31.10.2013

Mała Jessie.


Jessica 'Jessie' Wells
> 31 sierpnia 1961, Nowy Jork
> Czystej krwi, choć nikt w Hogwarcie w to nie wierzy z racji jej promugolskości.
> Gryffindor, V rok
> Nowa uczennica Hogwartu (matka Brytyjka naciskała, by córka chodziła do prawdziwej szkoły magii. Zaginęła jednak krótko po tym, jak wysłała córkę do nowej szkoły; Jessie obecnie nie ma z nią żadnego kontaktu, co coraz bardziej ją frustruje).
> Metamorfomag
> Nie potrafi wyczarować patronusa.
> Mała, kieszonkowych rozmiarów piętnastolatka o zielonych oczach i włosach często zmieniających kolor. Najbardziej lubi czerwone. Ubiera się po mugolsku, szaty szkolne zakłada na siebie nadzwyczaj niechętnie.
> Posiada raczej znikome pojęcie o stosowności i dość specyficzne spojrzenie na świat. 
> Artystyczna dusza. Kocha rysować, wszędzie nosi ze sobą szkicownik. Często zabawia się, przerabiając elementy wystroju Hogwartu. 
> Zafascynowana kulturą mugoli, wśród których żyła. W Hogwarcie najbardziej brakuje jej mugolskiego Nowego Jorku, nowoczesności i wygód cywilizowanego świata.
> Nie lubi Hogwartu, nie zna realiów. O wojnie czarodziejów nigdy nie słyszała - do Ameryki to nie dotarło. Skończona ignorantka.
> Po skończeniu siedemnastu lat zamierza opuścić Hogwart i wrócić do NY. 



______________________________________________

Chyba po raz pierwszy mam tak krótką kartę, ale to dobrze, wreszcie blog, na którym nie trzeba snuć kilometrowych wywodów.
Tak, to znowu ja. Znamy się już. Wciąż klepię praktycznie te same postacie (w końcu po co w kółko tworzyć nowe, których się nie lubi, jak można odświeżać stare, sprawdzone?). Wątkom mówię tak, choć od razu uprzedzam, że bywam wybredna i łatwo ulegam znudzeniu. Lubię, kiedy się dużo dzieje. Szczególnie mile widziane wątki mroczne (w końcu to 1976 rok, co nie?), tak, jestem dość popapraną autorką. Obyczajów raczej nie chcę. Lubię też negatywne relacje między postaciami, neutralne mnie nudzą, pozytywne zwykle też.
Odpisuję, kiedy mam chwilkę.
Fotka z DA.



45 komentarzy:

  1. [A to ciekawostka przyrodnicza z tej dziewczyny. Witam serdecznie! Nie wiem czy można coś wartkiego zakręcić z Nathanem, ale byłoby przyjemnie gdyby wpakowali się w miejsce, gdzie nie powinno ich być. Nathan bardzo chce znaleźć sposób na przynajmniej częściowe włączenie w świat magii swojej młodszej siostry, która jest charłakiem. Możliwe, że przez to wpakował się w jakieś nie do końca czyste ekscesy. Może mógł jakoś pociągnąć za sobą Jessie?]

    Nathan

    OdpowiedzUsuń
  2. [Tak, to ja byłam, jeśli mówisz o hogwart-wolf.
    Dziękuję za powitanie ^^ ]

    Gabryś

    OdpowiedzUsuń
  3. [No, Gabryś już przywykł do tego, że jest inaczej, ale może pomagać Jessie się dostosować. Bo on taki pomocny jest! No i przy okazji będzie ją wypytywał o Amerykę. Co ty na to?]

    Gabryś

    OdpowiedzUsuń
  4. [Wiesz, zawsze można dorobić jakiś wącisz z akcją. Wpakowanie się w coś nie jest trudne, w końcu Polak Potrafi :) Mogę zacząć. Wolisz dłuższe czy średnie wątki?]

    Gabryś

    OdpowiedzUsuń
  5. Gabriel szedł korytarzami Hogwartu kierując się do dormitorium Puchonów z nosem w książce. Pierwszy raz czytał Tolkiena w oryginale i był urzeczony. Nie mógł się oderwać od lektury, która pochłaniał w zastraszającym tempie. Jadł śniadanie, czytając; podczas lekcji ukradkiem przewracał kolejne strony, nie mogąc oderwać oczy od zdań, nawet do łazienki chodził z książką i czytał w wannie. Choć sam żył w dziwnym miejscu, zupełnie magicznym i pełnym tajemnic, urzekał go cały świat stworzony przez tego autora. Dla niego w tym szeleście kartek mieszkało więcej ciekawych istot niż w jego życiu. Tam nie było nie wolno ci, nie możesz, jesteś niepełnoletnim czarodziejem, możemy cię kontrolować. Tam toczyła się prawdziwa walka, a nie ta żenada tutaj, czyli jak bronić się przed zagrożeniem, którego nie ma. Miał wrażenie, że po powrocie do Polski te umiejętności nic mu nie dadzą. Przecież nie będzie mógł ułatwiać sobie życia codziennego czarami przez wścibskie sąsiadki. Od razu zostałaby nasłana na niego milicja i jak by się wytłumaczył z posiadania w domu podręcznika do magii lub sowy (on nie posiadał, bał się ptaków, ale jego matka trzymała sowę pocztową, żeby mu odpisywać na listy). Wrzuciłby go do więzienia i już by z niego nie wyszedł, chyba że nogami do przodu.
    Już miał skręcić intuicyjnie w inny korytarz, gdy coś przykuło jego uwagę. A właściwie mnóstwo cosi. Znany mu doskonale korytarz na drugim piętrze został niedorzecznie przystrojony, wszystko zostało poprzestawiane, udekorowane i zmienione. Gabriel dostał mentliku w głowie, widząc dziewczynę w szatach z emblematem Gryffindoru, która najprawdopodobniej uczyniła cały ten bajzel. Chłopak był o tyle przerażony, że jeśli ktoś go tutaj przyłapie, zwłaszcza Flitch, będą mieli przejebane.
    - Hej, Lwico – zawołał, truchtając do rudowłosej dziewczyny. Gdy się przybliżył, zauważył, że to ta co przeniosła się z Nowego Świata, Ameryki. Wielu Polaków próbowało dostać się do Stanów, a Gabryś zastanawiał się często jak tam jest. Kraj, którego wojna prawie w ogóle nie doświadczyła, gdzie nie ma milicji i ZSRR. Raj.

    Gabriel Stróżyński

    [Mam nadzieję, że może być...]

    OdpowiedzUsuń
  6. Zamknął książkę i włożył ją do skórzanej torby, która wisiała na jego ramieniu. Wydał na nią mnóstwo pieniędzy, ale było warto ponieważ służyła mu już czwarty rok i w ogóle nie była zniszczona. W przeciwieństwie do jego garderoby prywatnej czy szat.
    - Chyba nie powinnaś tego robić – powiedział uprzejmie, uśmiechając się lekko. Na twarzy miał lekki zarost, krótki, ale gęsty. Najwyraźniej był zbyt leniwy, żeby się golić. Taka była prawda, robił to gdy ktoś go upomniał albo swędziało go za bardzo.
    Dla niego Hogwart był czymś dziwnym, co tylko przeszkadza mu w życiu. Będzie nikim, gdy skończy edukację, bo nie będzie miał żadnego zawodu. Chciał zostać elektrykiem, ale niestety, przysłali ten cholerny list. Nie był tu za szczęśliwy, przynajmniej na początku. Teraz już się przyzwyczaił, znalazł przyjaciół, aczkolwiek brakowało mu Polski, jego ojczyzny. Nie wiązał swojej przyszłości z magią, ale nie miał wyjścia. Zdecydowanie bardziej wolał pójść do pracy i pomagać matce, która ledwie wiązała koniec z końcem odkąd zamknęli ojca.
    - Nie, żeby coś ale… - zawahał się. Czasem zawieszał się i nie mógł przypomnieć sobie żadnego słowa w języku angielskim – możesz mieć problemy przez to.
    Jakby na zawołanie na końcu korytarza zobaczył panią Norris, kotkę Filcha. Ta miauknęła i zniknęła gdzieś.
    - Kurwa! – przeklął po polsku Gabriel, schwycił dziewczynę za rękę i ciągnął schodami w dół, byle jak najszybciej oddalić się od miejsca przestępstwa. Oczywiście szybciej by uciekał sam, ale jego dobre serce Puchona nie pozwalało mu zostawić dziewczyny na pastwę losu woźnego. Poza tym chciał ją wypytać o… wszystko!
    Ciągnął ją w stronę Pokoju Życzeń, słysząc za sobą przeklinanie woźnego, który groził, że ich złapie. Jeśli tam zdążą się znaleźć, będą bezpieczni!

    Gabriel

    OdpowiedzUsuń
  7. Choć potknął się i poczuł, jak podeszwa jego trampka odrywa się jeszcze bardziej, nie zwolnił tępa. Przystanął przy pewnym gobelinie i przeszedł trzy razy obok niego, spełniający wymaganą formułkę. Na ścianie pojawiły się drzwi, których wcześniej tutaj nie było. Gabriel znów pociągnął dziewczynę i zatrzasnął drzwi. Zrobił to w idealnym momencie, ponieważ zaraz potem w korytarzu pojawił się Filtch.
    Puścił dziewczynę i rozejrzał się, chcąc zobaczyć co tym razem wymyślił pokój. Pomieszczenie przypominało bibliotekę, z dużą ilością głębokich foteli. Oprócz tego znajdowało się tutaj kilka sztalug, pianino oraz półka wypełniona przyborami do rysowania i malowania.
    - Hej, jestem Gabriel – rzeczywiście jego akcent nie był ani bulgoczącym brytyjskim, ani typowym hamerykańskim. Mówił właściwie bez akcentu, tak szkolnie. Po jego rysach twarzy można było stwierdzić, że na pewno nie jest Brytyjczykiem. Chłopak nie zamierzał jej tłumaczyć gdzie leży Polska. Z tego co słyszał, ludzie zza oceanu myśleli, że to jakiś region w Rosji, albo co gorsza, nie mieli pojęcia o jakim miejscu mowa. Chłopaka strasznie to bolało. Było to gorsze niż pałowanie przez milicję. W zeszłym roku, podczas wakacji, nabył od tych skurwysynów bliznę na żebrach.
    - A to jest Pokój Życzeń – opadł na jeden z foteli, ten najbliższy. Nie spodziewał się żadnego dziękuję, czy coś – Przeczekamy, aż woźny znajdzie innego kozła ofiarnego.
    Chłopak pomagał innym, bo sam był w nieszczególnej sytuacji. Nie mógł się z nikim dogadać, bo angielski leżał u niego i kwiczał. Umiał rosyjski, szprechał trochę po niemiecku ale nic więcej. Teraz mówił płynnie, aczkolwiek czuć było, że jest to dla niego jak za mały garnitur.
    Hufflepuff, bo do tego domu należał, był miejscem, gdzie mieszkali najbardziej pomocni ludzie pod słońcem. Chłopak przepuszczał, że otrzymał taki przydział ze względu na pomoc matce, mimo bycia zaledwie dzieckiem.

    Gabriel

    OdpowiedzUsuń
  8. Pokój Życzeń miał tę właściwość, że stawał się i urządzał tak, jak chciała osoba prosząca. Dostosowywał się do krótkiej prośby, rozkazu wydawanego w myślach. Gabriel powiedział: „Miłe miejsce dla nas obojga” i stało się tak.
    - Jessie – powtórzył za nią, jakby smakując to imię. W jego ustach brzmiało ono inaczej, trochę śmiesznie, jakby nie do końca umiał je wymówić. Podrapał się po zarośniętym podbródku i już miał wyciągnąć z powrotem książkę, gdy usłyszał jej pytanie. Ugh, dobra. Wyzwanie podjęte.
    - Polska. Na kontynencie, między Niemcami, a Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich. Tak, tam coś jest – posłał jej dziwny uśmiech, który mówił jasno, że tłumaczy każdemu, bo mało kto wie, gdzie to jest. Ludzie… eh. Gdy zadała pytanie o miejscu, w którym się znajdowali, aż się zadziwił. To było najciekawsze miejsce w Hogwarcie, przynajmniej dla niego. Zawsze miał tam spokój i mógł czytać na głos, wyobrażając sobie, że czyta matce. Gdy przyjeżdżał na wakacje do domu często tak robił wieczorami.
    - Jeśli powiesz, że chcesz garderobę z wiktoriańskimi strojami, to dostaniesz, jeśli zechcesz basen, również. Wystarczy, że trzy razy przejdziesz się w kółko przed tamtym gobelinem z myślą o tym, czego potrzebujesz.
    Uznał to wyjaśnienie za wystarczające, więc zaczął się jej przyglądać bez zażenowania. Wyglądała na taką wyzwoloną i miała fajną mysz na koszulce. I, o borze liściasty! Conversy! Zawsze marzył o takich butach, tak samo jak o bilecie na koncert Queenu. Niestety nie było go na nic z tego stać, bo wszystkie zarobione pieniądze oddawał matce.

    Gabriel

    OdpowiedzUsuń
  9. [Mru. :3 Chęć jest, ale żeby coś wymyślić, to już gorzej. :< Zwłaszcza, że ma być pogięte.]

    Rafael

    OdpowiedzUsuń
  10. Wyciągnął z torby książkę i uśmiechając się do tekstu zaczął czytać, słuchając jednym uchem tego co mówi dziewczyna. Znalazł to miejsce przez przypadek, gdy uciekał przed gnębiącymi go ślizgonami. Był, obraźliwie mówiąc, szlamą i musiał przed nimi zwiewać, gdzie pieprz rośnie. Najgorzej było chyba na lekcjach między Hufflepuffem, a Slytherinem. Czysta krew, czysta krew, czysta krew…. Jakby była jakaś inna jego. Jakby przeciął takiego ślizgona i swój nadgarstek, taka sama jucha lecieć będzie.
    - Znaczy, jestem dziwadłem? – zapytał, udając obrażonego. Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale nie mógł znaleźć w myślach słowa, więc wrócił do lektury, nucąc pod nosem "Bohemian Rhapsody". Ostatnio ten kawałek chodził mu po głowie, odkąd usłyszał go w Londyńskim radiu w małym barze, gdzie jadł posiłek. Było to kilka miesięcy temu. Nawet całkiem nieźle mu szło, ale to tylko gdy nucił. Śpiewanie szło Gabrysiowi znacznie gorzej.
    Dla niego Wojna Czarodziejów była czymś absurdalnym, bo w Hogwarcie nie było jej w ogóle. W Polsce było zdecydowanie gorzej. Tam nie było spokojnych miejsc, och, nie! Czy to szkoła, czy to dom prywatny. Nie było zaklęć, był za to gaz łzawiący, armatki wodne i pałowanie przechodniów. Taki był jego świat, a nie rysowanie i noszenie śmiesznych ubrań.
    - Siódme piętro, gobelin kolesia z trollami – powiedział spokojnie, aby zapamiętała miejsce i mogła do niego przychodzić kiedy zechce. Taki był z niego pomocny i kochany Puchon – Jeśli poprosisz pokój, nikt nie będzie mógł do niego wejść, tak jak teraz na przykład. Woźny nie widzi drzwi.
    Nie miał ignorować tego co się działo u niego, ponieważ ojca zabrała milicja podczas wakacji, gdy miał trzynaście lat. Do teraz śni mu się to po nocach. Od tego czasu o ojcu nic nie wiadomo, ale najbardziej Gabriela boli fakt, że to przez niego go zamknęli. Przez Hogwart.

    Gabriel

    OdpowiedzUsuń
  11. [Coś mrocznego, powiadasz? Może ktoś będzie chciał śmierci Jessie i ten ktoś wynajął do tego Chrisa? ... Chyba za mrocznie :)
    Ewentualnie Jessie zawędruje do Zakazanego, gdzie sobie Wadjet czasami grasuje i.. wiadomo, wąż pomyli dziewczynę z jedzeniem :)]

    OdpowiedzUsuń
  12. [Jeśli dobrze zrozumiałam to matka Jessie zaginęła? Jeśli tak to możemy zrobić tak, że Chris dostał kontrakt na zabicie matki Jessie, bo była kimś niewygodnym dla czyjejś sprawy? :)]

    OdpowiedzUsuń
  13. [Podoba mi się tor tej rozmowy :)
    W takim razie spotkamy ich w Hogsmeade, ewentualnie mój zalezie do Hogwartu, gdyż czasami go nogi tam poniosą. W każdym razie - kto zaczyna? :)]

    OdpowiedzUsuń
  14. [Jeśli Ty chcesz zacząć to ja się po dżentelmeńsku zachowam :)
    ... Chyba już wiem jak ich spotkać, już zaczynam :)]

    Hogwart był pełen korytarzy, w których niejeden nieświadomy mógłby się zgubić, ale nie Chris. Mężczyzna niegdyś uczęszczał do tejże szkoły i nawet ją ukończył. Poznał wiele zakamarków jako nastolatek, więc mógł się swobodnie przemieszczać po zamku.
    Noc była ulubioną porą Chrisa, gdyż mógł stać się niewidzialny dla ludzi. Wiedział w jakim miejscu stanąć, żeby go w ogóle nie było widać, a miał widok na wszystko co się dzieje.
    Tej nocy szedł lekkim krokiem, by robić jak najmniej hałasu i kierował się w stronę Wieży Gryffindora.
    Nagle usłyszał czyjeś kroki, więc schował się za zbroją i cierpliwie oczekiwał nieświadomej jego prezencji na korytarzu osoby. Miał nadzieję, że będzie to dziewczyna, której szukał.

    OdpowiedzUsuń
  15. [Do usług :)]

    Gdy jego zielone oczy zauważyły czerwonowłosą dziewczynę to duchu cieszył się, gdyż nie musiał włamywać się do Pokoju Wspólnego Gryfonów i spierać się z Grubą Damą. która zaraz zaczęłaby wrzeszczeć wniebogłosy, że intruz wtargnął do Hogwartu.
    Odczekał chwilę aż dziewczyna przejdzie, po czym wyłonił się z mroku i złapał Gryfonkę od tyłu za talię a dłoń zakrył usta Jessie, żeby przypadkiem nie wrzasnęła.
    - Sza! Piśnij słowo a zabarwisz podłogę na czerwono. - powiedział wyciszonym głosem wprost do jej ucha, czekając na jej reakcję.

    OdpowiedzUsuń
  16. [Bardzo to prawdopodobne. : D
    A masz już jakiś pomysł, czy coś myśleć może?]

    OdpowiedzUsuń
  17. [Widzę, że Jessie jest nowa w szkole, więc równie dobrze może jeszcze nie wiedzieć, jakie panują "zasady", tj. nie orientuje się, kim są Huncwoci i jak się mają relacje między nimi (oraz innymi uczniami), a Sevem. Można to w jakiś sposób wykorzystać.]

    Severus

    OdpowiedzUsuń
  18. [Plan dobry, ale jakichś większych przyjacielskich stosunków nie będzie, choćby dlatego, że jesteś Gryfonką. To co, może zacznę (kiedy pomysł przychodzi, jest o wieeele prościej)?]

    Severus

    OdpowiedzUsuń
  19. Spacerując, jakby od niechcenia (a tak naprawdę, to szukając kolejnej sprawy, do której mógłby wetknąć swój już i tak o wiele za długi i zbyt garbaty nos) po jednym z tych mniej zaludnionych, hogwartowskich korytarzy (szczególnie, iż był poniedziałek, pora śniadaniowa - większość młodzieży dopiero wstawała z łóżek, zapewne rozleniwiona po wczorajszej niedzieli, lub siedziała w Wielkiej Sali na śniadaniu) Severus usłyszał jakieś podniesione głosy. Wrodzona ciekawość, a raczej ślizgońska wścibskość nie pozwoliły mu ich zignorować - przyspieszył więc kroku, zmierzając prosto ku źródłu hałasu. Kiedy dochodził do skrętu korytarza, usłyszał dziki wrzask i dźwięk torby spadającej na ziemię.
    Kiedy wyszedł zza zakrętu dzielącego go od całej akcji, dowcipnisiów już nie było. Wpadł za to prawie na... coś, a raczej kogoś. Jakaś dziewczyna wisiała do góry nogami, wyraźnie potraktowana przezabawnym zaklęciem (nie, żeby od razu nie rozpoznał Levicorpusa - w końcu sam go wymyślił - takie przydatne klątwy obiegają szkołę zadziwiająco szybko...), które wiesza daną osobę głową w dół. Zauważył też różdżkę leżącą na ziemi oraz rozsypane naokoło książki. Widząc to wszystko, uśmiechnął się drwiąco pod nosem i rzekł:
    -Latający Gryfoni... coś pięknego. Jak dla mnie, to wszyscy moglibyście nagle tak zawisnąć, byleby gdzieś pod sufitem, przynajmniej nie musiałbym was oglądać.

    OdpowiedzUsuń
  20. [a dziękuję bardzo, muszę powiedzieć, że się nawet nad tym długo nie zastanawiałam. wątek, hmm. może pójdziemy w stronę metamorfomagii i wilkołactwa?]

    Abigail

    OdpowiedzUsuń
  21. Wyrywała mu się niesamowicie z rąk, ale Chris był na tyle silny, że utrzymał małą w żelaznym uścisku. Zabolało go kopnięcie w kostkę, ale nie dał tego po sobie pozna a drapanie Chrisa po rękach jedynie irytowało zielonookiego.
    - Przestań się szarpać, dziewczyno. - mruknął zirytowanym głosem ze słyszalnym walijskim akcentem. - Uspokój się, a powiem Ci coś o Twej matce.
    Próbował jak najszybciej ją uspokoi i postanowił pójść w podstęp, bo tak naprawdę to o jej matce wie tyle, że ma na nią kontrakt a potrzebuje ją zlokalizować. Jedynym tropem jak na razie jest córka celu.

    Chris Kenway

    OdpowiedzUsuń
  22. [szczerze powiedziawszy to nie mam pojęcia, w jakie tarapaty mogłaby wpaść Jessie, szczególnie, że matemarfomagia pozwala jej na ucieczkę w każdym momencie. bardziej myślę o tym, że może gdy kiedyś udało jej się wymknąć z zamku, oczywiście po przemianie, usłyszała gdzieś na obrzeżach wioski przeraźliwe wycie i od tego czasu próbuje na własną rękę zbadać, kto jest wilkołakiem. ma swoje podejrzenia, ale tak stopniowo próbuje podejść Abigail. chyba że może Ty masz jakieś propozycje?]

    OdpowiedzUsuń
  23. Najwidoczniej wzmianka o matce dała jakieś efekty, gdyż czerwonowłosa przestała się szarpać. Przynajmniej teraz będzie umiał z nią na spokojnie porozmawiać, bo potrzebuje od niej jak najwięcej informacji jak będzie spokojna.
    Zelżył uścisk i zgrabnym ruchem odwrócił ją do siebie przodem, trzymając dziewczynę za ramiona i spojrzał na nią spod kaptura.
    - Wiem tylko tyle, że jest w poważnych tarapatach, Jessie. - odpowiedział wymijająco. Nie musi jej wyjawiać całej prawdy.
    - Muszę ją zlokalizować i miałem nadzieję, że Ty mi w tym pomożesz.

    OdpowiedzUsuń
  24. [wiesz co, nie za bardzo wydaje mi się, żeby metamorfomagię można było komuś 'ukraść', jeśli właśnie o to Ci chodzi]

    OdpowiedzUsuń
  25. [okej, coś powoli z tego łapię. nie wiem tylko jak Abigail ma jej jakoś pomóc skoro nie korzysta z magii, ale coś się wymyśli. spróbuję zacząć]

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie takiej odpowiedzi oczekiwał, ale czego mógł się spodziewać po porzuconej przez matkę dziewczynie w niewyjaśnionych okolicznościach? Ale chyba coś o swojej matce wiedziała co pomogłoby Chrisowi wejść na odpowiedni trop?
    Widząc jak się odsunęła, żeby znowu jej nie złapał to Kenway trzymał ręce swobodnie po bokach i obserwował każdy ruch czerwonowłosej spod kaptura, spod którego mogła dostrzec tylko dolną część twarzy.
    - Wypuszczę Cię jak dowiem się cokolwiek o Twojej matce co pomoże mi ją zlokalizować. - odpowiedział beznamiętnym tonem głosu.

    Chris Kenway

    OdpowiedzUsuń
  27. Chłopak pochylił się nieco, by móc zobaczyć (trochę już zarumienioną od krwi napływającej do głowy) twarz dziewczyny. Uśmiechnął się z czystą satysfakcją, a następnie wyprostował i rzekł:
    - Pani mówi, sługa wykonuje - po tych słowach machnął, jakby od niechcenia, różdżką, a dziewczyna zwaliła się na ziemię. Nie zadbał jakoś specjalnie o jej miękkie lądowanie - co ona go obchodziła? Chciała, by sprowadził ją na ziemię, nic więcej.
    Podniósł jej różdżkę i zaczął obracać ją w dłoniach. Lubił oglądać te magiczne ustrojstwa, bo każda była inna i inaczej leżała w dłoni, każda była na swój sposób kapryśna. Zaczął nią delikatnie machać, puszczając z jej końca snop różnokolorowych iskier. Zerknął na Gryfonkę i na jego ustach po raz kolejny pojawił się drwiący uśmieszek. Ah, ci ludzie z Domu Lwa byli tacy żałośni.

    Severus Snape

    OdpowiedzUsuń
  28. [Negatywne zabarwienie jest w porządku i dobrze pasuje do tej sytuacji, ale... mógłbym Cię prosić o zaczęcie? :D Tak mi będzie łatwiej, bo zobaczę, jak Ty to widzisz.]

    Rafael

    OdpowiedzUsuń
  29. [Nie ma problemu. ;) Jakieś pomysły?]

    Bellatriks

    OdpowiedzUsuń
  30. [No to, nie wiem... Mogłoby być tak, że Jessica wymknęłaby się z zamku do Hogsmeade. W tym samym czasie Śmierciożercy urządziliby sobie łapankę czarodziejów - tych, o których nigdy nie słyszeli i nie wierzą, że są czystej krwi, zabierają ze sobą. Powiedzmy, że do miejsca, gdzie by ich zabrali, przybyłaby też Bellatriks, tak dla rozrywki, popatrzeć na śmierć i cierpienia szlam. Wtedy dostrzegłaby Jessicę i stwierdziłaby, że ona jest za młoda i zapewne jest jeszcze w Hogwarcie. Nie wypuściłaby jej, to na pewno, ale też i nie zabiła, żeby Dumbledore nie zaczął aż tak węszyć, gdyby doszło do prasy o zabójstwie uczennicy.]

    Bellatriks

    OdpowiedzUsuń
  31. Chris uwielbiał gdy osoby przed nimi uciekali, gdy zadawał niewygodne pytania czy po prostu chciał się czegoś dowiedzieć. Nie mając innego wyboru rzucił się biegiem za czerwonowłosą. Kenway wiele lat ćwiczył toteż bieganie nie sprawiało mu trudności na dłuższy dystans.
    Zielonooki myślał, że Jessie coś ukrywa, ale wyglądała na taką, co nie potrafi kłamać. Jak miał się czegokolwiek dowiedzieć od dziewczyny, która nic nie wie o swojej matce? Ślepy zaułek, ale postanowił wypytać ją o rzeczy takie, aby móc zlokalizować jej matkę.
    Nie minęła chwila gdy Gryfonka była w zasięgu jego ręki, więc bardziej przyspieszył i złapał ją, znowu zakrywając usta, żeby nie krzyczała.
    - Masz krzepę, przyznaję bez bicia. A teraz z łaski swojej przestań uciekać, bo i tak na nic Ci się to nie zda. - mruknął jej do ucha.

    OdpowiedzUsuń
  32. [Może profesorek złapie ją na korytarzu i opieprzy za nieschludny wygląd? Wiesz, to typowy konserwatysta, więc jej czerwone włosy mogą go nieco zszokować...]

    prof. Dandrieu

    OdpowiedzUsuń
  33. [Skoro ona taka nieuświadomiona, jak to wszystko w Hogwarcie funkcjonuje, to może po lekcjach postanowi pozwiedzać sobie zamek i zapuści się na teren Ślizgonów, a mianowicie lochy. I tam spotka Rafaela, który uświadomi jej, dlaczego nie powinna tam chodzić na spacery. :D]

    Rafael

    OdpowiedzUsuń
  34. Gdyby Richard Dandrieu postanowił wykorzystać umiejętność leglimencji na Jessie Wells, z pewnością mocno by się zdziwił. Jego świat od pierwszego oddechu opierał się na magii. Wszystko od czajnika przez komodę aż po zasłony falujące na bryzie skrzyło się wręcz od czarów w maleńkim mieszkanku w Marsylii. Nie, żeby poważny profesor tęsknił przesadnie za dzieciństwem czy żałował Jessiki... Właśnie, żałował. Dla niego bowiem rzeczywistość, w której magia nie gra pierwszych skrzypiec byłaby ograniczona i zwyczajnie smutna, a fakt, że dziewczyna zamiast za zielarstwem tęskni za rysunkiem... Nadzwyczajne - mruknąłby gderliwie. - Zresztą, w jakim świecie rysunek pozwala zdobyć praktyczną wiedzę? Runy, runy, moi kochani, runy to przeszłość, teraźniejszość i przyszłość ludzkości!
    Całe szczęście, profesor Dandrieu nie interesował się myślami panny Wells i ani myślał ich czytać.
    Jego uwagę natomiast przyciągnął szlak kolorowych ozdóbek, które nie wiadomo czemu szpeciły korytarz na drugim piętrze. Zdejmował je, oczywiście, tak jak to francuskiej konserwie przystoi, marszcząc groźnie brwi i co rusz poprawiając zsuwające się okulary. Idealnie czysta, ciemniejsza od kruczych piór szata falowała przy każdym kroku, szeleszcząc złowrogo. Głuchy odgłos kroków niknął w gwarze dnia...
    - Dzień dobry, panno... - Tu zaciął się na ułamek sekundy, przyłapując się na nieznajomości imienia (czy nawet domu!) czerwonowłosej dekoratorki wnętrz. - Panno Źle-Ubrana. Czyżby stało się coś z szatą? Wszyscy uczniowie powinni mieć zapasowe, takie są wymogi.
    To powiedziawszy, machnął długą, niemal białą różdżką, a korytarz powrócił do swego ponurego wyglądu. Wystarczył jeden rzut na pstrokate odzienie młodej damy, jej wesołe spojrzenie i włosy o dziwnie intensywnym odcieniu, by domyślić się, kto jest autorem ozdóbek. Czyżby metamorfomag? Otrzeźwiająca świadomość, iż jednak są jeszcze dla profesorka tajemnice w Hogwarcie, wcale nie poprawiła mu humoru. Poczuł się wręcz dotknięty, iż nie zdawał sobie sprawy z obecności osoby o tak wyjątkowym talencie.
    - A właściwie - dodał z niewłaściwą sobie ironią, nim uczennica zdążyła wykrztusić choćby jedno słowo - co pannę tu sprowadza? Porywy artystycznej duszy?

    prof. Dandrieu

    OdpowiedzUsuń
  35. [Mówisz o tej na wierzchu z ironią, czy rozwinęłaś całość i mówisz rzeczywiście o długości? xP Jasne, z chęcią wątek. Jakiś pomysł? To zacznę.]

    Silver

    OdpowiedzUsuń
  36. Afrodyta pojawiła się nie wiadomo skąd i zaczęła łasić się do nóg Ślizgona siedzącego na kanapie przy kominku, po czym bezceremonialnie wpakowała mu się na kolana. Chłopak nie zwrócił na to większej uwagi, tylko machinalnie podrapał kotkę za uchem, przerzucając strony książki od zielarstwa i notując najważniejsze informacje na kawałku pergaminu, strasznie już pokreślonego i pokrytego dziwnymi znaczkami przypominającymi hieroglify. W Pokoju Wspólnym Slytherinu było nad wyraz spokojnie, atmosfera wręcz idealnie sprzyjała pisaniu wypracowania, więc nic w tym dziwnego, że kiedy Rafael zorientował się, iż zapomniał po lekcjach wypożyczyć jedną z potrzebnych mu książek, rzucone przez niego przekleństwo było na tyle głośne, by odwróciły się ku niemu niemal wszystkie głowy. Gwałtownie odsunął stoliczek od kanapy, rozlewając przy tym nieco atramentu na czyste zwoje pergaminu i nie pomyślawszy choćby przez chwilę o swojej przyjaciółce, wstał, tym samym brutalnie zrzucając ją ze swoich kolan. Kot, jak to kot, spadł na cztery łapy, napuszył się i spojrzał na Rafaela z wyrzutem, ale ten był już daleko i najwidoczniej kierował się w stronę wyjścia z Pokoju Wspólnego.
    Kamienna ściana rozsunęła się i wypadł z niej zdenerowany Ślizgon. A wszystko przez to, że musiał iść tak wysoko akurat wtedy, gdy wolał zostać na dole. Ach, ironia losu. Złość na samego siebie tak go zajęła, że niemal nie zauważył dziewczyny wędrującej jak gdyby nigdy nic po lochach. Niemal.
    - Nie zgubiłaś się przypadkiem? - rzucił trochę zbyt ostro w jej stronę, przyglądając się jej krytycznie. Nie miała na sobie szaty, ale jednego mógł być pewien - to nie była Ślizgonka.

    Rafael

    OdpowiedzUsuń
  37. Normalnie to "chyba nie" uznałby za rzucenie rękawicy i z więlką przyjemnością by ją podniósł, gdyby nie fakt, że dziewczyna wypowiedziała te słowa ot tak, jak gdyby naprawdę odpowiadała komuś, kto z troski pyta ją, czy się nie zgubiła. Zaskoczyło go to i przez chwilę patrzył na nią w osłupieniu, zastanawiając się, skąd ona się urwała. Dopiero jej dalsze wytłumaczenie rozjaśniło mu w głowie i nawet trochę było mu jej żal.
    Stali w słabo oświetlonej części korytarza, ale teraz zdołał dostrzec charakterystyczne włosy nowej - o ironio - Gryfonki. Przyjęcie jej do Hogwartu nie obeszło się bez echa, bo wielu uczniów robiło zakłady, dokąd przydzieli ją Tiara. Zapytany o to Rafael odpowiedział: "Byle nie do Gryffindoru" i spora część Ślizgonów śmiała się wtedy, ale wyszło na to, że los zawsze musi robić mu na przekór i choć było siedemdziesiąt pięć procent szans, że trafi, jak zwykle musiał polec. I gdzieś w zakamarkach umysłu miał nawet jej imię. Jennefer, Jasmine...
    - Jessica, prawda? - strzelił w to, które wydało mu się najmniej prawdopodobne, a co za tym idzie, pewnie było prawdziwe. - Bardzo się cieszę, że zwiedzasz szkołę i w ogóle aklimatyzujesz się, ale oszczędź sobie chodzenie po lochach. Twoje miejsce jest teraz w wieży na siódmym piętrze i radzę ci trzymać się tamtych terenów - rzucił w jej stronę, mrużąc oczy.

    Rafael

    OdpowiedzUsuń
  38. Taki typ jak on szukał jej matki do jednego celu... żeby ją zabić. Dostał zlecenie i musiał wykonać swoje zadanie, tylko był jeden problem - matki Jessie ani widu, ani słychu, a sama czerwonowłosa nie miała pojęcia, gdzie matka ulotniła się. Sprawy lubiły komplikować się ku zirytowaniu Kenwaya.
    Westchnął zrezygnowany, nie puszczając dziewczyny, gdyż mogłaby znowu mu uciec, ale zelżył uścisk by mogła swobodniej oddychać.
    - Uspokój się. Wybacz, że Cię tak zestresowałem, ale naprawdę muszę Twoją matkę znaleźć. - powiedział spokojnym tonem głosu, po czym odwrócił ją do siebie przodem, trzymając za ramiona i spojrzał w jej oczy swymi zielonymi spod kaptura.
    - Powiedz mi cokolwiek co dotyczy Twej matki a spróbuję ją sprowadzić do domu. Do Ciebie.

    Chris Kenway

    OdpowiedzUsuń
  39. [w karcie jest że Ravenclaw, w kolumnie wpisana jako Gryfonka.. ;) Jak to jest naprawdę? ;> W każdym razie Syriusz chce wątek a jako że też lubi mugoli i wszystko co mugolskie (motory!), to pewnie będzie zadawał jej milion pytań z cyklu "jakim cudem to jeździ bez magii?!"]

    OdpowiedzUsuń
  40. [Syriusz jako obrońca niewiasty? BĘDZIE W SWOIM ŻYWIOLE! xD Nie no a tak na serio to jak najbardziej mi pasuje xD a chcesz może zacząć? bo jeśli nei chcesz, to będziesz musiała troszkę poczekać na rozpoczęcie bo dopiero do domu weszłam ;)]

    OdpowiedzUsuń
  41. Brunet przetrawił pozyskane informacje. Mieszkały na Pokątnej? To już jakiś trop. Prawdopodobnie znajdzie coś w ich mieszkaniu co pomoże mu znaleźć matkę Jessie. Definitywnie. Czym prędzej wyruszy na Pokątną pod osłoną nocy.
    Spojrzał na nią spod kaptura i lekko skinął głową, puszczając dziewczynę.
    - Możesz odejść. Dziękuję Ci za informację. - powiedział, nie kryjąc wdzięczności w głosie, ale powstrzymał się od uśmiechu.
    Chris odwrócił się na pięcie i ruszył szybkim krokiem, znikając dziewczynie w ciemnościach hogwartowego korytarzu. Przyćmiewał mu cel - ulica Pokątna, mieszkanie Jessie i jej matki. Ciekawe ile tropów uda mu się znaleźć.

    Chris Kenway

    OdpowiedzUsuń
  42. Gdy beztrosko potwierdziła, że ma na imię Jessie, miał ochotę głośno się roześmiać. Nawet nie dlatego, że tak słodko je zdrobniła, będąc w takim miejscu jak to, ale z tego względu, że ten jeden raz w życiu udało mu się trafić, mimo że miał tak niewielkie szanse powodzenia. Jaka szkoda, że z przydziałem nie poszło mu równie dobrze.
    - Jeśli twoi nowi znajomi nie powiedzieli ci, dlaczego nie powinnaś się tu szwędać, to są skończonymi idiotami - wysyczał z wyraźną pogardą w głosie. - A jeśli uprzedzili cię, ale postanowiłaś, że ich nie posłuchasz, to cóż, ty jesteś tą skończoną idiotką. W każdym razie widać, jaki poziom reprezentują wychowankowie domu Godryka... - Mówiąc to, oparł się plecami o kamienną ścianę naprzeciwko Gryfonki. - Poza tym to bardzo nieroztropne chodzić po szkole bez szaty, masz przy sobie przynajmniej różdżkę?
    Zapytał z wyraźnym rozbawieniem, nieznacznie unosząc brew do góry. Być może Jessie - już samo jej imię mogło ją skazać na szereg docinków - wstydziła się swojego nowego domu, czerwono-złotych barw i uroczego lwiątka w godle, kto wie. Rafael na pewno nie byłby z tego dumny, chociaż, przychodząc do szkoły, nie wydawał się jeszcze tak zniszczony i nie pragnął z całych sił dostać się do Slytherinu. Przydział zmienił go, to na pewno, głównie za sprawą starszych ślizgońskich kolegów i całej tej mrocznej aury roztaczanej przez nich w Domu Węża. Ale przecież nie trafił tam bez przyczyny. Gdyby był cichym, dobrym chłopcem z pewnością siedziałby teraz w Pokoju Wspólnym Puchonów, grając w szachy czarodziejów i pochłaniając ogromne ilości czekoladowych żab. Widocznie stać go było na więcej i Tiara to dostrzegła.

    Rafael

    OdpowiedzUsuń
  43. [Mi bardziej przez głowę przeleciała myśl, że Chris znalazłszy się w mieszkaniu Jessie znalazł ślady walki i zrozumiałby, że nie tylko on miał na nią zlecenie. Podążyłby tropem aż do pewnego miejsca i tam znalazłby matkę Jessie już zamordowaną, ale to jak wolisz :)]

    Chris Kenway

    OdpowiedzUsuń
  44. [Ja zacznę pewnie jak wrócę z pracy, toteż oczekuj zaczęcia gdzieś wieczorem, chyba że nie wytrzymasz i sama zaczniesz :)) ]

    Chris Kenway

    OdpowiedzUsuń
  45. [Mogłabym Ciebie prosić o zaczęcie? Jakoś nie umiem ubrać słów w taki sposób, żeby rozpoczęcie było dobre :) Będę bardzo wdzięczna :3]

    OdpowiedzUsuń