iść do biblioteki, a konkretniej do działu ksiąg zakazanych. To jedno z miejsc w zamku, którego nigdy nie odwiedziła, a jego tajemniczość sprawiała, że Vance za wszelką cenę chciała się tam dostać. Na szczęście miała przy sobie różdżkę.
    I będąc już na rogu, kiedy chciała szepnąć "lumos", uderzyła w coś i z hukiem odbiła się o ścianę. Teraz słyszała nie tylko swój oddech. Nie była tu sama. Gdy tylko dostrzegła w mężczyźnie swojego dawnego prześladowcę, poczuła delikatne mrowienie na karku. - Nathan... - mruknęła i zaczęła z grymasem na twarzy rozmasowywać ramię, którym uderzyła o kamienną ścianę. - Co tu robisz? - rzuciła pytaniem, zupełnie bezwiednie. I nagle do jej uszu doszedł dźwięk kroków, które najwyraźniej się do nich zbliżały. Chyba spanikowała, bo nie zamierzała dostać się do Zakazanego Lasu, za nocny spacer po zamku. - Wiej! - niby szepnęła i mocno złapała Nathana za dłoń, rzucając się w pogoń w stronę schodów.

    [jak obiecałam, zaczęłam ;)]

    OdpowiedzUsuń
  16. [ No to ja się ładnie witam i o wątek pytam XD]

    Irina

    OdpowiedzUsuń
  17. Maggie nie weszła dobrze w ten rok szkolny. Nie, nie o naukę chodziło. Nie była wybitna, bo nigdy się specjalnie nie wychylała, zdając spokojnie z klasy do klasy i tajniki wiedzy zgłębiając tylko dla własnej satysfakcji. Ale nie miała problemów z nauką. Ani wcześniej, ani teraz i nie zanosiło się na to, by miała zacząć mieć. Jednak miała problemy, głównie ze sobą, na każdej innej płaszczyźnie. Szczególnie na tej uczuciowej, emocjonalnej. Ostatnio stwierdziła, że jest po prostu emocjonalnie upośledzona. Bo na to wszystko innego wytłumaczenia nie było.
    Zbyt wiele myślała o rzeczach, na które nie miała wpływu, uciekając jednocześnie od spraw, które mogła polepszyć, ale się bała. Pozwoliła więc, by sprawy toczyły się własnym rytmem i tak się w tym wszystkim zapętliła, że było już za późno.
    Miała wrażenie, że próbuje zrazić do siebie każdego, na kim choć trochę jej kiedykolwiek zależało. Póki co - osiągała na tym polu same sukcesy.
    Lubiła wieżę astronomiczną. Kiedy się na niej znajdowała, miała wrażenie, że wszystko jest dalej nie tylko fizycznie. Problemy wydawały się odległe, wszelkie troski i wątpliwości. Siedząc tam, potrafiła się zdystansować. Niewiele z tego wychodziło, ale mogła się uspokoić choć na chwilę. Odetchnąć pełną piersią.
    Nie spodziewała się, że spotka tam kogokolwiek, a ogromu swojego zdziwienia na widok Nathana nie mogłaby opisać. Nie wyskoczyła jednak z błyskotliwym co tu robisz?, choć miała na to ochotę, tylko podeszła i opadła tuż obok niego, podciągając nogi pod brodę. Poklepała go czule po kolanie.
    - Cześć przystojniaku. - przywitała się, posyłając mu swój firmowy uśmiech. - Stylizujesz włosy? - zapytała, spoglądając jakby od niechcenia na jego targane przez wiatr włosy. Oparła głowę o jego ramię, wzdychając teatralnie.

    Maggie

    OdpowiedzUsuń
  18. [ kopnij mnie w dupę, bo się nie mogę za pisanie zabrać]
    Sophia

    OdpowiedzUsuń
  19. [Genialnie! Taki układ bardzo mi pasuje i jeśli masz ochotę, mogę zacząć jakiś wątek :) ]

    Mary

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Zniknęła mi Twoja karta, więc jakby co, piszę tutaj. Tak, poproszę o wąteczek! :)]

      Nathan

      Usuń
  20. [Chęć oczywiście zawsze jest. Z pomysłami jednak gorzej, bo ciepię na zapalenie zatok i pulsujący ból głowy nie pozwala mi porządnie wysilić mózgu.]

    Dorcas

    OdpowiedzUsuń
  21. Maggie z chęcią wtuliła się w jego ramię, przymykając oczy i na chwilę zapominając o bożym świecie. I Bóg jej świadkiem, że kilka dni temu niemal modliła się, by trochę zmądrzeć. By nie zdziczeć zupełnie, nie zrazić do siebie wszystkich, bo momentami sama miała siebie dość. Z boku nic nie było po niej widać, przynajmniej nic szczególnego. Nie stroniła od ludzi, wciąż z nimi rozmawiała, była uśmiechnięta i skora do pomocy, jednak każdy, kto znał ją trochę lepiej, z czasem zaczynał się męczyć. Stała się nieprzystępna, momentami wręcz nieprzyjemna.
    A Nathana przecież nie chciała stracić. Był chyba ostatnią osobą, z którą mogła tak posiedzieć, przytulić się. Miała wyrzuty sumienia, bo i wobec niego nie zachowywała się ostatnio do końca w porządku. Kiedyś spędzali ze sobą dużo więcej czasu, a teraz... Widziała, że i on bywa jakiś przygnębiony, mimo to długo zdawała się go unikać.
    Wciąż powtarzała swoje błędy, przez które bliskie jej osoby oddalały się od niej. Nie mogła uwierzyć, że on jest tak samo serdeczny jak zawsze.
    - Tak, dokładnie wszystko. - mruknęła cicho, podnosząc na niego oczy i wzdychając cicho. Oparła głowę o ścianę tuż przy jego głową i przez chwilę obserwowała profil jego twarzy w milczeniu. - Czasami mam wrażenie, że jestem upośledzona. - dodała po chwili, marszcząc nos w niezadowoleniu.
    Uśmiechnęła się jednak czule i pogłaskała go po policzku. Naprawdę, czasami za to, jaki był, miała ochotę całować go po stopach. Nie dosłownie, oczywiście, ale w jej mniemaniu, niemal należał mu się tytuł świętego. Szkoda tylko, że nie potrafiła mu tego powiedzieć.

    Maggie

    OdpowiedzUsuń
  22. [ no ok, mój pomysł jest taki: kiedyś sie przyjaźnili, byli ze sobą blisko i wogóle. Kednka nie wiem w trzeciej klasie na forum szkoły wyszedł jakiś sekret Iriny, o którym wiedział tylko chlopak, i wyszło na to, ze to on to powiedział. No wiec stracili ze sobą kontakt, a raczej dziewczyna go zerwała i do tego czasu kłócą sie na każdym kroku, cały czas nawiązując do wydarzenia z przed kilku lat. Ona cały czas jest na niego zła ze niby to zrobił, a on upiera sie ze jest czysty. I teraz zwać glpwana watku- mogą sie tak poklocic, ze dostaną razem szlaban, w którym będą musieli chodzić do zakazanego lasu po coś. Na początku będą się nadal kłócić i skakać sobie do gardeł a później z czasem, albo przez jakąś spintaniczna akcje ich stosunki sie ocieplą ale jeszcze nie będą dobre, bo nadal zostanie sprawa tej ploty itp. i co ty na to?]

    Irina

    OdpowiedzUsuń
  23. Jeśli Nathan zostaw stworzony po pozostałych rezerwach po własnym bracie, nie dało się ukryć, że Bóg poświęcił na tych dwóch ogromne zasoby. Cóż... Chłopak był szalenie przystojny, jak oczywiście uważało większość dziewcząt z Hogwartu. Emmeline była zbyt dumna by przyznać się do tego, że ktoś taki jak Nathan mógłby się jej podobać, nawet z wyglądu. To przewrotna dziewczyna, rzadko przewidywalna. Potrafi być wybuchowa jak wulkan lub spokojna jak tafla wody. Takie popadanie ze skrajności w skrajność... Bywa męczące.
    Bóg obdarował go także inteligencją, którą udowodnił Pannie Vance chociażby przy robieniu psikusów, żarcików i innych takich. Hm, zdecydowanie wiele razy się jej naraził, ale nie należy zapominać, że i ona jest mściwa. Oko za oko, itd.
    Nie mogła ukryć sama przed sobą, że ich dzisiejsze spotkanie nieco pokrzyżowało jej plany. W końcu pierwszy raz zdecydowała się na potajemne wejście do działu Ksiąg Zakazanych. Ale jak to mawiają, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
    Pogoń, w którą oboje rzucili się bez zastanowienia nie trwała długo, tak jej się wydawało. Jednak przyśpieszone oddechy, które mieszały się pod wpływem ich bliskości, świadczyły o czymś innym. To był moment, w którym jeszcze czuła się bezpieczniej, czuła jego uścisk. Chyba nieco się zawstydziła, bo poczuła, że płonie rumieńcem. I teraz już ciemność jej nie przeszkadzała, była za nią wdzięczna.
    Jej serce na moment uspokoiła swe kołatanie. No właśnie, na moment. Bo zaraz zorientowali się, że to nie koniec ucieczki. I ten szept... Tak sprzeczne uczucia jakie w sobie skrywała miotały się w niej. Noc pełna wrażeń. Z jednej strony nie lubiła towarzystwa Nathana, a z drugiej... Ten szept, który sprawił, że poczuła miękkość w kolanach.
    Na szczęście znów chwycił ją za rękę i pociągnął za sobą, co oznaczało kolejne tarapaty. Bądź powrót do dormitoriów. Poznała drogę, którą ją prowadził... Już niedaleko. A światło za ich plecami z czasem było coraz mniej widoczne, aż zgasło. Nie zdążyła się zorientować kiedy oboje wpadli do pokoju wspólnego Gryffonów. Pomieszczenie oświetlone było jedynie przez tlący się ogień w kominku. Nie odmówiła sobie tej przyjemności i zerknęła na ich splątane dłonie. Odruchowo mocniej zacisnęła swoje palce, a przy tym zagryzła lekko dolną wargę. Emocje kłębiły się w całym jej ciele. Takie niewinne, a zarazem podsycające wydarzenie... Panno Vance, czy Panienka znów się rumieni?
    - To Twoja wina. - mruknęła w końcu z cichym grymasem. Być może nie były to słowa adekwatne do sytuacji, ale tak właśnie było. - Gdybyś we mnie nie wpadł nie musielibyśmy gonić przez połowę zamku. - dodała nieco mniej sfrustrowanym tonem głosu, choć może był nieco obrażony. Mimo wszystko dalej ściskała jego dłoń, a ich bliskość w niczym jej nie przeszkadzała.

    OdpowiedzUsuń
  24. Racja. Gdyby ktoś taki jak Nathan wiedział, że ma powodzenie u kobiet, mógłby to niecnie wykorzystać. A tak to był nieco mniej.. Groźny? Chyba można było tak to ująć.
    Teraz już nie myślała, nie chciała pamiętać kto zawinił i kto ma racje. Najprawdopodobniej zrządzenie losu, ktoś chciał by tak się stało.
    Błyskotliwy, zabawny, nieco złośliwy... I nieco bezczelny. Tak. I nie bała się użyć tego określenia względem niego. I pewnie powiedziałaby mu to prosto w twarz, gdyby nie ta niecodzienna sytuacja. Dwoje ludzi, którzy jeszcze do niedawna prawili względem siebie różne uszczypliwości, teraz stali twarzą w twarz i swobodnie ze sobą rozmawiali. Co więcej łączył ich jakiś dotyk, miły i delikatny.
    No prawie twarzą w twarz, bo należy nadmienić, że Emmeline nie wyrosła jak trzeba. Była dość niską i szczupłą osóbką. Teraz, w świetle tlącego się ognia wyglądała niewinnie. Spojrzenie ciemnych tęczówek zatopiła w jego oczach. Co w nich widziała? Szczerość i wesołe ogniki w nich tańczące. Czując przesuwające się kciuk po swojej skórze, napełniła płuca powietrzem i na chwilę zamarła. Chyba przekraczał granicę, na które nikt od dawna sobie nie pozwalał. Choć może nigdy sobie nie pozawalał.
    - Jesteś złośliwy, bezczelny i czasem arogancki, ale nie bez serca. - recytując jej usta wyginały się w coraz to szerszym uśmiechu. Weselszym. Przez chwilę nawet chciała odejść, zostawić go tu samego, bądź chociaż przejść się bez celu po pomieszczeniu, ale coś jej nie pozwalało. Ugrzęzła w miejscu, niemal skostniała.
    - A nawet jeśli, spędziłabym z nim uroczy wieczór w Zakazanym Lesie. - uniosła brwi ku górze, mówiąc z nutką tajemniczości w głosie. Już sama nie wiedziała czy odległość między nimi z chwili na chwilę się zmniejszała, czy to tylko jej wyobraźnia.

    Emmeline

    OdpowiedzUsuń
  25. To wcale nie boli tak bardzo. Nie można porównać tego do bólu, który pojawia się przy złamanym sercu, czy wtedy, gdy dopada Cię chandra. To wcale nie boli tak bardzo, jak wtedy, gdy po raz ostatni widziała swojego ojca. Oni nie mieli prawa żyć, oni byli brudni, niewarci, słyszysz mnie Sophia?! Ja zrobiłem coś dobrego, ja nas uratowałem, to tylko kilka szlam, kilka nic nie wartych szlam...To nie boli tak bardzo jak wtedy gdy matka ją uderzyła. Nie waż się więcej odzywać do mnie w ten sposób, nie waż się więcej obrażać swojego ojca w mojej obecności! Nie rozumiesz, on to zrobił dla nas!To wcale...
    Otwiera oczy, a jęk ciśnie jej się na popękane od wiatru usta. Pulsujący ból z tyłu głowy i rozrywający rękę niczym sztylet, przecinający skórę, mięśnie, docierający do kości. Szum wiatru w uszach i czyjeś nawoływanie, czyjś głos, którego przez moment nie rozpoznaje. A potem jej wzrok pada na kapitana pochylającego się nad nią, kapitana, czerwonego ze złości, a także wyraźnie zmartwionego, mówiącego coś o jej głupocie i o tym, że swoją lekkomyślnością może przekreślić ich szanse w kolejnym meczu. Krótką chwilę wpatruje się w niego i następnie wzrok wędruje gdzieś poza niego, a ból, potwór, który przejął stery nad jej ciałem, znowu dochodzi do głosu. Wreszcie odchrząkuje cicho, podczas gdy jeden z pałkarzy już się oddalił Przyprowadź kogoś, trzeba ją zabrać do Skrzydła i próbuje się podnieść. Pytanie o to co się właściwie stało, próbuje wydostać się szczeliną powstałą między wargami, jednak poza cichym westchnieniem, jęknięciem, nie ulatnia się nic. Ktoś pomaga jej usiąść, ktoś odgarnia jej włosy z oczu i mruczy coś na widok tego, co znajduje się poza zasięgiem jej wzroku.
    Rozgląda się i nawet chce wstać, jednak potwór znowu się budzi, zaciska swoje pazury wokół jej ręki, chwyta zbyt mocno, sprawiając, że przez moment w jej oczach lśnią łzy.
    - Nie wstawaj, zaraz pójdziesz do skrzydła.- kiwa głową, choć ruch ten wiąże się z grymasem pojawiającym się na jej ustach.- Dostałaś tłuczkiem w ramię i spadłaś z miotły. Mocno grzmotnęłaś, ale chyba będziesz żyć. - na słowa te ma ochotę się zaśmiać, jedna ból, który rozsadza ją od wewnątrz, hamuje ów dźwięk, a także powstrzymuje kąciki ust przed wykrzywieniem się w uśmiechu.
    - Przecież nic mi nie jest, mogę dalej grać. - mruczy wreszcie pod nosem i zaraz potem milknie, czując na sobie surowy wzrok kapitana, wciąż będącego tuż obok. A potem ktoś wchodzi na stadion, ktoś kogoś prowadzi, rosły, potężnie zbudowany pałkarz, zza którego wystaje wątła sylwetka Gryfona, którego dziewczę kojarzy dopiero po dłuższym przyglądaniu się wyjątkowo znajomej twarzy. I znowu ma ochotę się uśmiechnąć, posłać mu jeden z tych delikatnych i ciepłych "grymasów" jak niemal zawsze czyni na jego widok, z powodu jakiejś dziwnej, niezrozumiałej i dla niej sympatii, choć do tej pory jeszcze ze sobą nawet nie rozmawiali. Ktoś pomaga jej wstać, chwieje się lekko na nogach, lecz wreszcie stawia jeden krok, drugi, piąty, wreszcie zrównując się z wychowankiem domu Lwa. - Nie trzeba, sama dojdę.- rzuca cicho pod nosem, niepewnie patrząc mu w oczy, a potem na drżących nogach kieruje się w stronę błoni, słysząc jak reszta drużyny znowu wzbija się do góry.

    Sophia

    OdpowiedzUsuń
  26. [Jessie jest istnym ewenementem w Hogwarcie (i kalką mojej ulubionej postaci, którą kiedyś gdzieś prowadziłam) xD.
    Co do wątku, bardzo chętnie ;). Zwłaszcza, jeśli znaleźliby się gdzieś i tym samym wpakowali w kłopoty. Z wielką chęcią wpakuję Jessie w kłopoty, kocham krwawe wątki i lubię, kiedy postaciom się obrywa. Może w takim razie coś w Hogsmeade? Tam prędzej mogliby spotkać jakieś nieciekawe towarzystwo i wpaść w tarapaty. Zwłaszcza, że Jessie jest nowa i kompletnie nie zna brytyjskich realiów, bo w Ameryce, gdzie mieszkała, nie ma Voldzia ani jego zwolenników, i ona nic o tym nie wie.
    Jessie.]

    OdpowiedzUsuń
  27. Czy można było powiedzieć, że Emmeline była niegroźna? Czy kobietom w ogóle można zaufać? Otóż Vance miałą na to swoje teorie. I choć spod pozornie niewinnej dziewczyny, niekiedy mógł wyłonić się demon. Bo każdy ma swoje demony, a ona nie była wcieleniem dobra. Posiadała swoje mankamenty, o których istnieniu dobrze wiedziała. Lecz ona na tyle się w niej zadomowiły, że nie potrafiła się ich wyzbyć. W końcu wtedy nie byłaby już sobą. To nie byłaby Panna Vance.
    Fascynacja? Tak właśnie jej się wydawało. Uczucie to przepełniało ją i zmuszało do kolejnych ruchów. Zwykła ciekawość i pożądanie zawładnęło jej umysłem. I nawet jeśli cichy głos w jej głowie podpowiadał, że powinna uciekać, że to zły moment i nieodpowiedni mężczyzna, skutecznie go w sobie zagłuszała.
    Tak niespodziewanie zamknęła swe powieki, a głowę lekko opuściła, by móc swobodnie spojrzeć na jego tors. Rozluźniła także uścisk dłoni, a po chwili poczuła chłodne powietrze, które opatulało jej skórę. I już nie byli w bezpośrednim kontakcie, została tylko bliskość jego ciała. Co teraz zrobi Emm? Czy posłucha głosu swojego sumienia.
    Stała chwilę w bezruchu. Wydawać się mogło, że zaniechała oddechu, ale po chwili... Po chwili jej chłodne dłonie ułożyły się na jego torsie, powoli zaciskając materiał jego koszulki między swoimi palcami. Jednocześnie stanęła na palcach, przysuwając się do jego twarzy. Byli na tyle blisko, by ich oddechy mogły się ze sobą mieszać, by mogli oddychać dla siebie.
    - Kiedyś tak właśnie myślałam. - wyszeptała niemal do jego ust, nosem trącając jego policzek. Nigdy nie była tak blisko Nathana, nigdy tak intensywnie nie słyszała bicia swego serca i nigdy jej krew nie była tak gorąca. Czuła jak spala ją ogromny rumieniec, ale zaprzestać tego nie chciała.

    OdpowiedzUsuń
  28. Powinna teraz siedzieć na transmutacji i słuchać nudnych uwag na temat tego, że jej ławka miała przypominać elegancki stół, a nie kilka desek. Nie radziła sobie z tym przedmiotem, może dlatego początkowo nie miała wyrzutów, kiedy czmychnęła właściwie sprzed nosa profesorowi, szybko odnajdując drogę na wyższe piętra. Wspinając się po schodach, po jakimś czasie z trudem łapała oddech, coraz wolniej stawiając stopy na kamiennych stopniach. Mimo wszystko była zadowolona, pierwszy raz uciekła z lekcji, nawet nie zastanawiając się nad konsekwencjami.
    Chociaż nie radziła sobie z transmutacją, to starała się być pilną uczennicą. Uczęszczała na zajęcia, odrabiała zadawane im prace, czytała dodatkowe lektury i męczyła znajomych, aby tylko mogli jej w tym pomóc. Każdy rok kończyła z w miarę dobrymi stopniami, wywołując dumę u matki i krzywe uśmiechy u ojca. Nie wiedziała jednak, co podkusiło ją do tego, aby zrobić sobie wolne. Kiedy większość uczniów siedziała w salach lekcyjnych, istniało większe prawdopodobieństwo, że zostanie złapana.
    Przemierzała kolejne korytarze, nasłuchując, czając się i czerpiąc z tego niezwykłą przyjemność. W końcu zdecydowała się odpocząć, prostym zaklęciem otworzyła zamek nieużywanego pomieszczenia, do którego wślizgnęła się ostrożnie i od razu kichnęła od nadmiaru zgromadzonego w środku kurzu. Psiknęła jeszcze kilka razy, ocierając nos rękawem szaty i ruszyła przed siebie, palcami sunąc po zakurzonych blatach starych, nieco spróchniałych ławek. Próbowała wyobrazić sobie, co działo się tutaj te kilka, kilkanaście lat temu.
    Nie miała pojęcia, ile czasu spędziła chodząc między stolikami, machając różdżką i podśpiewując pod nosem mugolskie piosenki. Wychodząc, zamknęła drzwi, sprawdziła czy aby zamek zatrzasnął się porządnie i odwróciła się na pięcie, słysząc czyjeś chrząknięcie. Lekcje chyba dobiegły końca, bo gdzieniegdzie ktoś przechodził po korytarzu, a przed nią stał jeden z surowszych nauczycieli.
    - Co tu panna robi, panno Davies? – spytał, podpierając się rękami o boki, a Cleo uśmiechnęła się niepewnie do mężczyzny, rozglądając się nerwowo po korytarzu. Liczył się tutaj czas reakcji, dlatego złapała za rękaw przechodzącego obok Gryfona.
    - Czekałam na ciebie. Znowu mnie wystawiłeś! – fuknęła, tupiąc stopą. Starała się udawać złą albo chociaż obrażoną, ale tak naprawdę miała ochotę się śmiać.

    Cleo

    OdpowiedzUsuń
  29. [Dzień dobry! Od razu na wątek zapraszam, bo zapewniam, że się bez niego nie obejdzie ;) Jakieś pomysły? ]

    OdpowiedzUsuń
  30. [ To co z tym zaczęciem?]

    Irina

    OdpowiedzUsuń
  31. Może i każdy marzył o zmądrzeniu, ale Maggie miała wrażenie, że inni radzili sobie z tym dużo lepiej od niej. Przynajmniej ta głupota nie odbijała się aż tak bardzo na ich życiu. Często obserwowała beztroskich, szczęśliwych ludzi i zastanawiała się, co i oni skrywają przed światem. Lub jak przezwyciężyli swoją ewentualną głupotę. Bo ona nie potrafiła. Choć chciała ze wszystkich sił, to nie potrafiła. Wciąż sprawiała przykrość ludziom, na których jej zależało i choć raniła tym samą siebie, to czasami przychodziły takie momenty, kiedy po prostu nie potrafiła inaczej.
    Przy Nathanie czuła się rozumiana. Nie musiała o niczym mówić, on i tak wiedział. Zachowywała się ostatnio okropnie, ale on nie pytał, nie odwracał się od niej, wciąż był tak samo miłym, czułym chłopakiem. Był jej ostoją i gdyby nie on, chyba całkowicie by się w tym wszystkim pogrążyła. Dawał jej jednak nadzieję, że może być lepiej, a ona nie zachowuje się jak największy drań na ziemi., co usilnie starał się jej wmówić były chłopak.
    - Ale ja chyba nie potrafię się na nich uczyć, w tym cały problem. - Westchnęła ciężko, niechętnie odrywając się od jego ramienia, ale chciała spojrzeć mu w oczy. Wiedziała, co robiła źle. Wiedziała, czym raniła innych. Doskonale zdawała sobie sprawę z własnych błędów, z tego, co robiła źle i kiedy zachowywała się tak, jak nie powinna. Ale to wciąż się powtarzało, nie wyciągała więc z tego żadnych wniosków.
    - Biadolenie. Nie słuchaj mnie. - Pokręciła głową, uśmiechając się do niego czule i roztrzepała mu, i tak roztrzepane, włosy. - Ty powiedz co cię gnębi. - Przysunęła się do niego bliżej, patrząc mu w oczy, jakby tak chciała dostrzec całą prawdę.

    Maggie

    OdpowiedzUsuń